Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trądzik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trądzik. Pokaż wszystkie posty
Plan pielęgnacji cery z trądzikiem zaskórnikowym

Plan pielęgnacji cery z trądzikiem zaskórnikowym


*Post zawiera plan pielęgnacji, który sprawdza się w przypadku mojego typu skóry. Opisy oraz moje opinie na temat poszczególnych kosmetyków pojawią się na blogu w niedługim czasie*

Po długiej walce z trądzikiem młodzieńczym, nadszedł czas na walkę z trądzikiem zaskórnikowym. Czym on się objawia?
Trądzik zaskórnikowy to niezapalna, lżejsza odmiana trądziku pospolitego. Przybiera formę zaskórników zamkniętych oraz otwartych, z towarzyszącym łojotokiem. Przyczyną powstawania takiego trądziku jest nadmierna produkcja łoju, zmiany hormonalne oraz nadmierne rogowacenie warstwy rogowej skóry, która blokuje ujścia gruczołów łojowych. Łój nie mogąc znaleźć ujścia, przekształca się w miękki czop - zaskórnik zamknięty bądź otwarty.
Wyróżnia się:
- zaskórniki otwarte - często nazywane czarnymi wągrami. Czarny kolor bierze się z tego, że na powierzchni wypełnione są utlenioną keratyną.
- zaskórniki zamknięte - są koloru białego, przypominają podskórne grudki. Często określane jako "kaszka na twarzy". W tym przypadku ujścia gruczołów łojowych nie są widoczne. W przypadku zaskórników zamkniętych może dojść do powstania stanu zapalnego.

Plan pielęgnacji

1. Oczyszczanie
W tym przypadku postawiłam na łagodny żel do mycia twarzy, którego używam zarówno rano jak i wieczorem. W walce z tego typu odmianą trądziku bardzo ważne jest oczyszczanie twarzy. 
Obecnie do oczyszczania używam żelu do mycia twarzy Nature Queen.
Dwa razy w tygodniu nakładam na twarz maseczkę oczyszczającą. Nie wyobrażam sobie oczyszczania twarzy bez tego kroku. Obecnie sięgnęłam po klasyk - maskę błotną z cynkiem od Sephora.
Twarz staram się osuszać ręcznikiem papierowym bądź chusteczkami.

2. Nawilżanie
Moja skóra - oprócz zaskórników - charakteryzuje się nadmiernym wydzielaniem sebum. Przez długi czas nie przykładałam dużej wagi do jej nawilżania. Bo po co nawilżać coś, co i tak jest tłuste? Nic bardziej mylnego. Nienawilżona skóra produkuje jeszcze większą ilość łoju, tworząc przy tym koło zamknięte.

Obecnie w swojej pielęgnacji używam krem Embryolisse Lait Creme Concentre.
Co drugi dzień, jako uzupełnienie nawilżenia twarzy, nakładam na wchłonięty krem kilka kropel Midnight Recovery Concentrate od Khiel's.

3. Tonizowanie
Jeśli chodzi o tę kwestię pielęgnacyjną również nie byłam systematyczna w stosowaniu. Aby uporać się z moim problem zdecydowałam się na tonik złuszczający, z kwasem glikolowym, aby systematycznie złuszczać warstwę rogową naskórka.

Obecnie używam tonik Pixi Glow Tonic

4. Złuszczanie
Tak jak wspomniałam w poprzednim punkcie złuszczanie jest niezwykle ważne w zwalczaniu zaskórników. Dlatego raz w tygodniu nakładam na twarz osławiony peeling The Ordinary AHA 30%+BHA 2%. Jako, że jestem posiadaczką grubej "słoniowej" skóry, trzymam go na twarzy dostosowując się do górnego limitu czasowego, tj. 10 minut. Jednak warto mieć na uwadze, że nie dla każdego będzie to dobra opcja. W przypadku tego typu produktów warto rozpocząć od kilku minut, by nie narazić się na niepotrzebne podrażnienie skóry.
Nakładając go nie czuję żadnego pieczenia. Po zmyciu skóra nie jest zaczerwieniona. Jest wygładzona, a pory oczyszczone.

W sytuacjach kryzysowych sięgam po The Ordinary Niacinamide 10%+Zinc 1%. Nakładam go punktowo na pojawiające się przed okresem pryszcze. Niestety nie sprawdził się u mnie stosowany codziennie, jak zaleca producent. Nakładany punktowo na zmiany działa na nie rewelacyjnie, łagodząc wszystkie stany zapalne.

5. Krem pod oczy
Nie mam wymagającej skóry pod oczami. Jest to chyba jedyny element twarzy, który mogłabym nazwać "normalnym".


Od pewnego czasu w swojej pielęgnacji stosuję słynny krem z awokado od Khiel's. Sprawdza się bardzo dobrze - nawilża, szybko się wchłania, nadaje się pod makijaż.

6. Zabiegi specjalne
Od jakiegoś czasu jestem szczęśliwą posiadaczką urządzenia do wykonania peelingu kawitacyjnego w domu.

Zdecydowałam się na jakiś najprostszy model dostępny na Allegro. Zabieg peelingu kawitacyjnego wykonuję na podłożu z hydrolatu (a nie wody mineralnej, tak jak było to w instrukcji). Zabieg peelingu wykonuję raz w tygodniu.

W tej chwili zrezygnowałam z nakładania podkładu. Od kilku dni na twarz nakładam krem Cicapair, który po rozsmarowaniu nadaje skórze delikatne wyrównanie kolorytu.
Stosując się do tych kroków w dużym stopniu ograniczyłam występowanie zaskórników zamkniętych na twarzy. Gdy wszystko wróci do normy planuję serię zabiegów laserowych w celu pozbycia się blizn potrądzikowych oraz zmniejszenia porów.

Borykasz się z takim problemem? Może jest produkt, który chciałabyś mi polecić w celu uzupełnienia pielęgnacji cery trądzikowej?

Pollena Ewa: krem matujący na dzień oraz intensywnie nawilżający balsam do ciała

Pollena Ewa: krem matujący na dzień oraz intensywnie nawilżający balsam do ciała



Kolejny dowód na to, że na konferencjach można odkryć perełki kosmetyczne. Na stoisku firmy Pollena Ewa była możliwość przeprowadzenia badania skóry, a następnie dobierane były kosmetyki pod to, co wyszło na badaniu. I tak, stałam się posiadaczką kosmetyków z serii Dermo+ , a dokładniej kremu: Dermo+ Seb OFF przeciwzmarszczkowo-matujący krem na dzień oraz Dermo+ intensywnie nawilżający balsam do ciała.


Pollena Ewa Seb Off przeciwzmarszczkowo-matujący krem na dzień
Krem przeznaczony jest dla skóry tłustej, mieszanej oraz ze skłonnoścami do niedoskonałości. Zawiera witaminę PP, kwas hialuronowy, olej z pestek winogron oraz biotechnologiczny składnik z arktycznych mikroorganizmów morskich. Wpływają one na zmniejszenie widoczności porów oraz na redukcję wydzielania sebum. Z kolei terapeptyd, mocznik oraz niskocząsteczkowy kwas hialuronowy pomagają uelastycznić skórę.
Krem zamknięty jest w opakowaniu typu air-brush przez co jest to higieniczne używanie kosmetyku, co w przypadku cery skłonnej do niedoskonałości jest bardzo ważne. Pompka nie zacina się, jednocześnie dając idealna ilość produktu. Bardzo lekka konsystencja sprawia, że wchłania się bardzo szybko. Jeśli jesteście fankami zapachów w kosmetykach, to zakochacie się w tym zapachu! Delikatny, winogronowy zapach. Słodki, a jednocześnie orzeźwiający.
Jeśli chodzi o działanie to z  pewnością działa. Problem świecenia występuje u mnie tylko w problematycznych strefach - przy płatkach nosa. Tłustość skóry niemalże już u mnie nie występuje. A jednymym produktem jaki zmieniałam w pielęgnacji twarzy jest właśnie krem. Krem ideał, dosłownie - jeśli chodzi o cenę to nie przekracza 30 zł.


Pollena Ewa Intensywnie Nawilżający Balsam do ciała
Balsam przeznaczony jest dla skóry suchej, nadwrażliwej oraz narażonej na czynniki zewnętrzne. W składzie znajduje się między innymi olej z rokitnika, kwas hialuronowy oraz mocznik. Wbrew temu, że przeznaczony jest dla skóry bardzo wymagającej jego konsystencja jest bardzo lekka. Niemalże natychmiastowo wchlania się do matu pozostawiając skórę idealnie nawilżoną. Świetnie spisuje się w sytuacjach kryzysowych - u mnie było tak, gdy po nieudanej depilacji skóra na łydkach 'aż bolała' przy dotyku. Balsam bardzo szybko poradził soie z przesuszeniem.
Posiada bardzo intensywny zapach. Lekko pudrowy. Na początku bardzo mi się podobał jednak po pewnym czasie zaczął być zbyt uciążliwy i ciężki.
Cena tego balsamu zaczyna się od 13 zł/250 ml.
Osoboście chciałabym poznać więcej produktów Pollena Ewa, bo oprócz szamponu famlijnego, którego pamiętam jeszcze z dzieciństwa i opisanych wyżej produktów nie znam pozostałego asortymentu. Warto również propagować tę firmę, bo bardzo mało recenzji pojawia się w blogosferz dotyczących ich produktów. Szkoda, bo warto wspierać polskie produkty i kosmetyki ;)

Jestem ciekawa czy znacie i czy stosowaliście jakieś produkty firmy Pollena Ewa, podzielcie się tym w komentarzach ;)
Trądzik historia prawdziwa

Trądzik historia prawdziwa

Słowem wstepu: postanowiłam trochę zmienić funkcjonowanie bloga. Od tej pory oprócz recenzji, które stanowią niemalże 99% wszystkich treści bloga będę starała przybliżyć wam pielęgnację cery tlustej/mieszanej ze skłonnością do tradziku.

Seria, którą chcę wprowadzić na blogu i produkty w niej polecane sprawdziły się (lub nie) na mojej skórze. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że z tą chorobą skóry żyję już ponad 15 lat i niejedno moja skóra przeszła - rozeznanie w temacie mam. Dodatkowo będę starała się w bardzo przyjazny sposób przedstawiać wam badania naukowe odnośnie najnowszych metod i technik leczenia.


Znam tego dziada od lat. Nie tylko zniszczył mi obraz tego co codziennie widzę w lusterku, ale również wpłynął na moją psychikę. Wpisy o trądziku będą szczere, ale mam wrażenie, że jest to potrzebne - potrzebne jest przedstawienie świata osoby, która pomimo tysiąca kuracji, leczenia u dermatologa nadal ma problem. A społeczeństwo w bardzo prosty sposób dokłada jej kolejnych kopniaków.

Chciałabym abyście obejrzały filmik z kanału My Pale Skin, jest to kwintesencja tego co chciałabym Wam przekazać:


Pryszczata.
W rozmowach między sobą, gdy nie pamiętamy imienia drugiej osoby bardzo często rzucamy jakis przymiotnik - określenie, które dla nas w rozmowie jest tylko slowem. W życiu dorosłym już to kontrolujemy, dzieci natomiast są szczere do bólu. U mnie trądzik pojawił sie bardzo szybko, bo w 3 klasie podstawówki. Bardzo często słyszałam to określenie w stosunku do mojej osoby. Nie reagowałam, ale za 20,30 czy 50 razem zaczęłam wycofywać się ze środowiska - z rozmów, z relacji międzyludzkich. I nie jest to tylko moje wrażenie - nie wiem czy wiecie, ale istnieją badania na ten temat. Większość badanych osób odbiera siebie jako gorsze od reszty społeczeństwa. Skutki takiego myślenia są odczuwalne przez bardzo długi czas. Nawet dojrzali pacjenci często obwiniają i wskazują trądzik jako przyczynę niepowodzeń życiowych. Zacytuję jeszcze fragment świetnego artykułu ze Zwierciadła: Dochodzą do tego problemy społeczne, bo panuje przekonanie, że „ładnym” wszystko idzie łatwiej: mają lepsze życie towarzyskie, pracę oraz związki. Osoby z widocznymi problemami dermatologicznymi czują się niedoceniane, odrzucane, często też same się izolują. 
Nerwowo rozdrapywałam wszystko na mojej twarzy, pogarszając przy tym jej stan, ale przecież i tak dla całego świata byłam pryszczata. Nie wiem jak bardzo jesteście zainteresowani tym tematem jednak istnieją domniemania (nie potwierdzone badaniami naukowymi), że choroby skóry mają związek z chorobami psychicznymi. Trądzik w wielu artykułach wskazywany jest jako jeden z powodów występowania depresji. Podobno działać to ma również w drugą strone, ze choroby psychiczne mogą nasilać trądzik.


Podam Wam bardzo głupi przykład - jeszcze kilka miesięcy temu nie przyznawałam się publicznie, że prowadzę bloga o tematyce beauty. Dlaczego? Przez ocenianie - bo jak to może być, że dziewczyna z trądzikiem bawi się w recenzowanie i polecanie kosmetyków, jak wygląda tak jak wygląda.

Nie szata zdobi człowieka.

Wygląd zewnętrzny gra pierwsze skrzypce w naszym życiu. Niedoskonałości wprawiają mnie w zakłopotanie, zażenowanie i budzą we mnie poczucie wstydu.
Jednak to nie tylko kosmetyki wpływają na to dlaczego na mojej twarzy dzieje się tak, a nie inaczej. Hormony, stres, suplementacja, odpowiednia pielęgnacja...jednak - wszystko zaczyna się od jedzenia.

Przerażające jest to, że Propionibacterium acnes (bakteria odpowiedzialna za powstawanie trądziku) staje się coraz bardziej oporna na stosowane antybiotyki!

Jeszcze kilka lat temu wydawało mi się to śmieszne. Jakoś nie chciałam wierzyć mojej mamie, kiedy mówiła "nie jedz tej czekolady, bo cię wysypie jeszcze bardziej". Jednak im dalej w las, tym bardziej dochodziłam do wniosku, że -kurczę - coś w tym jest. Jest grupa produktów, które w przeprowadzonych badaniach niemalże u wszystkich badanych wywołały tzw. wysyp. W tym mleko. A dokładniej hormony (i laktoza) .

Jednak żebyście to zrozumiały zacznijmy od normy. Prawidłowa dieta przy problemach skórych powinna być oparta na:

•pokarmach o niskim indeksie glikemicznym -  Pożywienie o wysokim indeksie glikemicznym powoduje wzrost produkcji insulinoopornego czynnika IGF1, który zwiększa ilość androgenów, prowadząc do wzmożonego wydzielania łoju

• dużej zawartości owoców i warzyw;

• dużej zawartości cynku i prowitaminy A (beta karoten) - Badania wykazują, że osoby dotknięte trądzikiem mają znacznie niższy poziom tych dwóch substancji w porównaniu do zdrowych.

• małej ilości lub braku czekolady i innych słodyczy - Dostarczanie w diecie czekolady i jej powiązanie z nasileniem trądziku jest kwestią sporną wielu badań. Najczęściej spożywane są mieszanki przetworzonej czekolady z mlekiem i innymi produktami np. masłem. Można przypuszczać, iż z powodu zawartości w tych produktach kofeiny, serotoniny, fenyloetyloaminy i kwasów tłuszczowych, które zwiększają ilość wydzielanej insuliny, dochodzi do zaostrzenia trądziku

 • braku ostrych przypraw.

Mleko
Spożycie produktów mlecznych wiąże się z ekspozycją na hormony, między innymi Dihydrotestosteronu, który ma niezwykle silne właściwości stymulujące czynność gruczołów łojowych. Wcześniej wspominałam wam, że głównym sprawcą zamieszania są hormony. To prawda - krowy dające mleko przez cały rok karmione są hormonami aby dawać coraz to większej ilości mleka. Niestety (tak jak w przypadku kobiet karmiących) hormony są obecne w mleku,przez co dostarczane są do organizmu ludzkiego dodatkowe porcje, które po pewnym czasie mogą rozłożyć układ hormonalny na łopatki.

Cytrusy 
Właściwości alergenne cytrusów znane są przede wszystkim wśród młodych mam. Jednak cytrusy spożywane w nadmiernej ilości mogą powodować nasilenie się trądziku w postaci zaskórników zamkniętych (tzw. kaszki), więc jeśli jesteście fankami soków czy smoothie własnoręcznie tworzonych ostrzegam przed tymi owocami w  nadmiernej ilości.


Pomimo, że tekst pierwotnie miał być tylko o jedzeniu, jednak z racji coraz większej ilości dni słonecznych apeluję aby w końcu zakopać ten przeklęty mit, że słońce leczy trądzik. NIE LECZY! Co prawda po opalaniu cera wygląda lepiej - gdyż promienie UV mają właściwości bakteriobójcze oraz wysuszające. Dodatkowo opalona skóra wygląda na bardziej jednolita przez co niedoskonałości stają się mniej widoczne. Jednak skora robi się grubsza, wygląda ładniej, a pod tą pozorna poprawą czai się istne apogeum - nagromadzone ilości sebum, które jak się wydostają to... Chowajcie twarze do szafy. Niestety ja przez dłuższy czas niemal co tydzień siadałam przed lampą kwarcową i "wysuszałam" pryszcze. Bardziej profesjonalnie mówiąc:
Na skórze wystawionej na słońce bez zabezpieczenia odpowiednimi filtrami dochodzi do nadmiernego wysuszenia warstwy rogowej oraz nasilonego złuszczania, co z kolei zwiększa prawdopodobieństwo zatkania porów, a co za tym idzie - nasilenia trądziku.


Post był już gotowy do publikacji w jego wersji pierwotnej jednak leżąc sobie z wieczorną herbatą znalazłam artykuł, w którym opisana jest pielęgnacja cery trądzikowej. I wiecie co? Szlag mnie trafił. Pielęgnacja ta opierała się na  myciu i złuszczaniu. Słowa nie było o nawilżaniu! Mój "bulwers" spowodowany jest tym, że ze swojego doświadczenia wiem, że młode dziewczyny wierzą w to co piszą w gazecie. Ja też ślepo wierzyłam, ale to jaką krzywdę można sobie zrobić samym myciem i złuszczaniem to katastrofa!


Pamiętajcie, że trądzik nie jest tylko chorobą twarzy - często pojawia się na plecach czy dekolcie,gdzie walka z nim jest o wiele cięższa. Bo twarz pomalujesz, a plecy?


Na sam koniec chciałabym pokazać Wam zrzut ekranu, gdy wpisałam w Google trądzik. W podpowiedziach pojawily sie dosc drastyczne przykłady tego jak destrukcyjnie niby taka prosta rzecz może miec na czlowieka. Da sie z tym zyc, da sie przyzwyczaić do tego, i da sie przykryć to wszystko makijazem. Da sie nawet udawać, ze wszystko jest w porządku.

Mam apel - kolejny w tym poście - jeśli macie w swoim towarzystwie osobę, która zmaga się z trądzikiem i zauważcie, że zaczyna unikać kontaktów i wycofywać się z życia towarzyskiego - zadzwońcie, zaproponujcie wyjście na kawę (bez mleka!), bo by może to nie jest tylko introwertyczna natura danej osoby. Być może jest to izolacja.

Bibliografia:





Synchroline, seria Aknicare skóra tłusta i trądzikowa

Synchroline, seria Aknicare skóra tłusta i trądzikowa


Jakiś czas temu otrzymałam do testów kosmetyki Synchroline z serii Aknicare. Jest to seria kosmetyków medycznych przeznaczonych do terapii skóry z trądzikiem o słabym lub średnim nasileniu.
W tych kosmetykach zastosowano innowacyjny peptyd GT-peptide-10. Ma on silne właściwości przeciwbakteryjne. Dodatkowo w kosmetykach znajdują się kosmetyki aktywne takie jak cytrynian trietylu oraz linolan etylu.
Kosmetyki z tej serii mają za zadanie zmniejszenie produkcji łoju przeciwdziałają powstawaniu stanu zapalnego, przeciwdziałają nadmiernemu rogowaceniu ujść mieszków włosowych i zapobieganiu powstaniu zaskórników oraz silnie przeciwdziałają kolonizacji bakterii PBA. 


Aknicare płyn z gąbka samosterylizującą
Jest to roztwór alkoholowy, o bardzo intensywnym zapachu, który łagodzi punktowo zmiany trądzikowe. Bardzo dobrze radzi sobie z podskórnymi gulami, powodując spłacenie tej zmiany i w ostateczności złuszczenie jej. Pomimo alkoholi zawartych w składzie produkt w żaden sposób nie drażni skóry. Zasusza zmianę, na którą bezpośrednio działamy płynem. Bardzo wygodna w tym przypadku jej końcówka z samosterylizujacą się gąbką. 


Niestety po dłuższym użytkowaniu przybrudza się i nijak nie można tego doczyścić. Na zdjęciach możecie zaobserwować działanie tego produktu na przestrzeni kilku dni. Producent zaleca aby produkt aplikować 2-3 razy dziennie na oczyszczoną skórę twarzy. Jest to naprawdę bardzo dobry produkt działający punktowo na zmiany. 


Aknicare preparat w spreju do stosowania na skórę pleców i dekoltu
Jest to chyba pierwszy produkt, który spotkałam na rynku kosmetycznym, który przeznaczony jest do zwalczania trądziku na ramionach, plecach i dekolcie. Płyn zamknięty jest w wygodnej butelce z atomizerem. Co najważniejsze, nie zacina się. A w przypadku aplikowania na plecy jest to bardzo ważne. Płyn osiada na skórze i potrzebuje dłuższej chwili na wchłonięcia się. Po wyschnięciu na ciele zostaje pudrowa otoczka, która schodzi dopiero po kontakcie z woda i czymś mającym. Zatem mamy pewność, że produkt cały czas działa na tak problematyczne miejsca.
Jeśli chodzi o efekty to są one widoczne gołym okiem. Jednak trzeba być systematycznym w stosowaniu ich, ponieważ kilkudniowa przerwa powoduje powrót do stanu poprzedniego.
Bazując na moim dość długim doświadczeniu mogę stwierdzić, że kosmetyki te naprawdę bardzo dobrze działają na zmiany. Są one łagodniejsze, mniej zaognione. Jestem naprawdę zadowolona z tych produktów.
A Wy, znacie te kosmetyki? Co o nich sądzicie?
Fitomed| Mój krem do cery trądzikowej N12| żel do cery tłustej

Fitomed| Mój krem do cery trądzikowej N12| żel do cery tłustej


Mój krem nr 12 to produkt przeznaczony do cery tłustej i trądzikowej. Mogłabym rzec, że to idealny produkt dla mnie. Właśnie taki typ cery posiadam. W ostatniej serii trądzikowej pokazywałam wam dwa produkty do walki z trądzikiem, które sprawdzały się genialnie. Jednak po przygodzie ze słońcem, moja cera zareagowała tak jak zwykle - jeszcze większym przetłuszczaniem oraz pojawieniem się niedoskonałości. Jak z nieba spadł mi ten duet.

Krem zamknięty jest w plastikowym, ale solidnym, pudełku. Zabezpieczony jest folią ochronną. Kosmetyk ma lekką, pół wodnistą konsystencję. Jednak jest ona na tyle przyjemna, że mogłabym smarować się nim co chwilę. Pachnie bardzo intensywnie ziołami. To jednak logiczne, bo w końcu to produkt ziołowy. Naturalny. Jak dla mnie jest on zbyt intensywny. Troszkę uciążliwy.
Składniki: świeży napar ziołowy z bratka, nagietka i lukrecji, olej z czarnuszki siewnej, olejek z drzewka herbacianego.
Producent obiecuje:
opiera się na obecnym w kremie wyciągu wodnym z ziół (80%) tradycyjnie stosowanych w fitoterapii cery trądzikowej i właściwościach antyseptycznych olejku z drzewka herbacianego. Krem nawilża, zmiękcza skórę, łagodzi istniejące zmiany. Dodatek oleju z czarnuszki siewnej stabilizuje barierę lipidową naskórka.


Moja opinia:
Krem używałam zarówno rano jak i wieczorem. Bardzo szybko się wchłania, nie pozostawiając na skórze filmu. Dla mnie to bardzo ważne, gdyż nie przepadam za tym uczuciem. Poza tym teraz,m kiedy używam podkładu mineralnego, mogę po aplikacji kremu dosłownie za moment nałożyć pudrowy podkład i nie martwić się tym, że stanie się z nim coś złego np. że się zroluje. Mam wrażenie, że delikatnie matuje skórę. Ale nie jest to efekt pełnego matu - nigdy nie osiągnęłam takiego efektu żadnym kremem. Od tego produktu nie oczekiwałam tego. Przebarwienia stały się mniej widoczne. Złagodniały. Odczuwałam również bardzo dobre i mocne nawilżenie. Niestety po trzech tygodniach stosowania tego kremu dzień w dzień skóra uodporniła się na niego. Powstające zmiany nie reagowały na jego właściwości, nawilżenie utrzymywało się raczej na średnim poziomie. Być może gdybym stosowała ten krem na przemian z jakimś innym jego działanie byłoby cały czas na takim samym poziomie.
Myślę jednak, że stosowany co jakiś czas może pozytywnie wpłynąć na kondycję cery trądzikowej.
Krem kosztuje 25 zł/50 ml. Można go kupić na stronie producenta



Żel zamknięty jest w poręcznym opakowaniu, zamykanym na tak zwany "klik". Zapach jest zupełnie inny niż w opisywanym wyżej kremie. Przyjemny, świeży. Ziołowy, owszem jednak nie jest tak duszący i uciążliwy jak ten w kremie. Konsystencja nie jest ani za rzadka ani za gęsta - idealna. Bardzo słabo się pieni, jednak jest to podyktowane jego naturalnym składem. Jeśli jesteście zwolenniczkami piany w oczyszczaniu twarzy, to będziecie zawiedzione.
Składniki: Aqua, Herbal Extract: Saponaria Officinalis Root, Salvia Officinalis Extract, CalendulaOfficinalis, Coco-Betaine, Sodium Cocoyl Isethionate, Glycerin, Lauryl Glucoside, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Trilaureth-4 Phosphate, Ethylhexylglycerin, Parfum, Sodium Chloride
Składniki aktywne:  wyciąg z korzenia mydlnicy lekarskiej, liścia szałwii, koszyczka nagietka.
Producent obiecuje:
Żel ziołowy do mycia twarzy „Mydlnica lekarska” adresowany jest do osób z cerą tłustą i trądzikową wrażliwą. Dzięki obecności wyciągu z ziół o działaniu oczyszczającym i antybakteryjnym dobrze myje skórę, odblokowuje pory i delikatnie je ściąga, zapobiegając szybkiemu przetłuszczaniu się skóry. Kosmetyk zmniejsza skłonność do łojotoku i do powstawania wykwitów oraz sprawia, że skóra się nie błyszczy. 

Moja opinia:
Żel bardzo dobrze oczyszcza skórę. Nie powoduje podrażnienia oraz przesuszenia. Moja cera bardzo szybko, po umyciu, staje się ponownie tłusta. Mam wrażenie, że ten żel powoduje powolniejsze przetłuszczanie się jej szczególnie w strefie T. Efekt zmatowienia jest naprawdę widoczny. Żel przeznaczony jest dla cery tłustej, jednak na stronie producenta posiadaczki cer suchych znajdą i dla siebie odpowiedni produkt. Wydajność jest naprawdę bardzo duża. Stosuję ten duet od początku lipca i powiem tak: krem pierwszy dobił dna, a żel służył mi kilka dni dłużej. Jeśli chodzi o zmywanie makijażu to z tym radzi sobie równie dobrze: wodoodporne maskary nie są mu straszne!
Jak na tak niską ceną oraz bardzo dobry skład myślę, że warto spróbować naturalnych zamienników kosmetyków stacjonarnie dostępnych w drogeriach. Skóra będzie wdzięczna.
Żel kosztuje 10,50/200ml. Można go kupić na stronie producenta.

Podsumowując:
Krem działa bardzo dobrze, jednak skóra uodparnia się na jego działanie kiedy stosowany jest solo. W duecie z innym kremem działa genialnie i myślę, że chętnie wrócę do tego kosmetyku. Jeśli chodzi o żel - genialny. Dla osób z cerą tłustą bardzo serdecznie go polecam.
Oba te produkty można kupić na stronie www.fitoteka.pl



Jestem ciekawa czy znacie te produkty - co o nich sądzicie? Może stosowałyście jakieś inne kosmetyki tej firmy?
Bielenda, Skin Clinic Professional Super Power Mezo Serum| Recenzja

Bielenda, Skin Clinic Professional Super Power Mezo Serum| Recenzja


W ostatnim czasie większą uwagę przywiązuję do wyglądu mojej cery. Kiedyś zaakceptowałam to, że moja cera jest trądzikowa. Skupiałam się na niwelowaniu zmian ropnych, podskórnych oraz strupkach, które po nich pozostawały. Zaskórnik były zawsze. Na całej twarzy - nie tylko w strefie T.

Gdy pozbyłam się problemu wtedy głównego, zaczęły przeszkadzać mi wystające z twarzy zatkane pory. Dlatego postanowiłam sięgnąć po coś, co stało się hitem blogosfery.

Serum to skończyłam używać już dość dawno, jednak chciałam poczekać z recenzją i zobaczyć jak skóra będzie zachowywać się po zaprzestaniu stosowania  tego kosmetyku.

Ciągle piszę o jakimś hicie, ale jeszcze nie było mi dane go przedstawić.


Bielenda, Skin Clinic Professional Super Power Mezo Serum, serum aktywnie korygujące anti-aging do cery mieszanej i tłustej, z niedoskonałościami

Producent o tym produkcie pisze tak:
Kosmetyk korygujący podnosi jakość skóry z niedoskonałościami - mieszanej, tłustej, błyszczącej, szarej, z rozszerzonymi porami, z przebarwieniami, z widocznymi zmianami trądzikowymi. Delikatnie eksfoliuje, skutecznie redukuje błyszczenie skóry oraz zwęża pory, rozjaśnia przebarwienia, dodaje skórze blasku. Redukuje zmarszczki i niedoskonałości, doskonale wygładza, poprawia nawilżenie i jędrność skóry. Skóra wygląda na młodszą, jest gładka, jędrna, matowa, aksamitna w dotyku.
W czasie regularnego stosowania tego serum zauważyłam, że skóra zaczęła się mniej przetłuszczać. Stała się gładsza, zaskórniki w 90% zostały zniwelowane. Pory- szczególnie te na nosie zostały zmniejszone. Jednak uwierzcie mi to były ogromne kratery! Teraz są mniejsze, jednak nadal widoczne na mojej skórze.Efekty jakie można osiągnąć tym serum oczywiście zależą od stanu wyjściowego skóry. 
Produkt ma wpłynąć na rozjaśnienie przebarwień, czego osobiście nie zauważyłam. Być może za krótko je stosowałam. Produkt mógł zadziałać najpierw na zaskórniki i wszystko inne co siedzi w porach. A przebarwienia to temat na zupełnie inną historię.
Jeśli chodzi o działanie złuszczające to owszem, występuje ono jednak jest na tyle subtelne - tak, myślę, że to dobre słowo - że nie przeszkodzi nam w normalnym funkcjonowaniu, a codzienne nawilżanie będzie odpowiednie aby zapobiec wystąpieniu suchych skórek.

Stosowanie:
Serum możemy stosować w dwojaki, a w zasadzie to w trojaki sposób. Samodzielnie - rano lub/i wieczorem oraz pod makijaż. Producent nie określił częstotliwości nakładania tego kosmetyku. Z moich obserwacji wynika, że jeśli nie jesteście przyzwyczajone do kwasów radziłabym nakładać to serum 2-3 razy w tygodniu. A jeśli jesteście zaprawione w bojach nawet i codziennie. Osobiście nakładałam serum tylko wieczorem, ale codziennie.
Serum zawiera w swoim składzie kwasy. Przy stosowaniu ich ważne jest aby zachować między nimi, a nawilżeniem cery równowagę. Ja robiłam tak, ze nakładałam produkt na twarz i po jakiś 15-20 minutach dokładałam kremu nawilżającego.
Plusem kwasu migdałowego jest to, że można stosować go przez cały rok. Nie uwrażliwia on skóry na słońce, jednak przezorny zawsze ubezpieczony - ja zawsze nakładam krem z filtrem, wiedząc że jestem po kuracji produktem z tymże kwasem.



Skład:
W skład produktu wchodzą:
- KWAS MIGDAŁOWY - delikatnie złuszcza naskórek, działa antybakteryjnie, zwęża pory, redukuje nadmierne wydzielanie sebum, zapobiega zatykaniu porów, rozjaśnia przebarwienia.
- KWAS LAKTOBIONOWY - złuszcza naskórek stymulując mechanizmy naprawcze skóry, zapobiega powstawaniu wyprysków, wygładza i ujednolica koloryt cery, intensywnie nawilża.
- WITAMINA B3 - wzmacnia, odnawia i matuje skórę, podnosi jej odporność na uszkodzenia. Zwalcza problemy skórne - trądzik, zaczerwienienia i szorstkość. Rozjaśnia naskórek, redukuje plamy pigmentacyjne posłoneczne i starcze.
Skład: Aqua (Water), Mandelic Acid, Lactobionic Acid, Niacinamide, Sodium Hyaluronate, Allantoin, Hydroxyethylocellulose, Polysorbate 20, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional, Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool

Jeśli chodzi o zapach, serum bardzo przyjemnie pachnie. Powiedziałabym, że orzeźwiająco. Pobudzająco. Cytrusuowo. Oczywiście produkt, ze względu na swoje profesjonalne przeznaczenie, mógłby być bezzapachowy. Jednak nie oszukujmy się - uwielbiamy jak kosmetyki pachną. Działa to na nas relaksująco i odprężająco. Czyż nie?


Jeśli chodzi o walory wizualne to serum zapakowane jest w szklaną, przeźroczystą, butelkę. Dość masywną. Bez problemu możemy kontrolować zużycie. Dzięki takiemu rozwiązaniu produkt wygląda na drogi. Jednak kosztuje tylko 29,90 - często można dostać go w promocji. np. w Rossmannie.

Po skończeniu całej buteleczki serum i zaprzestaniu stosowania go na około 3 tygodnie mogę stwierdzić, że zaskórniki otwarte pojawiły się tylko na nosie. W strefie gdzie były wcześniej tj. czoło oraz broda nie ma ich w ogóle. Na policzkach pojawiły się nieliczne zaskórniki zamknięte. Jestem zadowolona z efektów.
Warto zaznaczyć, że serum po otwarciu jest ważne 3 miesiące - jednak spokojnie można zużyć je w tak krótkim terminie.

Bardzo powoli zaczynam doprowadzać swoją twarz do ładu. Ropne pryszcze należą już u mnie do rzadkości. Zaskórniki, za sprawą tego kosmetyku - również. Zostały przebarwienia - jakiś pomysł?

Jestem ciekawa czy stosowałyście to serum - jakie wrażenia macie? Podzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzach!
Copyright © 2014 Lifestyle by Miritirllo , Blogger