Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MAKIJAŻ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MAKIJAŻ. Pokaż wszystkie posty
[DENKO] Lipiec

[DENKO] Lipiec



Okeej, to denko będzie bardzo długie, więc lemoniada w dłoń i lecimy z tym postem! 


Nacomi czarne mydło
To moje pierwsze czarne mydło. Początkowo bardzo przeszkadzał mi jego zapach, jednak po kilu użyciach przyzwyczaiłam się. Mydło bardzo mocno oczyszcza twarz  i może być stosowane w dwojaki sposób: jako produkt do mycia twarzy oraz jako peeling enzymatyczny pozostawiony na 10 minut na twarzy. Ja stosowałam je tylko do twarzy, ale można umyć całe ciało przy wykorzystaniu tego produktu. Dla tych, co nie wiedzą czarne mydło wykonane jest ze zmiażdżonych czarnych oliwek oraz z oliwy.
Zdecydowanie kupię ponownie.



Tołpa dermo face sebio maska czarny detoks
Maska zamknięta jest w higienicznym opakowaniu, które podobno nie zasysa bakterii. Jest bardzo wygodne, a przez to, że tuba jest aluminiowa można zużyć je do samego końca. Jeśli "siedzicie" w maseczkach to pewnie kojarzycie, że maski z węglem i glinką nie powalają zapachem. Ta maseczka to zaprzeczenie tego. Mogłabym siedzieć w niej godzinami. Maseczka nie spływa z twarzy, genialnie oczyszcza. Jest to z pewnością jedna z lepszych "czarnych" masek.
Zdecydowanie kupię ponownie.



Tołpa dermo face sebio peeling 3 enzymy
Ponownie bardzo higieniczne opakowanie. Przyjemny tropikalno-wakacyjny zapach. Jest to pierwszy peeling enymatyczny, który sprawił, że czułam pod palcami złuszczony naskórek!
Zdecydoanie kupię ponownie. 


Bioderma sebum H2O płyn micelarny
Niemalże bezzapachowy produkt. Świetnie zmywa makijaż, nie podrażnia oczu. Często stosowałam tego produktu do odświeżenia twarzy, kiedy nie miałam na twarzy makijażu. Nie podrażnia.
Zdecydowanie kupię ponownie 


Krem O2 skin na noc
Recenzję na temat całej serii O2Skin można przeczytać tutaj. Świetnie nawilżał. Jednak pod koniec zaczynał mnie nudzić jego zapach.
Nie wiem czy kupię ponownie. 


Serum O2 skin 
Re-we-la-cy-jne! Recenzję również można przeczytać w tym poście. Skóra wyglądała po nim świetnie. Minusem jest opakowanie, które sprawiło, że w opakowniu zostało trochę produktu.
Zdecydowanie kupię ponownie.


Efektima probki peelingow
Próbki peelingów wystarczyły na jednokrotne wypeelingowanie całego ciała, więc nie mogę ocenić ich wpływu na kondycję skóry. Jednak najwięcej frajdy miałam przy peelingu węglowym, gdzie od stóp do głów byłam czarna jak...węgiel ;D
Nie wiem czy kupię ponownie. 


Czarna pasta do zebów
Uwielbiam. Jedyna pasta, która wybieliła zęby i poradziła sobie z osadem z herbaty, którą piję hektolitrmi. Więcej o tej paście można przeczytać w tym poście.
Zdecydowanie kupię ponownie (właściwie to już kupiłam) 




Tolpa green oils oczyszcznie zel miceralny
Nie mogłam znieść jego zapachu. Konsystencja fatalna, przepływała mi między palcami. I zawsze więcej wypływało z opakowania niż powinno. Bez szału.
Nie kupię ponownie. 


garnier fructis papaya hair food
Osobny post o tej masce jest już dostępny tutaj. Jak wiecie nie zachwyciła mnie ta wersja, jednak coraz bardziej napalam się na Macadamia Hair Food.
Kupię, ale inny rodzaj 


garnier mineral action control
Bardzo lubię te antyperspiranty. Zapewniają świetną ochronę latem. Nie powodują u mnie podrażnienia oraz nieprzyjmenego swędzenia.
Zdecydowanie kupię ponownie 


vabun for lady no 5
O tym zapachu możecie przeczytać tutaj. Do samego końca lubiłam po niego sięgać, jednak nie jestem przekonana czy kupię ponownie. Lubię szukać nowych zapachów.
Nie wiem czy kupię ponownie


jenny glow blacberry&bay
O tym zapachu możecie przeczytać tutaj. Idealny na lato. Zapach jeżyn uprzyjemniał niejeden upalny dzień. Jednak był mało wydajny i szybko się skończył. Cała recenzja znajduje się tutaj.
Nie wiem czy kupię ponownie.


healthy bb bourjois
O tym kremie BB możecie przeczytać tutaj. Zdecydowanie moja ulubiona seria jeśli chodzi o podkłady czy kremy BB to Healthy Mix. Pomimo 3 odcieni, pierwszy idealnie do mnie pasuje. A teraz kiedy moja skóra już tak bardzo się nie przetłuszcza, był idelany.
Zdecydowanie kupię ponownie. 


tusz: paradise, temptation, eveline celebration 
Trzy tusze, które stały się hitem blogosfery. Paradise, który pięknie podkreślał rzęsy. Jednak się osypywał. Temptation, który genialnie pachniał kokosem. Jednak się osypywał i nie zachwycił mnie do tego stopnia, żebym wróciła do niego podobnie. Eveline celebration - posiadanie już 3 opakowania o czymś świadczy, czyż nie? Zdecydowanie to mój ulubieniec.
Loreal Paradise, Maybelline Temptation - zdecydowanie nie kupię ponownie
Eveline celebration - kupię ponownie.


Uff, i to tyle! Zdjęcia pustych opakowań wstawilam celowo - staram się zużywać większość kosmetyków jakie mam. A jeśli mi nie odpowiadają dzielę się nimi z innymi :) 



Annabelle Minerals STAY PURE

Annabelle Minerals STAY PURE

Witajcie,


sesja już powoli odchodzi w zapomnienie, a ja oczywiście nie miałam zaplanowanych postów na ten intensywny czas. Jednak dzisiaj,po miesięcznej przerwie, chciałabym powiedzieć kilka słów o wielofunkcyjnym olejku mineralnym od Annabelle Minerals

Wersja, którą ja posiadam przeznaczona jest do cery mieszanej/tłustej. Wynika to z doborów olejków, które znajdują się w składzie. Na zużycie tego produktu producent daje nam 4 miesiące. I o dziwo powiem Wam, że jest to do zrobienia!


Wielofunkcyjność olejku polega na tym, że można nim:
-zmywać makijaż
- pozostawiać jako serum na noc
-zastosować na końcówki włosów
- nałożyć jako bazę pod produkty mineralne
-wykorzystać do masażu twarzy
-wykorzystać jako olejek bazowy w metodzie OCM
Ale za nim moja opinia chciałabym przedstawić Wam co o tym olejku pisze producent:
STAY PURE Mineralny Olejek Wielofunkcyjny
Kompleksowo działający w 100% mineralny olejek do skóry wrażliwej i problematycznej. Wysoka zawartość kwasów tłuszczowych wpływa kojąco i regenerująco na podrazniona skórę twarzy. Nawilża i uspokaja. Jego lekka hipoalergiczna formuła nie pozostawia wrażenia tlustosci. Jest niekomedogenny. Przywraca zdrowy wygląd i odpowiednie nawilżenie.
INCI: arganina spinosa kernel oil, cocos nucifera (coconut) oil, ricinus communis (castor) oil, crambe abyssinica seed oil, ribes nigrum seed oil, thymus vulgaris oil, gaulteria gaultheria procumbens, tocopherol, helianthus annuus (sunflower) seed oil, citral, limonene linalool. 
Olejek zamknięty jest w szklanej butelce z pompka. Z wyglądu przypomina mi leki ze starych aptek. Nie powiem, ale taki wygląd budzi we mnie zaufanie. Pompka się nie zacina, działa prawidłowo. Naprawdę szkło jest bardzo porządne - nie zbiłam jeszcze :)
Olejek ma specyficzny, ziołowy zapach. Nie każdemu może się on spodobać, mnie początkowo odrzucił. Szczerze mówiąc liczyłam na coś bardziej rześkiego i orzeźwiającego. Nie wiem dlaczego. Jednak po chwili ten zapach pokochałam.

Po kolei chciałabym opisać Wam czy olejek sprawdza się w tych rzeczach, o których wspomina producent. Zatem zaczynajmy:
Genialnie zmywa makijaż, jednak ja nigdy nie spotkam olejku, który kiepsko domywałby makijaż. Więc tutaj nie było dla mnie zaskoczenia.
Po zostawieniu olejku na noc jako serum nie zauważyłam, żeby wpłynął na pojawienie się zaskórników czy pogorszenia stanu cery. Rano twarz wyglądała na bardzo odżywiona i nawilżona. Olejek nie wchłania się w skórę, jednak uczucie noszenia go na twarzy nie jest wkurzające.
Niestety nie sprawdził się na moich włosach jako serum do końcówek. Końcówki były tłuste, obciążone. Kompletnie nie wchłonął się na moich włosach.
Wykorzystanie go do masażu twarzy - to jest hit. Wspominałam Wam, że nie pokochałam zapachu od razu. Jednak po nałożeniu na twarz i po rozpoczęciu masażu twarzy poczułam się mega zrelaksowana. Momentalnie - i duża zasługa takiego stanu jest z pewnością zapach.
Nie stosowalam go jako olejek bazowy w metodzie OCM oraz nie stosowałam go jako bazy pod podkład mineralny.



Jednak znalazłam inny sposób tego olejku!
Te które walczą z problemem wzrastających włosków powinny go spróbować. W miejscach najbardziej problematycznych (łydki oraz okolice bikini) użyłam niewielka ilość olejku. I się zdziwiłam - bardzo, bardzo pozytywnie. Skóra nie była podrażniona, nie pojawiły się przy wzrastających włosach ropne zmiany. Samo użycie olejku oczywiście nie spowodowało tego, ze włos nagle zaczyna rosnąć prosto, ale z pewnością ograniczyło stany podrażnienia związane z ta przypadłością.
Bardzo żałuję, że olejek już mi się kończy, a ja dopiero pod koniec odkryłam jego dodatkowe zastosowanie.
Generalnie olejek bardzo mnie zaskoczył.
Jestem ciekawa czy Wy znacie ten produkt - jak go stosujecie?
Promocja Rossmann -55%

Promocja Rossmann -55%

Czas promocji w Rossmannie dobiega końca. Rozpoczęła się bardzo burzliwie - od niejasnych zasad dotyczących wybierania Klienów VIP - jednak mam wrażenie, że była to jedna z najbardziej spokojnych edycji promocji.


W tym roku zdecydowałam się tylko i wyłącznie na zakupy w formie on-line. Ciężko wypowiedzieć mi się jak wyglądał stan kosmetyków szafach dostępnych w drogerii. Odbierając zamówienia kątem oka widziałam, że lekkie przepychanki były, ale była też dużo większa "obstawa" pracowników, którzy zwracali uwagę na to aby korzystać z testerów. Na InstaStory część z was niestety pisało, że kosmetyki przeznaczone do sprzedaży były przez klientów nadal otwierane.
Jeśli chodzi o jakoś usługi on-line - w moim przypadku - bardzo sprawnie to wyglądało.Kosmetyki, które kupiłam były zafoliowane, więc miałam pewność, że nikt wcześniej nie dotykał tych produktów. Za to ogromny plus. Na odbiór zamówienia nigdy nie czekałam dłużej niż dwie godziny.

Co w tym roku wpadło do koszyka?
Zdecydowałam się na przetestowanie nowości. W poprzednich edycjach zazwyczaj sięgałam po produkty, które już się u mnie sprawdzały i miałam je przetestowane. Tym razem zdecydowałam się, może nie tyle co na perełki, ale w dużej mierze kosmetyki kontrowersyjne. Opinia o nich w internecie jest różna. Tak jak już wspominałam wcześniej, trzy razy korzystałam z aplikacji Rossmann aby zrobić zakupy.


Podkłady, bazy, pudry...
Jeśli chodzi o tę kategorię to zdecydowałam się na zakup dwóch baz pod makijaż, kremu BB oraz pudru. Puder był koniecznością, ponieważ dwa egzemplarze pudrów matujących, białych w barwie kompletnie nie zdało u mnie egzaminu. Lubię mieć całą serię kosmetyków, dlatego do wypełnienia pustki zdecydowałam się na puder Bourjois Healthy Mix. Jestem przeogromną fanką podkładu z tej firmy, dlatego też zdecydowałam się na zakup kremu BB oraz bazy pod makijaż. Bardzo żałuję, że krem ma tylko 3 odcienie: ten najjaśniejszy - pomimo, że jest genialnie jasny i początkowo świetnie dopasowuje się do mniej twarzy, po czasie uwidaczniają się na nim jego różowe tony. Ale nie jest źle ;)

Jeśli chodzi o puder to jest fajny, mały, poręczny i kompaktowy. Posiada ukrytą gąbeczkę, której osobiście nie używam, oraz lusterko. Przeżyłam mały szok na widok bazy. Jej objętość trochę mnie przeraziła, ale naprawdę wystarczy niewiele aby rozprowadzić ją na całej twarzy.
Drugą bazą jest baza od Maybelline Master Primer baza zmniejszająca widoczność porów. Tutaj objętość jest zdecydowanie większa. Sama baza ma lekko brązowawy kolor, jednak nie pojawia się  i nie utrzymuje się on na twarzy. Daje matowe wykończenie.


Oczy
Tutaj postawiłam na dwa tusze. Oba z tradycyjnymi szczoteczkami (sic! nie sprawdziłam tego wcześniej, zdecydowanie bardziej wolę szczoteczki silikonowe) i tutaj wielkie zaskoczenie - nie są one aż takie złe!

Pierwszy tusz to Maybelline Temptation - według producenta ma on nadawać rzęsą delikatnie teatralny efekt. Dodatkowo formuła tuszu została wzbogacona o olejek z kokosa, przez co maskara ma genialny, kokosowy zapach. Pierwsze wrażenia o tym produkcie już mam, ale nie chcę zdradzać Wam ich przed czasem.

Drugi z wybrańców to Loreal Paradise Extatic. Mniejszy, świetnie leżący w dłoni. Tutaj efektów zapachowych brak. Według producenta tusz ten sprawia, że rzęsy wyglądają naturalnie. Również w fazie testowania.

Paznokcie

Okej, ten produkt mieli już chyba wszyscy. Jeśli chodzi o paznokcie to moją największą zmorą jest ich kształt oraz skórki.Teraz już, wiem, że moim jedynym problemem jest kształt paznokci. Boże, dlaczego ja tak późno sięgnęłam po ten preparat. To co robi ze skórkami to jakaś poezja. Bez hektolitrów krwi, bez bólu i łez.
Przegląd matowych bronzerów w kamieniu: NYX, Lovely, Kobo, Sephora, Too Faced

Przegląd matowych bronzerów w kamieniu: NYX, Lovely, Kobo, Sephora, Too Faced

Dzisiaj chciałabym opowiedzieć co nieco o bronzerach, które stosuje już od dłuższego czasu. Bronzery pochodzą z niskiej i średniej półki cenowej. Jak do tej pory żadna droższa marka nie wywarła na mnie aż tak wielkiego wrażenia, ze powiedziałam: "muszę to mieć". A przepraszam - jest bronzer z Too Faced, jednak nie kupiłam go sama tylko wygrałam w rozdaniu organizowanym na blogu lifeinamerica


Na swój własny użytek posiadam beonzery. Są to bronzery, które w internecie:w świecie blogerskim oraz youtubowym mają już swoją sławę. 
Jednak jak sprawdzają się one na mojej cerze? 
Dla przypomnienia dodam, że moja cera jest cerą mieszaną:bardzo tłustą w strefie T, na policzkach normalna. Mam bardzo mocno widoczne pory na czole oraz policzkach.


NYX Powder Blush: TAUPE
Jest to chyba najpopularniejszy róż wśród bronzerów.  Opakowanie jest niewielkie, bardzo charakterystyczne dla różu, przez co używając większego pędzla do konturowania może pojawić się problem z jego odpowiednim nabraniem. Kolor w opakowaniu jest sino-fioletowy. Zupełnie inny niż znane mi - i dostępne na rynku - bronzery. Nie jest wściekle pomarańczowy, przez co na twarzy wygląda...inaczej. Na mojej jasnej cerze bardzo mocno przebijają różowe tony.  Wygląda to jak wykonturowanie się różem. Niestety w mojej opinii nie jest on odpowiedni dla osób o jasnej karnacji. Plusem jest to, że nie osypuje się zbyt intensywnie. Jest również trwały - nie wytrzymuje od rana do późnego wieczora - ale około 8-9 godzin daje radę. Znika z twarzy równomiernie nie pozostawiając plam. Z rozcieraniem również nie ma problemu.
Cena: około 12 zł w drogeriach internetowych

Lovely,  Dark Chocolate
Boże jak to opakowanie kusi! Aż ślinka cieknie na sam widok i zapach. W swoim składzie zawiera kakao - a dokładniej cząsteczki Nanocacao o działaniu głęboko relaksującym. Jest to chyba bronzer, który posiadam najdłużej w swojej kosmetyczce.I jak widać, zużycie jest znikome, dlatego że wersja Dark jest zdecydowanie za bardzo pomarańczowa. Bardzo łatwo można zrobić sobie plamy. Niestety w rozcierani też nie jest najlepszy. Zdecydowanie nie jest to bronzer do konturowania twarzy, tylko do jej ocieplania. W internecie można spotkać wiele opinii, że produkt ten jest odpowiednikiem bronzera z Bourjois. Niestety bardzo kiepskim odpowiednikiem.
Cena: około 24 zł w Rossmannie oraz drogeriach internetowych


Kobo, Nubian Desert 311
Pierwsze co rzuca się w oczy to jego chłodny odcień - idealny do konturowania. Bardzo prosty w obsłudze, nie pozostawiający plam łatwo się rozcierający. Można by rzec, że produkt idealny - ale! Jak on się pyli. Nie polecam nakładać go gdy macie na sobie białą czy jasną bluzkę. Czasami mam wrażenie, że większość tego kosmetyku idzie w powietrze niż na pędzel. Minusem jest również nieprecyzyjne zmielenie produktu. Poprzez zużywanie kolejnych warstw produktu uwidaczniają się ogromne grudki
Cena: około 20 zł w Drogeriach Natura


Sephora, Conturing Palette
Paletka, która śniła mi się po nocach. Była poniekąd zakupem z serii "YouTube made me buy it!". Jest to paletka składająca się z 4 pudrów do konturowania. Dwóch jasnych i dwóch ciemnych w chłodnym i ciepłym odcieniu, tak aby wykonturować i ocieplić twarz. Ja najczęściej korzystam z wersji chłodnej do lekkiego podkreślenia kości policzkowych. Puder ten nie robi plam, bardzo łątwo się rozciera. Praca z nim jest przyjemnością.
Cena: około 60 zł w Perfumerii Sephora


Too Faced, Chocolate Soleil
Ten produkt wygrałam w rozdaniu.Pokonał on daleką drogę przez ocean aby zawitać w mojej kosmetyczce. Produkt ma charakterystyczny, ale ładny, zapach. Liczyłam na to, że nie będzie się pylił, ale cóż..nie można mieć wszystkiego. Z nałożeniem i roztarciem nie ma problemu. Jednak odcień medium/deep (według opakowania) jest bardzo pomarańczowy. Ponownie jest to produkt do ocieplania, a nie konturowania.
Cena: około 139 zł w Perfumerii Sephora

od góry: Nyx, Sephora (jaśniejszy i ciemniejszy), Kobo, Lovely, Too Faced

Wszystkie przedstawione bronzery są matowe. Pamiętajcie proszę, iż pisząc że bronzer spisuje się u mnie do ocieplania twarzy czy jest zbyt pomarańczowy dotyczy mojego ocienia skóry. Bardzo jasnego (podam dla ułatwienia numery bardziej znanych podkładów aby bardziej obrazowo Wam to wyjaśnić: Revlon Colorstay 150 Buff, Loreal True Match 1N, Bourjois Healthy Mix 51).
W kolejnej serii z chęcią pokażę Wam bronzery kremowe, w kredce.

Znacie któryś z nich? A może chcecie polecić mi jakiś fajny bronzer w chłodnym odcieniu, który jest waszym makijażowym hitem?

Poznaj markę: Makeup Revolution

Poznaj markę: Makeup Revolution

Moja makijażowa kosmetyczka rozrasta się ostatnio w przeogromnym tempie. Z podkładowego minimalizmu znowu weszłam w nadmiar produktów w tej dziedzinie - ale co zrobić jak tyle rzeczy kusi?

Dzisiaj chciałabym się skupić na marce, która w ostatnim czasie stała się chyba moją ulubioną marką kosmetyczną. Mowa tutaj o Makeup Revolution i wszystkich jej rozgałęzianiach. Lubię sięgać po te kosmetyki, bo są tanie a ich jakość jest przegenialna. Jak do tej pory - wszystkie kosmetyki, które kupiłam (czy to poprzez drogerię internetową cocolita czy bezpośrednio ze strony TamBeauty) żaden nie okazał się bublem.

Makeup Revolution Fast Base Stick Foundation w odcieniu F2

Podkład w stickiu, który na zagranicznym YouTubie ma już swoich fanów. W polskich drogeriach jeszcze niedostępny, jednak nie potrafiłam wytrzymać do premiery i zamówiłam go prosto ze strony producenta z Wielkiej Brytanii. Ja wybrałam odcień F2, który przeznaczony jest do skóry z żółtymi tonami. Kolor jest  jasny i trochę obawiałam się dobierając go przez internet. Jednak jest niemalże idealny. Jest to bardzo mocno kryjący podkład, szybkozastygający. Nie polecam zrobić sobie kilku kresek na twarzy i po chwili zabrać się za jego rozcieranie, bo nie jest to wręcz możliwe. Trzeba bardzo szybko wpracowywać go w skórę. Na mojej tłustej skórze starł się z okolicy skrzydełek nos oraz generalnie z całego nosa z racji tego, że noszę okulary. Nie polecam utrwalać go pudrem z Ecocery - ryżowym - gdyż na czole mi się zważył. Generalnie mam problem z tym pudrem, bardzo często nie współpracuje z podkładem. W momencie kiedy sięgam po inny puder wygląda idealnie. Świetnie rozciera się go gąbeczką lub zbitym pędzlem do podkładu. Po nałożeniu - jeszcze przed przypudrowaniem - daje matowe wykończenie. Nie zauważyłam żeby utleniał się z twarzy. Bardzo podoba mi się forma jego aplikacji. W końcu nie jestem brudna od podkładu!



Makeup Revolution Conceal & Define Concealer  C1

Zdecydowałam się na najjaśniejszy odcień, chociaż czytałam opinie, że wcale taki jasny nie jest. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć jego odcień w naturalnym świetle. Korektor ten przeznaczony jest dla osób z naturalnymi tonami skóry. Stosowałam go jedynie jako korektor pod oczy. Jest to ciężki produkt - bardzo podobny do kamuflaży w płynie od Catrice. Nie ciastkował się pod oczami. Jednak znacznie wysuszał tę okolicę. Nie mam problemu z suchą skórą wokół oczu, jednak po użyciu tego korektora musiałam trochę mocniej nawilżyć ją. Mówi się, że jest tańszym odpowiednikiem korektora od Tarte - niestety nie mam porównania, bo nigdy go nie miałam.
Od góry korektor C1, poniżej podkład F2

Makeup Revolution Bake and Finish Powder

Puder przeznaczony jest do utrwalania korektora pod oczami i generalnie do utrwalania podkładu na twarzy. Nie jest to produkt stricte matujący, jednak sprawdza się w tej roli rewelacyjnie. Dużo lepiej niż wspomniany wcześniej puder z Ecocery. Cera jest długo matowa i jest to raczej taki sztuczny mat - ale ja taki lubię, co zrobić. Jedynym minusem jest jego mała zakrętka - nie mam gdzie wysypać pudru by następnie poprać go pędzlem. Puder jest bardzo drobno zmielony - niemalże jak mąka.


Makeup Revolution Life on the Dance Floor Guest List Lipstick - Stiletto

Zakochałam się w tej pomadce. Zawsze twierdziłam, że kolory w odcieniach nude nie są dla mnie. Bo jestem za blada, bo wyglądam w nich trupio - zawsze coś i zawsze sięgałam po bardzo mocne i wyraziste kolory. Jednak od momentu kiedy noszę różowo-fuksjowe okulary tak mocne odcienie nie pasują do mnie. Dlatego ogromnie się cieszę, że kupiłam tę pomadkę. A kupowałam ją z myślą o mojej mamie. Niestety - pomadka nigdy do niej nie trafiła. Za to trafia codziennie na moje usta. Genialna. Matowa, w chłodnym odcieniu. Pomimo jedzenia i picia nie ściera się. Jest delikatna jak masełko,świetnie sunie po ustach. Niestety jej jednym minusem jest to, że bardzo wysusza usta.

Makeup Revolution Life on the Dance Floor VIP Lipstick - Exclusive

Kolejny nude, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Również jest to matowa pomadka, jednak jest delikatnie cieplejsza. Wpadająca w różowe tony. Trwałość równie rewelacyjna. Jeśli chodzi o opakowanie to wprzypadku obydwóch pomadek jest to bardzo cieniutki plastik inspirowany opakowaniami pomadek MAC. Trzeba uważać, aby przypadkowo nie zgnieść jej w torebce.

I Heart Makeup I ♡ Chocolate - Chocolate Elixir Palette

O tej paletce było już na blogu chyba ze cztery razy. No, ale niestety nic na to nie poradzę, że tak ją wielbię. Moje umiejętności pod względem makijażu oka nadal nie wzrosły, ale bardzo lubię podkreślić powiekę nawet jednym kolorem. Genialne, matowe cienie. O rewelacyjnej trwałości na oku - pomimo mojej tłustej powieki w żaden sposób nie wchodzą w załamania czy ścierają się szybciej.

I Heart Makeup I ♡ Chocolate - Rose Gold

W foliowych cieniach z tej palety jestem zakochana. Tak bardzo żałuję, że pomimo tego, że nałożę je na powiekę nic ich nie widać. Ze względu na moją opadającą powiekę. Niestety. Nadal szukam jakiś instruktaży dla tego typu powieki. Na wszystkie które trafiałam jakoś do mnie nie przemawiają - może wy znacie jakieś filmy, blogi czy blogerki, które opisywały kiedyś aplikowanie cieni właśnie na tym typie powieki? Będę bardzo wdzięczna za polecenie.

Pisząc ten post uświadomiłam sobie, że jeszcze rozświetlacz, bronzer i tusz i będę mogła zrobić makijaż jedną marką. Tak jak już wcześniej wspominałam bardzo ją lubię ze względu na to, że nie jest droga, a jakość kosmetyków jest naprawdę bardzo dobra.

Jestem bardzo ciekawa jaka marka kosmetyczna dominuje w Waszych kosmetykach!
Buble kosmetyczne 2017

Buble kosmetyczne 2017


W ostatnim poście wspominałam Wam o kosmetykach i gadżetach, które zaskoczyły mnie w 2017 roku. Teraz chciałabym pokazać Wam trzy kosmetyki, które zawiodły mnie w tym roku.


Pierwszy kosmetyk to bronzer od Lovely Dark Chocolade. Bardzo duże nadzieje pokladałam w tym kosmetyku. Niestety w odcieniu Dark kompletnie mnie zawiódł. Dlaczego? Pyli sie - i to strasznie. Nie polecam stosować go kiedy macie na sobie biała bluzkę lub sukienkę. Macie gwarancję, że trzeba będzie się przebrać. Po drugie - bardzo szybko znika z twarzy. Po kilku godzinach jest niewidoczny. Po trzecie - bardzo łatwo można sobie zrobić nim plamy. Aplikacja do najłatwiejszych nie należy. Po czwarte - odcień. Do wyboru są dwa kolory. Milk oraz Dark. Dark jest bardzo pomarańczowy. Nie jest to kolor uniwersalny i dla każdego. Dlatego ten kosmetyk jest dla mnie bublem.


Drugi kosmetyk to kredka do oczu Too Faced Perfect Storm. Jest to wodoodporna kredka/eyeliner. Czerń tej kredki nie jest głęboka. Raczej wpada w szarość. Jednak nie to jest jej największym minusem. Ogromne kawałki brokatu zatopione w tej kredce spowodowały, że leży ona nieużywana w kosmetyczce. Poza tym gąbeczka, która jest częścią kredki kompletnie nie nadaje się do rozcierania. Nigdy wcześniej nie byłam zawiedziona kosmetykami od Too Faced. Niestety, znalazłam pierwszy bubel z tej firmy.


Trzeci bubel to tusz od Benefit. Pomimo silikonowej szczoteczki, która bardzo lubię ta nie do końca rozczesywala rzęsy. Sama formuła tuszu była bardzo klejąca - rzęsy nie wyglądały dobrze. Jednak to co skreślilo ten produkt, to fakt że mnie uczulił. Nawet gdy przestałam używać tego produktu przez kilka dni uproczywe objawy sie pojawiały. Było to pieczenie, swędzenie i łzawienie oczu. Uporczywe, ale po kilku dni samoistnie przeszło.


Podsumowując, w 2017 bubli nie było dużo. Te, które najmocniej zapadły mi w pamięć, to trzy które przedstawiłam Wam powyżej.
Na 2018 rok życzę Wam jak największej ilości dobrych kosmetyków, brak bubli i dużo pasji do tworzenia bloga oraz swojego miejsca w Internecie. A tym, którzy nie blogują, życzę zdrowia - bo reszta sama przyjdzie. Wszystkiego dobrego! 
Kosmetyczne hity 2017

Kosmetyczne hity 2017


W zeszłym roku robiłam to zestawienie.Patrząc na nie, wiem że do hitów poprzedniego roku nie wróciłam ani razu. Zmieniło się moje podejście i potrzeby. W tym roku postanowiłam stworzyć również taki wpis,aby za rok stwierdzić co zmieniło się w mojej kosmetyczce.

1. Manirouge


Zdecydowanym hitem, który bezapelacyjnie zasluguje na pierwsze miejsce jest Manirouge. Dzięki temu urządzeniu w dosłownie 15 minut można zyskać przepięknie zdobione paznokcie.Atutem Manirouge jest to, że cały czas poszerza swoją gamę wzorów. Osobiście bardzo często sięgam po taką formę szybkiego odświeżenia wyglądu paznokci. Jeśli pierwszy raz słyszycie o tym przyrządzie koniecznie zajrzyjcie do posta sprzed kliku miesięcy, gdzie w obszerniejszych słowach opisałam ten produkt.

2.LiliLolo Flawless Matte


Stosowałam go najczęściej, jeśli chodzi o makijaż dzienny. Świetnie współgrał z kosmetykami naturalnymi oraz tradycyjnymi podkładami. Na długo matowi twarz, nie bielił. Na zdjęciach wygląda naprawdę rewelacyjnie. Pomimo, że używam go bardzo często, ba czasami siostra mi go podkradnie - to jeszcze jest go ogromna ilość w pudełku! Cudny! Z pewnością nie raz do niego wrócę ;)

3. Vabun No 5


Nie mogę rozstać się z tym zapachem. Rewelacyjny - w pierwszej chwili wyczuwalny bukiet kwiatowy,. który po utlenieniu się zmienia się w uwodzicielski zapach z ciężką nutą w tle. Dziewczęcy a za razem bardzo kobiecy. Początkowo niewinny, a następnie zadziorny. Rozwijający się na ciele jak kobieta. Cudny. Chociaż wiem, że ma wielu przeciwników, ja jestem w nim zakochana.

4. Palmer's kokosowy balsam do ciała


Nienawidzę balsamów do ciała. Jednak za sprawą VlogLoli zdecydowałam się na zakup tego kosmetyku - pierwsze wrażenie? Boże jak to pachnie! Kokosowo, cudnie. Jednak sama forma, konsystencja tego kosmetyku spowodowała, że nie wyobrażam sobie szukania innego balsamu do ciała. Wchłania się od razu, cudnie pachnie i genialnie nawilża. Nic więcej mu nie trzeba!

Cztery kosmetyki i gadżety zwałanęły totalnie moją kosmetyczką. Dla mnie są rewelacyjne i pewnie wrócę do nich nie raz.Już mam porobione zapasy☺

A Was co zaskoczyło w 2017 roku?
Copyright © 2014 Lifestyle by Miritirllo , Blogger