Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pierre rene. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pierre rene. Pokaż wszystkie posty
Meet Beauty po raz drugi

Meet Beauty po raz drugi



Pierwszy majowy weekend dobiega końca - ja te dwa dni spędzam na uczelni, więc zazdroszczę wszystkim, którzy mogą posiedzieć przy grillu w gronie znajomych.


Hotel Lord w Warszawie



Mam wrażenie, że posta z relacją z mojego pierwszego wyjazdu na Meet Beauty pisałam wczoraj. A tu już za nami kolejna edycja. W tym roku było spokojniej, jednak ponownie dostałam się z listy rezerwowej. W tym roku IV edycja odbywała się w przepięknym (i bardzo luksusowym) Hotelu Lord w Warszawie, nieopodal lotniska Chopina (Okęcie) . Było o wiele bardziej kameralnie niż w poprzednim roku, ponieważ byłyśmy tylko my - blogerki. Dla przypomnienia dodam, że poprzednia edycja była połączona z targami kosmetycznymi,na które mógł wejść każdy ;)

Wraz z Dorotą podczas warsztatów Neess

Razem z Dorotą (dorotxycosdladuszyidlaciala.blogspot.com) swoja podróż rozpoczęłyśmy już o 4:10 z naszego rodzinnego Inowrocławia! Chyba pierwszy raz w życiu prostowałam włosy o 3 nad ranem! Pomimo tak wczesnego wyjazdu przez cały dzień nie czułam zmęczenia. Atmosfera, która panowała podczas konferencji nie pozwalała zasnąć!  Naszym pierwszym przystankiem - a zarazem miejscem przesiadki - była Bydgoszcz. W Warszawie byłyśmy chwilę przed dziewiątą, gdzie w ogromnym ścisku dojechałyśmy na miejsce - do Hotelu Lord. My zdecydowałyśmy się z wynająć pokój w hotelu naprzeciwko - B&B Hotel Warszawa-Okęcie.

To już drugi raz!

Rejestracja i odbiór identyfikatorów trwała od 9.Konferencja zaczynała się o godzinie 10, gdzie zostałyśmy ciepło przywitane przez Anię Pytkowską.

Rozpoczęcie konferencji

Następnie udałyśmy się na warsztaty z panelu paznokciowego - Nowy wymiar manicure hybrydowego! Nowa rewolucyjna baza peel off od Neess.

Warsztaty Neess

W bardzo kameralnym gronie (około 20 osób) miałyśmy możliwość poznania bazy, która nie wymaga utwardzania w lampie, a co najważniejsze do ściągnięcia hybryd nie będzie potrzeby aceton czy frezarka. Wystarczy podważyć patyczkiem i odchodzi jak naklejka. Jestem bardzo ciekawa jak się sprawdzi, ponieważ należę do grupy kobiet, które nienawidzą zdejmowania lakieru hybrydowego. Warsztaty te były prowadzone przez ciekawą parę - wosk z pazurem.


Jednak wiele nieścisłości wynikające z zadawanych pytań sprawiły, że intersuje mnie ta baza pod względem trwałości - nadal nie rozumiem dlaczego nie można nakładać jej na paznokcie dłuższe niż opuszek palca... Ale trzeba przyznać,że produkt jest na tyle innowacyjny, że blogerska ciekawość została we mnie pobudzona w stu procentach! 
Warsztaty O2Skin

Po warsztatach z Neess udało mi się być na warsztatach O2Skin. Prowadząca - Iwona Szubelska - opowiadała o działaniu tlenu w kosmetykach. Dzięki obecności tlenu w stężeniu 30% kosmetyk dociera głębiej - do komórek, przez co skóra jest bardziej nawilżona, jędrna  a zmarszczki są wygładzone. Na marginesie powiem, że już testuję te kosmetyki i za jakiś czas opowiem o nich troszeczkę więcej.


W międzyczasie trwały wykłady - ale między rozmowami z Wami, warsztatami i odwiedzaniem stoisk partnerów w sobotę na te wykłady nie dotarłam. 

Jak już wspomniałam o stoiskach to warto dodać, że te były zjawiskowe! Annabelle Minerals oraz Natura Siberica genialnie wpisywały się w swoje naturalne trendy. Nam sprawiając przy tym mnóstwo radości, dzięki udostępnieniu wianków, w których chyba każdy wygląda genialnie! Do stanowiska Pollenna Ewa zawsze były największe kolejki, a to dlatego, że można było wykonać badanie skóry. Nie pytajcie co wyszło - ja już podjęłam walkę!

W niedzielę, od samego rana, miałyśmy świetną zabawę na warsztatach Natura Siberica. Po genialnym wykładzie, jak dzieci bawiłyśmy się w tworzenie własnego kosmetyku. Był to peeling różany, który genialnie pachniał i jak się sprawdził! W marce Natura Siberica zaskoczyło mnie to w jaki sposób pozyskują rośliny do swoich kosmetyków. Jestem pod ogromnym wrażeniem marki i jak zawsze omijałam ją na zakupach to teraz wypatruję jej na półkach ;)

Ostatnie warsztaty w jakich uczestniczyłam to były warsztaty z marką Pierre Rene oraz z cudowną Moniką (Candymona), która była prowadzącą te warsztaty. Poznałyśmy sposoby jak wykonywać manicure hybrydowy aż pod skórki oraz pokazano nam kilka prostych, ale efektownych zdobień. Na koniec same mogłyśmy poćwiczyć trochę na wzornikach!

W niedzielę były również wykłady oraz panele dyskusyjne. Byłam na jednym - ostatnim o metamorfozie bloga Sylwii (czerwonousta.pl). Dało mi to trochę do myślenia i mam zamiar wprowadzić małe zmiany na blogu. 

Na stoisku Efektimy Panie z zapałem opowiadały o kosmetykach tej marki. Nie uwierzycie, ale znalazłam tam balsam waniliowy, który wanilią kompletnie nie pachniał! Tylko cudownie, słodko. Dowiedziałyśmy się, że to celowy zabieg marki  - bardzo na plus! Było również stanowisko marki Mustela oraz Roge Cavailles. 


Zarówno pierwszego jak i drugiego dnia zostałyśmy przepysznie nakarmione. Można było wybierać z mnóstwa dań oraz deserów...Przepraszam,czy ma ktoś przepis na te banany co znikały w zastraszającym tempie?!

No i ścianka - chyba najpiękniejszy element i najbardziej pożądany. Na tyle ile czas pozwalał ponownie trzymałyśmy się w jednej ekipie - Dorota,Marzena i Ania. Dla porównania wstawiam zdjęcie sprzed roku oraz obecne ;)

Bardzo się cieszę, że mogłam ponownie stać się częścią tej konferencji. Dziękuję dziewczynom za cudownie spędzony czas oraz wszystkim tym, z którymi udało mi się choć chwilkę porozmawiać. Mam nadzieję, że za rok również napiszę dla Was relację z tego wydarzenia ;)


Dziękuję również wszystkim sponsorom za przygotowane dla nas paczki! Jest tego tyle, że ciężko zdecydować się od czego zacząć!


Jeśli chcecie zobaczyć relację na gorąco, serdecznie zapraszam na profil instagramowy, gdzie zapisałam relację z tych dni!


A tymczasem powoli szykuję się na See Bloggers!
Luksusowe piękno od Pierre Rene: Maskara 3w1 super curly

Luksusowe piękno od Pierre Rene: Maskara 3w1 super curly



Nie wiem jak wy, ale ja mam naturę sroki. Kocham wszystko co się świeci,błyszczy i bardzo często jest tandetne. Lubię otaczać się takimi rzeczami, a wniebowzięta jestem kiedy takie opakowania mają kosmetyki. Wyglądają wtedy na luksusowe, drogie a w rzeczywistości są one ze średniej czy czasami z najniższej półki cenowej.
Tusz do rzęs 3w1 super curly właśnie takie opakowanie posiada.Złoto i czerń to klasyka i według mnie bardzo dobre,eleganckie, połączenie kolorystyczne. Samo opakowanie wykonane jest z mocnego plastiku - o ile jesteście ze mną na blogu trochę dłużej, to wiecie, że często zwracam uwagę na trwałość opakowania. Z moich dłoni zawsze wszystko magicznie wypada (szczególnie cola w McDonaldzie, może to znak, że nie powinnam jej pić?). Ten tusz pomimo kilu bliższych spotkań z podłogą, nadal ma całe opakowanie. A używam go od 25 lipca!
Co mówi producent o tym kosmetyku?
Podkręcający tusz do rzęs z nowej generacji specjalnie wyprofilowaną szczoteczką zapewniającą łatwą i precyzyjną aplikację oraz skuteczne podkręcenie rzęs.
Innowacyjna formuła z nylonem maksymalnie pogrubia rzęsy. Zawarte w formule substancje nawilżające oraz witaminy dbają o kondycję, elastyczność i lśnienie włosków. Hypoalergiczna, testowana oftalmologicznie.
Sposób aplikacji: trzymaj wygiętą w łuk szczoteczkę w taki sposób, aby poruszać nią po łuku Twoich rzęs w celu ich podkręcenia, następnie wypukłą stroną maluj rzęsy ruchem "zig-zag", w celu ich pogrubienia.
Powtórz czynność dla mocniejszego efektu.



Moja opinia o tym produkcie:
Tak jak już wspominałam maskara zamknięta jest w stylowym opakowaniu. Bardzo mi się to podoba. Część, którą trzymamy podczas malowania rzęs, jest gruba,ale nie przeszkadza to w aplikacji produktu. Dobrze leży w dłoni.
Szczoteczka jest gruba bardzo fajnie wyprofilowana. Osobiście szukam takiego profilu w maskarach. Jednak wolę silikonowe szczoteczki. Jakoś łatwiej i dokładniej mi się z nią pracuje. Mam wrażenie,że przez grubość (a szczota jest naprawdę duża) nie dociera ona do wszystkich rzęs. A pomalowanie dolnych graniczy z cudem!
Tusz - jakkolwiek to nie zabrzmi - jest bardzo mokry. Długo schnie przez co nie obejdzie się bez czyszczenia powiek. Trochę jest to denerwujące, szczególnie rano kiedy się spieszę i tusz nakładam "na odwal". Pomimo moich starań aby nałożyć tusz równomiernie na rzęsach zawsze znajdą się takie niedomalowane i sklejone. Szkoda,bo bardzo podoba mi się czerń. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie - to jest ten rodzaj czerni :D Plusem zdecydowanie jest to, że pomimo używania go od lipca jest on nadal tak samo mokry, więc z pewnością posłuży dłużej niż tańsze tusze.
Po wielu testach w różnych warunkach temperaturowych i pogodowych tusz spisywał się świetnie. Nie osypywał się, nie tworzył tzw. pandy. Bardzo byłam zadowolona z jego trwałości. ALE...pod koniec dnia powoduje bardzo silne pieczenie oczu. Po wykluczeniu szeregu kosmetyków, które nakładam w okolicę oczu jednoznacznie stwierdziłam, że to właśnie maskara powoduje takie nieprzyjemne doznania.


Demakijaż.
Tusz bardzo łatwo schodzi z rzęs. Zmywa się każdym przetestowanym przeze mnie płynem dwufazowym. Nie wymaga tarcia. W warunkach wilgotnych (morze,jezioro i basem [tak, zapomniałam zmyć rzęs przed wejściem do basenu :D]) trzymał się nienagannie.

Efekt:
Rzęsy są wydłużone. Jednak podkręcenia nie zauważyłam. Czerń tuszu mnie satysfakcjonuje. Jednak pieczenie wyklucza ponowny zakup tego tuszu.

Znacie ten tusz? Jaki jest wasz ulubiony?
PIERRE RENE WILD MARSALA

PIERRE RENE WILD MARSALA


Podczas konferencji Meet Beauty firma Pierre Rene podarowała uczestnikom różne produkty. Jak się okazało kombinacji było wiele. Mi przypadła paletka cieni Wild Marsala, czerwona pomadka Dry Wine oraz podkład Skin Balance w odcieniu 02 Champagne.


Na co dzień sięgam po bardzo delikatnie cienie - brązy, beże. Tylko aby wyrównać koloryt powieki. Preferuję no make up - z wygody i z lenistwa. W końcu przy jasnych odcieniach nie trzeba się aż tak "namachać" pędzlem, żeby rozetrzeć granice i żeby cień po prostu ładnie prezentował się na oku.

W swoich kosmetycznych zbiorach mam obecnie dwie paletki. Tak, tylko dwie! Gotowe paletki zazwyczaj posiadają piękne opakowania, ale gdy przychodzi do malowania zawsze jakiegoś koloru w niej brakuje, nie uważacie tak?

Bardzo spodobała mi się opcja paletki do Pierre Rene, w której sami możemy skomponować swój idealny komplet (oczywiście my dostałyśmy kolory narzucone, jednak według mnie są to wszystkie odcienie, które pozwolą na wykonanie pięknego, naturalnego makijażu). Cienie są wymienne, ponieważ to małe, wyglądające luksusowo cudeńko, to paletka magnetyczna. W puste miejsca możemy włożyć 3 cienie oraz 1 róż. Lubię takie praktyczne rozwiązania - liczba produktów w kosmetyczce od razu się zmniejsza. Poza tym paletka jest tak cieniutka, że zmieścicie ją nawet do bardzo małej torebki ;)

Od lewej: 121,48,03

Paletka została uzupełniona przez Pierre Rene w trzy cienie:
#48
Perłowa biel. Cień w swojej konsystencji jest lekko kremowy. Posiada w sobie coś co genialnie odbija światło. Jeśli kompletujecie bardzo minimalistyczną kosmetyczkę to z pewnością ten odcień nada się do podkreślenia łuku brwiowego, wewnętrznego kącika oka, jak i jako rozświetlacz.
#121
Jeśli chodzi o sprecyzowanie tego koloru  to nie powiem, mam problem. W opakowaniu wydaje się, że jest to bardzo mocno perłowy beż. Jednak po nałożeniu na powiekę przypomina bardziej brąz z nutą rudości czy pomarańczu. Bardzo nieoczywisty kolor. Intrygujący. Zazwyczaj nakładam go na środek powieki.
#03
Ciemny, chłodny brąz. Genialnie wygląda nałożony na nim eyeliner. Kolejny produkt w tej paletce spełniający funkcję 2w1 - można użyć go do wypełniani brwi, jeśli posiadacie tak jak ja, je bardzo ciemne.
Od lewej: 48.121,03 i róż 06

W paletce znajduje się również róż, jednak szczerze mówiąc ja nie użyłam go ani razu w tej formie. Dla mnie jest on za ciemny. Poza tym jako posiadaczka cery tłustej unikam bronzerów i róży, które posiadają w swojej formule brokat.

Jest to róż o numerze:


#6 
Tak jak już wspominałam posiada on brokat. Na stronie producenta znalazłam, że można modelować nim kształt twarzy czy stosować jako cień do powiek. Ja wybieram tę ostatnią opcję. Delikatnie różowo-pomarańczowe tony, świetnie sprawdzają się przy podbiciu makijażu w odcieniach brązu. Co ciekawe produkt ten zawiera filtr przeciwsłoneczny oraz jest hypoalergiczny.



Wszystkie produkty podczas nakładania nie osypują się. Nawet bez bazy wytrzymują na powiece cały dzień. Nie wchodzą w załamania, a intensywność koloru nie zmienia się w ciągu dnia. Kolor można budować poprzez nakładanie kolejnych warstw kosmetyków. Opakowanie produktu jest wykonane z bardzo solidnego plastiku (przestałam liczyć ile to już razy mi spadła!), na tzw. wysoki połysk. Niestety bardzo szybko matowieje i pojawiają się na nim zarysowania. Ale, żeby magnetyzmu było jeszcze więcej paletka z tyłu również posiada powierzenie magnetyczną - testowałam na lodówce, trzyma jak diabli :D


Podsumowując: cienie są naprawdę bardzo dobrej jakości. I tanie, bo taki wkład do paletki kosztuje 9,90 na stronie producenta. Paletka jest wielorazowego użytku, możemy dobierać kolory jak nam się żywnie podoba,a ona nadal będzie świetnie spełniać swoją rolę. Cienie są wydajne - na zdjęciach widzicie produkt prawie po miesiącu używania dzień w dzień. Zużycie znikome. Ja jestem zadowolona z tego produktu i na pewno dokupię sobie jakieś inne kolory, bo kilka wpadło mi w oko.
Jeśli spodobała wam się ta paletka możecie kupić ją, w dokładnie takim zestawieniu jak na zdjęciach ,na stronie Pierre Rene za 43,95 zł.

Znacie produkty Pierre Rene? Co o nich sądzicie?
Copyright © 2014 Lifestyle by Miritirllo , Blogger