Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziaja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziaja. Pokaż wszystkie posty
Ziaja Natrualny Oliwkowy Balsam do ciała skóra sucha i normalna

Ziaja Natrualny Oliwkowy Balsam do ciała skóra sucha i normalna

Nie tylko sklepowe półki, ale i nasze - blogerskie - uginają się pod nadmiarem kosmetyków. Mam wrażenie, że najszybciej pojawiającymi się nowościami w drogeriach są smarowidła do ciała: masła, balsamy, balsamy pod prysznic. Można wybierać nie tylko w konsystencji, ale i w zapachach czy formułach. Zdecydowanie są to kosmetyki, które zużywam najwolniej i jestem najmniej systematyczna.

Co o tym kosmetyku mówi producent?

Aktywny balsam o intensywnym działaniu odżywczym do pielęgnacji skóry suchej i normalnej.
  • Doskonale wygładza skórę oraz likwiduje uczucie szorstkości.
  • Przyspiesza proces regeneracji naskórka.
  • Intensywnie i trwale nawilża zapobiegając nadmiernej utracie wody.
  • Wyraźnie wzmacnia naturalną barierę ochronną skóry.
  • Wpływa kojąco na naskórek, szczególnie w miejscach skłonnych do podrażnień.

Balsam oliwkowy trafił do mnie w sytuacji, gdy chciałam się szybciej opalić (miał być przyspieszaczem opalania), a następnie okazał się świetnym ukojeniem po kąpielach słonecznych. Kosmetyk przeznaczony jest do skóry suchej oraz normalnej.

Balsam znajduje się w okrągłej butelce z zamykaniem na kilk. Jest to bardzo wygodę, a samo zamknięcie solidne.W konsystencji balsam jest biały, lejący. O bardzo przyjemnym zapachu. Delikatnym, świeżym. Balsam wchłania się szybko, jednak przez pewien czas pozostawia olejową  warstwę. Nie jest uciążliwa - wierzcie mi, należę do osób, które nienawidzą filmu, który powstaje po niektórych balsamach. Skóra jest ukojona i nawilżona. Jednak aby dokładnie się nim wysmarować potrzeba go sporo - niestety cierpi na tym jego wydajność. Ale rekompensuje to cena,około 13 zł.

Balsam świetnie sprawdza się również po goleniu - niweluje suchość łydek, łagodzi podrażnienia. Świetnie nawilża suche obszary ciała - kolana, łokcie. Dzięki swojej formule nie tylko nawilża, ale również natłuszcza skórę.

Skład: Aqua (Water), Isopropyl Myristate, Glycerin, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Dicaprylyl Ether, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Cera Microcristallina (Microcristalline Wax), Paraffin, Diisostearoyl Polyglyceryl-3 Dimer Dilinoleate, Dimethicone, Magnesium Sulfate, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Hydrogenated Castor Oil, Cera Alba (Beeswax), BHA, Sodium Benzoate, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum (Fragrance), Linalool, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Geraniol, Benzyl Salicylate, Benzyl Alcohol, Limonene, Hydroxycitronellal, Citral, Amyl Cinnamal, Cinnamyl Alcoholm, Citric Acid.

Przypominam, że jeśli szukacie więcej informacji albo po prostu podoba Wam się stylistyka zdjęć, możecie zacząć obserwować mnie na Instagramie, gdzie jestem dostępna dużo częściej i aktywniej niż na blogu ; )
Aby przenieść się na instagram wystarczy kliknąć w poniższy baner ;)



Co sądzicie o kosmetykach Ziaji? Stosujecie je?
Bloggerka wyjeżdża na weekend, czyli jak się nie pakować

Bloggerka wyjeżdża na weekend, czyli jak się nie pakować



Spontaniczny wypad nad jezioro? Dlaczego nie! Szczególnie, gdy pogoda za oknem jest wyśmienita. Problem zaczyna się kiedy trzeba spakować wszystkie najpotrzebniejsze kosmetyki. W Internecie, szczególnie w sferze blogowej, bardzo popularne są wpisy o tematyce: "jak spakować kosmetyczkę na wyjazd?". Propozycji jest wiele. Ja pokażę przeciwieństwo tego - czyli jak się nie pakować, chyba że chcesz mieć całą torbę kosmetyków. 
W większości niepotrzebnych. 
A i tak nie zabrałaś najważniejszych rzeczy...


W mojej wyjazdowej kosmetyczce znalazły się dwa produkty Bielendy - Super Power Mezo Serum, aktywne serum korygujące z  kwasami: migdałowym AHA, laktobinowym PHA oraz witaminą B3. Na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie wieczornej pielęgnacji bez tego produktu. 
Wraz z pojawieniem się szału na azjatycką pielęgnację coraz więcej kobiet zaczęło stosować na co dzień krem z filtrem. Wcześniej to zjawisko w polskiej kosmetyce występowało bardzo rzadko. Oczywiście ochrona przed promieniowaniem UV była, ale zazwyczaj latem. I raczej nie przekraczała SPF20. No chyba, że ktoś był naprawdę przezorny.

Osobiście stosuję filtry UV, ale nie lubię w nich kilku rzeczy:
- bielą, co czasami jest upierdliwe
- nie pozostawiają skóry w czystym macie


Dlatego gdy ujrzałam krem od Bielendy Matt Look 50+ na dziale z kremami chroniącymi przed UV byłam zachwycona. Jednak nie doczytałam, że krem ma w sobie barwnik. I wygląda jak podkład. Niestety nie jest on w ogóle dobrany do mojej cery - bo czego spodziewać się po uniwersalnym kolorze? Pomarańczowego odcienia na twarzy.
Do kosmetyczki spakowałam ten produkt, bo nie miałam nic innego pod ręką.


Przy cerze tłustej z niedoskonałościami codzienne oczyszczanie to jak 'amen' w pacierzu. Do weekendowej kosmetyczki wpadły u mnie dwa produkty: Ziaja- pasta do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom. Nie jest moim ulubionym produktem do oczyszczania, jednak nie lubię marnowania produktów. Dlatego zużywam ją do końca.


Drugim produktem do oczyszczenia twarzy była maseczka z Eveline - maseczka oczyszczająco-detoksykująca aktywny węgiel i glinka wulkaniczna. Jeśli chodzi o wstępne działanie, oceniam je bardzo dobrze. Maseczka przyjemnie pachnie, szybko zastyga na twarzy. Twarz jest matowa, jednak nie występuje uczucie ściągnięcia.


Od jakiegoś czasu do nawilżania twarzy stosuję krem z Make Me Bio Oragne Energy. Krem pachnie intensywnie pomarańczami, jednak mi to nie przeszkadza. Dodaje energii! Szybko się wchłania, pozostawia twarz przyjemnie nawilżoną. Radzi sobie z suchymi miejscami, gdy przesadzę z używaniem kwasów na twarz. Nadaje się pod makijaż.


Jedyny szampon w "małej" butelce jaki miałam pod ręką. Jeśli objętość 300 ml można określić mianem: "mało". Szampon słabo się pieni, jednak jest to uzasadnione - jest to produkt w skład, którego wchodzą w większości składniki pochodzenia naturalnego. Posiada przyjemny zapach, który nie utrzymuje się długo na włosach. Nie skleja ich. Przy włosach wysokoporowatych potrzebne jest jeszcze użycie odżywki.


Mus od Nivea jest jednym z częściej wybieranych przeze mnie produktów do mycia. Po zastosowaniu tego kosmetyku, nie muszę sięgać po balsam. Na wyjazd - w moim przypadku - produkt idealny.

Według mnie ta kosmetyczka jest źle skomponowana z kilu względów. Po pierwsze za dużo w niej produktów pełnowymiarowych - zamiast całej butli szamponu mogłam wziąć odlewkę. Zamiast całego pudełka maseczki - jakąś jednorazową. W pakowaniu stawiam zawsze na minimalizm. Jednak w pakowaniu pod presją, jak można zauważyć, wrzucam wszystko co wpadnie mi w ręce.
Oczywiście w kosmetyczce znalazły się podstawowe rzeczy higieniczne, o których nie wspominałam w poście.

Jestem ciekawa co wy sądzicie o takim zapakowaniu kosmetyczki na weekend: według was jest tych produktów za mało czy za dużo? Jeśli za mało -  to co jeszcze powinno znaleźć się, waszym zdaniem, w takiej wyjazdowej kosmetyczce?
W poszukiwaniu kokosowego Graala

W poszukiwaniu kokosowego Graala


Jak powszechnie wiadomo kokos, a szczególnie olej kokosowy, ma zbawienny wpływ niemalże na wszystko. Można stosować go od stóp do głów, jak i wewnętrznie. Jak każdy produkt ma wielu zwolenników oraz przeciwników. Ja olej ten stosuję niemalże cały czas, ale czasami chcę urozmaicić sobie przyjemność pielęgnacji i sięgam po kokosowe cuda.
Jednak ja, gdy słyszę słowo 'kokos' przed oczami nie mam oleju. Wyczuwam zapach. Genialny, charakterystyczny, zapach kokosu. W pielęgnacji to właśnie produktów o takiej nucie zapachowej mam najwięcej. 
Pomadki ochronne, żele pod prysznic, balsamy. Wszystko pachnie właśnie nim. Ale jak to jest, że kokos kokosowi nierówny?

Dzisiaj skupię się na opisie trzech balsamów, z różnych półek cenowych. Tę najniższą półkę cenową będzie reprezentowała esencja tropikalnego kokosu w nawilżającym balsamie do ciała z Ziaja  - czyż nie zapachniało wakacjami i olejkami do opalania? (tak, na zapach olejków do opalania też mam obsesję). Średnia półka cenowa to Yves Rocher i Noix de coco. W tym zestawieniu najdrożej wypada Coconut oil body butter, dlatego to jemy przypadnie reprezentowanie wyższej półki cenowej.

Esencja tropikalnego kokosu w nawilżającym balsamie do ciała, Ziaja


Balsam zamknięty jest w poręcznym opakowaniu. Typowym dla marki Ziaja. Otrzymujemy 200 ml produktu, co kosztuje nas około 6 zł. Balsam jest rzadki. Ma bardzo delikatną konsystencję. Mi osobiście przypomina żel do opalania (kurczę, zamęczę Was dzisiaj tymi porównaniami do żelu do opalania). Szybko się wchłania. Poziom nawilżenia jaki pozostawia na skórze jest praktycznie nie wyczuwalny i jeśli poszukujecie czegoś naprawdę bardzo dobrze działającego w tej kwestii to nie polecam. Warto wspomnieć, że balsam nie pozostawia nieprzyjemnego filmu na skórze, nie lepi się.
Producent na opakowaniu zaleca, żeby stosować, go tak często jak jest konieczne. Ale przepraszam bardzo, nie wyobrażam sobie ściągać co 15 minut ubrań i smarować całego ciała, bo mam właśnie taką potrzebę. Myślę, że takie sformułowanie najbardziej pasuje do kremu do rąk, a nie do balsamu do ciała. 
Jeśli chodzi o zapach to radzę nie sugerować się pięknym obrazkiem kokosu.  Według mnie, a mój węch na punkcie tej nuty zapachowej jest naprawdę wyczulony,  w balsamie można odnaleźć delikatną (z naciskiem na to słowo) woń kokosu. W przeważającej mierze dominuje zapach cytrusowy. Zatem esencja tropikalnego kokosu jest bardziej "tropikalna" niż "kokosowa". 

Czy kupię ten produkt ponownie? Nie. Bo przy dłuższym stosowaniu zapach jest bardzo drażniący i z czasem zaczynał przypominać mi jakiś środek do czyszczenia, niż przyjemnie pachnący kosmetyk.

Balsam do ciała Noux de coco, Yves Rocher

Firma Yves Rocher sławi się tym, że proponuje w większości kosmetyki pochodzenia naturalnego. Ja najczęściej sięgam po pomadki ochronne właśnie z tej firmy. Balsam to 200 ml produktu zamkniętego, tak jak poprzednik, w wygodnej formie butelki. Tutaj cena za taką pojemność jest troszkę wyższa, bo wynosi około 15 zł. 
Balsam jest gęsty w konsystencji. Potrzebuje dłuższej chwili na wchłonięcie się, jednak nadal nie pozostawia tłustego filmu na skórze. Nie lubię tego efektu i przy wybieraniu balsamu w dużym stopniu kieruje się również tym - a bardziej opiniami na temat jakiegoś produktu.  Ponownie nawilżenie, w tym produkcie, jest niewielkie. Przy mojej suchej skórze, zdecydowanie zbyt małe. Nie można zarzucić mu tego, że nie pozostawia skóry miękkiej - bo pozostawia. Pomimo wydawać by się mogło tak małej objętości, starcza na naprawdę długo.
Zapach kokosu jest w tym przypadku bardzo intensywny. Wyczuwalny nie tylko przez nas, ale i przez całe otoczenie. Szkoda, że raczej zalicza się do tych chemicznych zapachów. Jak dla mnie zbyt intensywny. 

Czy kupię go ponownie? Tak, bo jest w nim coś takiego pociągającego. Ja swój sposób na "intensywność" tego zapachu znalazłam -nie stosuję go codziennie.

Coconut oil body butter, Arganatrual


Co prawda jest to masło do ciała, jednak dla mnie nie ma to większego znaczenia, gdyż stosuję go jako balsam. Produkt ten wyprodukowany jest w USA i można go dostać przez takie strony jak amazon.com czy ebay.com. Jego cena waha się w granicach 10-15 dolarów, dlatego też zaliczyłam go do wyższej półki cenowej. Osobiście swojego balsamu nie zamawiałam z wyżej wymienionych stron, był to prezent przywieziony ze Stanów Zjednoczonych.
Konsystencja tego balsamu jest średnia. Nie jest ani za gęsty, ani za rzadki. Fenomenem tego kosmetyku jest to, że po nabraniu go w dłonie on się dosłownie w nich rozpływa. Pozostawia skórę momentalnie miękką, delikatną. Pomimo zawartości i oleju kokosowego jak i arganowego można by się spodziewać, że pozostawia na skórze film. On natomiast wchłania się do matu dosłownie od razu. Skóra jest odżywiona, miękka. Produkt jest wydajny, bo do posmarowania całego ciała wystarczy dosłownie odrobina.
Zapach jest genialny. Nie jest ani trochę chemiczny. Jest intensywny, ale nie aż tak nachalny jak Yves Rocher. Jedynie do czego mogłabym się doczepić to forma opakowania. Ja takiej nie lubię. Zdecydowanie wolę wyciskane butelki bądź butelki z pompką. Mam wtedy poczucie, że produkt jest wtedy wykorzystywany. A nie marnotrawiony.
Czy kupię ponownie? Tak, jeśli zdobędę go gdzieś online.

Podsumowując, gdyby kokosowe masło do ciała było dostępne stacjonarnie w Polsce to ono wygrałoby tę rywalizację - bez dwóch zdań. Mam świadomość tego, że nie jest on dostępny i według mnie nie byłoby w porządku stawianie go jako wygranego. Zatem rywalizację pozostawiam nierozstrzygniętą. Dalej szukam kokosowego ideału na polskiej ziemi :) Może Wy mi w tym pomożecie i zasugerujecie jakiś produkt?
Plan pielęgnacyny: mała-wielka pielęgnacja

Plan pielęgnacyny: mała-wielka pielęgnacja


Świat już dawno oszalał na punkcie azjatyckiego sposobu dbania o urodę. Ceny kosmetyków w Europie czasami są horrendalnie wysokie, więc nierzadko sięgamy po kosmetyki z różnych wschodnich portali. Bezpieczeństwo stosowania takich produktów to już temat na kolejną dyskusję - bo opinii jest wiele. Jednak czy, żeby pielęgnacja była skuteczna musi obejmować wieloetapowy proces pielęgnacyjny?


Szczerze mówiąc swego czasu i ja wpadłam w wir takiego dbania o swoją cerę. Książkę "Sekrety urody Koreanek" autorstwa Charlotte Cho mogłam cytować w środku nocy. Stała się ona swoistą biblią pielęgnacyjną - nie tylko dla mnie, również dla dziewczyn z różnych zakątków świata.Każdy z nas marzy przecież o dwóch rzeczach: być idealnym i nieśmiertelnym, czyż nie?
Absurdem można nazwać zestawienie ze sobą dziesięciostopniową pielęgnację koreańską z bezkremowymi nocami Dr. Hauschki. Być może nie słyszeliście o tej metodzie, w skrócie mówiąc ma ona na celu wyłączenie z użycia w wieczornej pielęgnacji olei. Co ma taka pielęgnacja na celu? Przede wszystkim pozwolenia skórze pracować we własnym rytmie, bo jest ona zaprogramowana w taki sposób, że sama [jeśli nie dotykają jej żadne dysfunkcje] wie jak pracować. Zupełnie tak samo jak reszta organizmu.

Im więcej ludzi, tym więcej teorii dotyczącej tej samej rzeczy, bo niektórzy autorzy twierdzą, że to właśnie w nocy skóra najlepiej przyjmuje składniki odżywcze zawarte w przeróżnych preparatach.
Z własnego doświadczenia radzę wyciągnąć z tych teorii tylko co służy naszej cerze, a nie ślepo podążać za jakimiś określonymi ściśle schematami.

W przypadku mojej tłustej cery, z resztkami trądziku i bardzo mocno rozszerzonymi porami ,wieczorna pielęgnacja oparta na wiedzy Azjatek okazała się zbyt obciążająca. Skóra mocniej się przetłuszczała. Pory uwidaczniały się. Wypryski na twarzy pojawiały się bardzo często, częściej niż normalnie (czytaj: częściej niż tylko przed miesiączką). Dużym plusem koreańskiej pielęgnacji okazało się oczyszczanie twarzy olejami. Stosowane samodzielnie dawało efekty spektakularne.

Noc bezkremów była strzałem w dziesiątkę. Rano cera była oczywiście przetłuszczona, jednak sebum nie było aż w takiej ilości jak w przypadku nasmarowania się kremami. Cera w naturalny sposób i na tyle ile mogła wyregulowała swój cykl pracy.


Co trzy miesiące będę chciała dzielić się z wami swoimi spostrzeżeniami na temat pielęgnacji mojej skóry -  dość trudnej w obsłudze. W okresie styczeń-marzec chciałabym kontynuować swoje noce "saute". W porannej pielęgnacji stosować będę krem z Pharmaceris oraz obowiązkowo pod makijaż matujący krem do twarzy SPF 50+. Do oczyszczania, jak zawsze, najpierw olej kokosowy a następnie płyn micelarny z Tołpy. Co trzeci dzień peeling oraz maseczka - w zależności od potrzeb albo oczyszczająca albo nawilżająca. Za trzy miesiące
podzielę się z wami moimi spostrzeżeniami oraz planem pielęgnacyjnym na okres letni.


Planujecie swoją pielęgnację? Czy raczej na bieżąco dostosowujecie pielęgnację do potrzeb skóry? Jestem bardzo ciekawa jak to wygląda u was :)

*zdjęcie tytułowe pochodzi ze strony www.kaboompics.com, licencja CC
Copyright © 2014 Lifestyle by Miritirllo , Blogger