Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eveline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eveline. Pokaż wszystkie posty
Denko kosmetyczne [KWIECIEŃ 2020]

Denko kosmetyczne [KWIECIEŃ 2020]


Cześć!
Dzisiaj chciałabym poopowiadać Ci trochę o kosmetykach, które zużyłam w kwietniu. Tylko jeden kosmetyk, z listy którą Ci przedstawię wyrzucam, ponieważ skończył się mu termin do zużycia.
Zacznę od makijażu, bo tych produktów zawsze jest mniej.

Makijaż

Puder bambusowy od Ecocery
Lubię matową twarz. Przez wiele lat używałam pudrów w kamieniu (w tym słynnego Rimmela), jednak od pewnego czasu gustuję w pudrach sypkich. Jako, że moja cera przez kilak ostatnich miesięcy była bardzo kapryśna szukałam alternatyw również w kosmetykach do makijażu. Puder od Ecocery nie był najgorszy. Nie zapychał porów, przez co nie pojawiały się na mojej twarzy żadne nowe pryszcze. Nie do końca zadowalał mnie efekt zmatowienia. Miałam wrażenie, że skóra w strefie T miała tendencję do większego wyświecania się. Jednak na tę porę nie znalazłam lepszego produktu, który mógłby zastąpić ten puder.
Gosh - Brow Kit
Paletkę Brow Kit od Gosha mam już nie powiem ile i w końcu nadszedł jej kres. Ja mam wersję 01 i tak naprawdę przez ten cały czas używałam tylko jednego odcienia do podkreślenia brwi. Zdecydowanie najbardziej lubię taką formę podkreślenia tego elementu twarzy. We wszelkiego rodzaju pomadach mam wrażenie, że moje brwi są zbyt mocno przerysowane. Nie wiem czy kiedyś wrócę do tej paletki, bo osobiście nie widzę sensu posiadania 4 odcieni, skoro używam tylko jednego.


Eveline Cosmetics - Celebrites
Zdecydowanie to mój ulubieniec w kwestii podkreślania rzęs. Nie zliczę, które to już opakowanie tego kosmetyku. Jest tani i może spokojnie stawać w szranki z innymi, wysokopółkowymi kosmetykami. Posiada silikonową szczoteczkę w kształcie klepsydry, dzięki czemu możliwe jest pokrycie tuszem wszystkich - nawet tych najmniejszych rzęs.
Loreal - Infaillible concealer
Podobno to hit. Lubię sprawdzać takie "hity" na swojej skórze. W mojej ocenie, niestety, ten korektor jest zbyt ciężki. Brzydko leży pod oczami, nawet jeśli na tę okolicę twarzy damy go naprawdę niewiele. Nie współgra prawie z żadnym pudrem pod oczy, który posiadam w swojej kosmetyczce. Wygląda okropnie. Jakby ktoś zabetonował moją okolicę pod oczami. Stosowany na przebarwienia po pryszczach, niestety też nie leży zbyt dobrze. Wychodzą z niego dziwne, różowe tony które jeszcze bardziej przykuwają wzrok do tych zmian. Nie będę wypowiadała się w kwestii koloru, bo niestety źle go dobrałam. Jest dla mnie trochę za jasny, dlatego odnoszę się tylko do jego formulacji.

Bell Hypoallergenic - Highlight&Bronze Kit by Marcelina Zawadzka
Kochałam tę paletkę za brązer. Był idealny do codziennego podkreślania kości policzkowych. Nie wybijały się w nim pomarańczowe tony, idealnie pasował do mojej jasnej cery. Niestety nie bardzo przepadałam za roświetlaczami z tej paletki. Pomimo możliwości wyboru - bo w paletce znajdowały się aż 3 różne odcienie rozświetlacza - żaden nie wywarł na mnie wrażenia. W ich formule delikatnie przebijają dość duże drobiny. Wolę jak rozświetlacz daje jednolitą taflę. Gdyby bronzer był dostępny solo - kupowałabym do końca życia. Jednak do samej paletki nie wrócę.



Pielęgnacja


Nature Queen - żel do mycia twarzy Aloes&Lotos
Delikatny żel do codziennego mycia twarzy. Nie powodował u mnie podrażnienia, ani nadmiernego wysuszenia. Nie pienił się praktycznie w ogóle. Pompka działała bez zarzutu, dozując odpowiednią ilość produktu. Zapach z początku bardzo ciekawy, jednak pod koniec używania delikatnie mnie męczył. Myślę, że kiedyś z chęcią wrócę do tego produktu.
Nivea - żel do mycia twarzy do cery tłustej i mieszanej
Kupiłam, bo musiałam. Staram się unikać wielkokorporacyjnych marek i szukać produktów z ciut lepszym składem. Nivea, jak to Nivea. Żel oczyszczał twarz, zostawiając ją aż tępą z czystości. Bardzo nie lubię tego efektu. Skóra była wysuszona i potrzebowała większej dawki nawilżenia. Jeśli nie będę musiała, nie kupię ponownie.












Nature Queen - hydrolat oczarowy
Bardzo go polubiłam. Przez stosowanie peelingu kawitacyjnego w domu zużywam takich produktów zdecydowanie więcej, niż przy normalnej pielęgnacji. Bardzo lubię zapach w tym kosmetyku - ziołowy, jednak nie przyprawiający o odrzucenie czy ból głowy. Z pewnością nie jest to moje ostatnie opakowanie.












Holika Holika - 99% żel aloesowy
Moja skóra przez kilka ostatnich miesięcy tolerowała tylko jeden kosmetyk - żel aloesowy. Nie zliczę ile opakowań tego żelu zużyłam zarówno w pielęgnacji całego ciała, jak i w pielęgnacji cery. Genialnie nawilżał, nie powodując zapychania skóry. W mojej łazience to kosmetyk obowiązkowy.












India - szampon do włosów z olejem z konopi
Szampon, który sprawił, że zapomniałam czym jest codzienne mycie włosów.  Kiedyś - z racji przetłuszczania się skóry głowy - góra co drugi dzień myłam włosy. Przy stosowaniu tego szamponu ograniczyłam mycie do 4-5 dni. Produkt jest bardzo wydajny. Mocno się pieni. Nie wyczuwam w nim zapachu. Nie zamierzam z niego rezygnować.











Kallos Botaniq - Superfruits odżywka z ekstraktem z jagodami goi
Jest to chyba najdroższa i zarazem najmniejsza wersja Kallosa jaką używałam. Jednak działaniem nie różni się niczym od tych litrowych odżywek. Nawet tamte są bardziej na plus, bo niestety dołączona do kosmetyku pompka nie wydobywa całego kosmetyku do końca. Co do działania - łatwiej rozczesywały się po niej włosy po myciu. I nic więcej. Szału nie było. Znam lepsze produkty do odżywienia włosów.










Mokosh Cosmetics - Brązujący balsam do ciała i twarzy
Jako właścicielka bladej karnacji, która opala się na czerwono w zeszłym sezonie letnim przetestowałam kilkanaście produktów samoopalających. Ten produkt zbierał najlepsze opinie. Jednak w mojej ułomności co do nakładania samoopalaczy (czy balsamów brązujących) nadal powodował smugi i plamy. Dawał subtelny odcień przybrązowionej skóry. Wyglądał naturalnie i przede wszystkim miał genialny zapach pomarańczy z cynamonem. Był również bardzo wydajny. Niestety z racji krótkiego okresu ważności (6 miesięcy od otwarcia) musiałam go wyrzucić.








Dove - antyperspirant o zapachu kokosa i jaśminu
Jezu, jak on pachniał! Genialnie. Jak taka nienachalna pinacolada. Dla mnie, fanki takiego zapachu, był to raj. Co do działania też nie mam zastrzeżeń. Jeśli spotkam, gdzieś tę wersję zapachową chętnie do niej ponownie wrócę.












Marion - krem-maska do rąk o zapachu miodowego piernika
Nie mogę się przyczepić do działania tego kremu. Używałam go głównie na noc. Nawilżał, ładnie pachniał. Chociaż miłośniczki lekkich, delikatnych zapachów mogą tego kremu nie polubić. Jest bardzo, ale to bardzo, mocno naperfumowany.















Jestem bardzo ciekawa czy znasz któryś z wykończonych przeze mnie kosmetyków - jak sprawdzał się on u Ciebie?

Zapraszam serdecznie na profil na IG


Nowości ostatniego miesiąca

Nowości ostatniego miesiąca

Dawno nie było postu na blogu. To fakt, jednak nie oznacza to, że blog przestał istnieć. Nie chcę go tworzyć z przymusu, bo to nie chodzi o to. Jednak te wszystkie zawirowania w internecie sprawiły, że musiałam odpocząć. I to nawet nie chodzi o to, że nie dostałam się na Meet Beauty - na Meet Beauty świat się nie kończy ;D i nawet nie chodzi o to, że mam shadowbana na instagramie. Po prostu przerwa i świeże spojrzenie na bloga było mi potrzebne od dłuższego czasu.

Dość narzekania, czas na właściwy post.

Dzisiaj chciałabym się rozliczyć z mojej niedawnej wishlisty. Dla tych, który nie czytali tego posta, przypomnę, że stworzyłam wishlistę aby ograniczyć kupowanie kosmetyków, tylko dlatego że jest na nich napisane, że są w promocji.  W planach miałam niewiele kosmetyków, jednak czy udało mi się nie skusić na coś jeszcze?

W planach miałam 4 rzeczy: 2 paletki Makeup Revolution, paletkę do konturowania z Sephory oraz lakier do paznokci z Indigo.

Z ręką na sercu mogę wam przyznać, że całej wishlisty nie zrealizowałam. Nie kupiłam lakieru Indigo tylko dlatego, że cena przesyłki mnie zabiła (15 zł za zamówienie jednego lakieru kompletnie mi się nie opłacało, a stacjonarnie niestety nigdzie w okolicy nie mam możliwości kupienia tego produktu).
Niestety paletkę Elixir zahaczyłam paznokciami, co jest widoczne na powyższym zdjęciu 

Jeśli chodzi o paletki to pierwszą na jaką się zdecydowałam była paletka I herat Makeup Chocolate Elixir. Zachwyciła mnie matowymi cieniami. Nie jestem wirtuozem jeśli chodzi o malowanie powiek, ze względu na moją mocno opadającą powiekę, ale tymi cieniami delikatnie podkreślam oko codziennie. Zdecydowanie to był trafiony zakup. Genialna kolorystyka - idealna do stworzenia makijażu na dzień i podrasowania go na wieczór. Jeśli chodzi o trwałość, to nie mam tutaj zastrzeżeń.
Z kolei paletkę I heart Makeup Chocolate Rose Gold kupiłam niedawno - na promocji w drogerii cocolita.pl. Co mogę o niej powiedzieć? Boże, jaka ta paletka jest genialna! A cienie foliowe przechodzą najśmielsze oczekiwania. Cudo!

Paletkę do konkurowania z Sephory udało mi się dorwać na grupie na Facebooku za trochę niższą kwotę niż w perfumerii. Szczerze mówiąc, nie sięgam po nią jakoś bardzo często. Jest dobra, ale nie zachwyca. Być może dlatego, że w mojej kosmetyczce pojawiły się dwa inne bronzery...
Tak, oprócz paletki dałam się skusić na bronzer z Kobo, z promocji za 9,90 - usprawiedliwia mnie to? Nie wiem. Odcień który wybrałam, mam wrażenie, że pasuje do słowiańskiej urody. Bardzo chłodny, idealny do lekkiego konturowania.
Od góry:Kobo, Nyx, Sephora

Skusiłam się również na słynny róż NYX Taupe, który w Youtubowym świecie używany jest do konturowania. Szczerze mówiąc? Bez szału. Na mojej twarzy bardzo wyraźnie przebijają różowe tony z tego bronzera. Nie wygląda jakoś tragicznie, ale nie zachwyca.

Zaopatrzyłam się również - promocji w Hebe 1+1- w tusze od Eveline. Nie wiem dlaczego nigdy wcześniej ich nie miałam! Jest to naprawdę rewelacyjny tusz. Świetnie wydłuża i podkreśla rzęsy, nie osypuje się. Z całą pewnością poświęcę im oddzielny wpis.

Na cocolicie, gdzie w promocji -30% była marka Makeup Revolurion zaopatrzyłam się w dwie pomadki w odcieniu nude. Bałam się ich, gdyż cały czas powtarzałam, że mi nude nie pasuje. Bardzo dobrze czuję się w mocnych, ciemnych odcieniach na ustach, jednak kolor Stiletto sprawił, że codziennie sięgam po tę pomadkę. Odcień Exclusive jest delikatnie cieplejszym kolorem, jednak też świetnie wygląda.
Od góry: Exclusive, Status single, Stiletto

Będąc w temacie pomadek, na jednej z grup facebookowych, udało mi się kupić pomadkę z limitowanej edycji Nabli Love Kit. Z całego zestawu spodobał mi się tylko jeden odcień:  Status Single. Przepiękny jagodowy kolor, jednak kompletnie nie pomyślałam o tym, że będzie gryzł się z moimi oprawkami okularów, które są w tym samym kolorze. Soczewki zamówione, więc będę częściej nosić tę pomadkę!

Skusiłam się również na dwa pudry: ryżowy z Ecoery oraz puder z Makeup Revolution Ghost Finish. Do tej pory przetestowałam tylko ten pierwszy - świetnie utrzymuje mat, ale pyli przeokropnie! I mam wrażenie, że nie do końca współpracuje z podkładem Loreal True Match 1N, który również kupiłam nieplanowanie.

Nie macie wrażenia, że post przesycony jest marką Makeup Revolution? Nie? To świetnie, bo na tambeauty zamówiłam - jednak przesyłka jeszcze do mnie nie dotarła - obecnie wyprzedany wszędzie korektor Conceal&Define Concealer oraz niedostępny jeszcze w Polsce podkład w sticku Fast Base Stick Foundation .
Swatch foliowych cieni z Rose Gold

A gdyby było mało, na dokładkę zamówiłam ChillBoxa, bo to chyba jedyne pudełko, które nigdy nie zawiodło mnie swoją zawartością. Jego wysyłka będzie około 10 marca, ale wspominam o nim, bo jakby nie patrzeć był to zakup ponad to co chciałam.

Jeśli chodzi o pielęgnację to do koszyka, całkiem przypadkowo i niespodziewnie, wpadły mi dwie glinki z Nacomi (czerwona i zielona) oraz czarne mydło.

Więcej grzechów nie pamiętam.
Nie żałuję.

*Post pisany trochę z przymrużeniem oka ; )*
Nowości: Eveline Cosmetics

Nowości: Eveline Cosmetics



Jakiś czas temu otrzymałam do testów kosmetyki marki Eveline. Paczka była wielką niewiadomą, więc rozpakowywanie jej sprawiło mi wiele radości. Znalazły się w niej różnego rodzaju nowości tej marki, o których w kilku słowach opowiem Wam poniżej. W mini recenzjach poznacie opinię moją oraz mojej siostry, która również testowała niektóre produkty. 
No to zaczynamy! Kosmetyki podzieliłam na kategorie aby jak najczytelniej przestawić Wam te kosmetyki:

OCZY




Tusz do rzęs Volume Celebrity Mascara
Jeśli chodzi o ten tusz to połączenie mascary oraz serum do rzęs. Szczoteczka idealnie rozdziela rzęsy i je wydłuża. Pomimo nowości - osobiście lubię jak tusze są delikatnie przyschnięte, przez co nie brudzę dolnej czy górnej powieki - nie ma efektu ubrudzenia, o którym przed chwilą wypominałam. Nie odbija się na powiekach - o to mi chodziło! Utrzymuje się przez cały dzień, nie osypuje się, a przetarcie oka dłonią nie powoduje rozmazania tuszu i stworzenia efektu pandy. Jeden z lepszych tuszów jakie używałam ostatnio. Zdecydowanie na plus jest szczoteczka w tej mascarze - ja uwielbiam silikonowe szczoteczki i najlepiej mi się nimi pracuje.
Ocena siostry: Bardzo dobry tusz. Idealnie rozdziela rzęsy i je wydłuża, nadając efekt sztucznych rzęs pod względem ich długości. Jeśli chodzi o pogrubienie to z tym jest gorzej .Nie osypuje się. 

Kredka do oczu Eyeliner Pencil Waterpoof
Kredka o bardzo intensywnym odcieniu czerni. Osobiście nie nakładam eyelinera - z racji mojej opadającej powieki - jednak na linie wodą sprawdza się bardzo dobrze. Utrzymuje się cały dzień, bez poprawek. Nie zanika w zewnętrznym kąciku oka. Jest odporna na łzy i wodę, jednak bez problemu zmywa się olejkami czy płynem micelarnym. Również hit!

Eyeliner Celebrities w kolorze Violet
Tak jak wspominałam wyżej, ja nie stosuję kreski na górnej powiece. Tutaj ten kosmetyk testowała moja siostra i wydała o nim taką opinię: Pierwsze co można zobaczyć, to naprawdę bardzo precyzyjny pędzelek, który podczas użytkowania nie wygina się. Bardzo łatwo można namalować nim precyzyjnie prostą kreskę. Bardzo trwały na oku, ciężki do zmycia za pomocą płynu miceralnego. Jeśli chodzi o kolor to jest to przygaszony fiolet, który na oku nie wygląda jak kolorowy eyeliner. Z daleka można pomyśleć, że jest on po prostu czarny. 
Od siebie dodam, że kolor rzeczywiście jest przygaszony. Taki bardzo mocny fiolet, idealnie wpisujący się w kolor Panteone. Myślę, że bardzo fajnie odciąża oko - gdyż nie jest na nim tak ciężkie jak Deep Black.


Cień do powiek w kremie METALLIC
Pięknie iskrzący się cień, wpisujący się w stu procentach w obecne trendy w makijażu. Idealnie podkreśla oko, gdy nałożony jest na środek powieki.Bardzo szybko zastyga, przez co jest nie do ruszenia z powieki. To co uznałabym za minus przy tym produkcie to, to że gdy zastygnie traci na swoim połysku. Staje się matowy, z drobnymi drobinkami na oczach - oczywiście nie odbiera mu to blasku - ale w swojej mokrej formule jest bardziej iskrzący, taki bardziej "dla srok".

ALL IN ONE precyzyjny zestaw do makijażu i stylizacji brwi w odcieniu
Idealny do podręcznej kosmetyczki. Zawiera w sobie wszystko to, co musimy mieć w podórży, w torebce, przy sobie w danym momencie. W zestawie są dwa cienie oraz wosk, dzięki któremu można ujarzmić brwi. Wosk nie tylko sprawia, że włoski są w miarę stabilne, ale również utrwala kolor. W zestawie znajduje się również aplikator, który jest niezmiernie precyzyjny. 

USTA




Konturówka do ust w kolorze transparentnym
Produkt, który chyba używam najczęściej. Bardzo fajnie się nią pracuje. Pod wpływem mocniejszego nacisku nie łamie się. Idealnie utrzymuje pomadkę w ryzach przez cały dzień. A nakładanie szminki po wcześniej wyrysowanych konturach jest ultraproste. Podczas temperowania nie łamie się. Do zakrętki dołączona jest temperówka (napisałabym ostrzytko, ale pewnie nikt nie wiedziałby o co chodzi - ahh ta gwara ;D), jednak ja z niej nie korzystałam. Zawsze za mocno ściskam i psuję takie wbudowane przyrządy ;)


Metaliczna pomadka AQUA METALLIC LIPSTICK
Jestem fanką matowych ust. Metaliczne odcienie to zdecydowanie hit tego sezonu, jednak nie mogę przekonać się do nich. Jednak opisując sam produkt, muszę stwierdzić, że jest naprawdę przyzwoity jak na kosmetyk z takim wykończeniem. Pomadka co prawda odbija się na filiżance, jednak bardzo równomiernie schodzi z ust. Świetnie współpracuje z konturówką. Niestety delikatnie wysusza usta. Dla osób, które chcą wypróbować roziskrzony efekt na ustach będzie idealna.


Błyszczyk ALL IN ONE w odcieniu 114
To, że nie przepadam za błyszczykami to wiadomo. Ale dzielnie przetestowałam ten kosmetyk, by móc powiedzieć Wam o nim jak najwięcej. Na mroźne dni spisywał się idealnie. Nawilżał usta na długo. Bardzo ładnie podkreślał tę część twarzy.Jeśli chodzi o kolor to nie był on tak intensywny jak w opakowaniu. Oczywiście pozostawiał lepką, dość nieprzyjemną, warstwę na ustach - jak to błyszczyki. Jak ktoś lubi taki sposób podkreślania ust to będzie zadowolony z tego produktu.

TWARZ



Podkład Liquid Control HD w odcieniu 020
Szczerze mówiąc zawsze potrzebuję najjaśniejszego odcienia podkładu - niezależnie od marki. Tutaj zaskoczyłam się bardzo, bo odcień 020 (czyli 4 w numeracji!) jest tylko ociupinkę za ciemny. Jednak nie rzuca się to tak bardzo w oczy. Podkład bardzo fajnie stapia się ze skórą, aplikowany gąbeczką nie pozostawia na niej smug. Bez problemu można budować nim krycie. Bardzo lekka formuła - bo z podkładami do cery problematycznej mam naprawdę duże doświadczenie - sprawiła, że z zapałem zabrałam się za używanie tego kosmetyku.  Niestety...rozczarowanie. Bardzo mocno podkreśla suche skórki, pomimo nałożenia kremu nawilżającego. Ściera się z twarzy - najszybciej z okolic nosa i ust. Na policzkach tworzą się plamy z podkładu - spowodowane jest to ścieraniem się podkładu z całej twarzy. Znika nierównomiernie. Miałam raz sytuację, że zważył się na mojej tłustej cerze. Podejrzewam, że dla osób z innym typem cery były dobry. Nie zauważyłam, aby zapchał pory. Testowała go również moja siostra z cerą normalną: u niej ani razu się nie zważył oraz znikał jakby bardziej równomiernie.


Kremowy róż do policzków w sztyfcie w odcieniu 01
Bardzo dziewczęcy i lalkowy kolor posiada ten róż. Jednak po roztarciu nadaje twarzy promiennego wyglądu. Jego kremowa formuła jest bardzo wdzięczna w używaniu, ponieważ bardzo szybko można skorygować wszelkie niedoskonałości. W różach w kamieniu trzeba pędzlem się namachać, aby zlikwidować plamę. Trzyma się u mnie około 6 godzin, co uważam za długo. Z racji tego, że jest bardzo intensywnie napigmentowany trzeba z umiarem dawkować go na twarzy.


Kremowy rozświetlacz do twarzy w odcieniu Light
Bardzo lekki w swojej formule. Nałożony pod podkład daje efekt nienachalnego rozświetlenia. Nałożony na podkład - genialnego rozświetlenia. Minusem jest tutaj pędzelek - posklejany, sztywny. Niestety nie wiem, czy to tylko mój produkt tak ma, czy tak po prostu jest. Nie nadaje się on do nakładania produktu na twarz, ale ja najpierw nakładam sobie trochę na dłoń, a następnie gąbeczką do korektora wklepuję go w miejsca, które chcę rozświetlić. Utrzymuje się u mnie do zmycia makijażu - około 6-8 godzin.
Od lewej róż, rozświetlacze (u góry w kremie, na dole w sztyfcie) i eyeliner

Rozświetlacz Eveline Color Sensation Strobing
Zdecydowanie najczęściej eksploatowany przeze mnie produkt. Świetnie nadaje się do podkreślenia łuku brwiowego. Bardzo delikatny w odcieniu - przy tłustej skórze zwracam na to uwagę. Wiecie, łatwo przesadzić, a nie chcę wyglądać jak choinka. Bardzo łatwo się rozciera. Jest wygodny w nakładaniu.

PAZNOKCIE


Skoncentrowana odżywka do paznokci
Ten produkt zna chyba każdy. Ja uwielbiam tę odżywkę. Zarówno za tą nową, jak i starszą wersję z formaldehydem. Rewelacyjnie odżywia moje paznokcie oraz sprawia, że są one mocne i szybciej rosną. Nakładam ją zawsze po zdjęciu hybryd. Ostatnio nawet nałożyłam ją pod bazę - nic złego się nie stało.

Jak widzicie kosmetyków było sporo - a wiem, że niektóre dziewczyny dostały jeszcze więcej w ramach tej współpracy! Podsumowując, chciałabym przedstawić Wam moim zdaniem najlepszą piątkę dla mojego typu skóry oraz po prostu tego, po co sięgam najczęściej jeśli chodzi o tę markę.
1. Tusz do rzęs
2. Konturówka do oczu
3. Konturówka do ust
4. Rozświelacz w kredce
5. Zestaw do brwi
****

6. Odżywka do paznokci

Znacie tę markę? Co o niej sądzicie? A, który kosmetyk jest według Was najlepszy?
Nowości stycznia,czyli krótka historia o tym dlaczego potrzebna jest mi wishlista ;)

Nowości stycznia,czyli krótka historia o tym dlaczego potrzebna jest mi wishlista ;)

Uwierzycie, że to już koniec stycznia? Czas leci jak oszalały, przecież niedawno składaliśmy sobie życzenia noworoczne! Chcę ten miesiąc jakoś podsumować - lubicie takie serie? Bo ja bardzo. Z jednej strony jest to inspirujące, a z drugiej uświadamiające ile to nowych rzeczy (miejmy nadzieję, że tylko potrzebnych!) trafia do jednej osoby.



Słowem wyjaśnienia dodam, że wishlista obowiązuje od momentu wpisu - był to bardzo spontaniczny pomysł, gdyż zauważyłam, że nagle wszystkiego bardzo szybko mi przybywa! Dlatego od początku stycznia trochę tych nowości się pojawiło.

Może zacznę od kosmetyków.


W styczniu pokusiłam się o kupienie słynnych gąbeczek Blend it! w zestawie, były akurat w promocji dwie za 24,90. Wybrałam wersję marmurkową: dużą - biało szarą oraz małą: czarno-białą. Niestety ta pierwsza pękła po pierwszym suszeniu. Chciałam sprawdzić czy rzeczywiście po kontakcie z wodą osiąga tak niewiarygodne rozmiary i pozostawiłam ją do wysuszenia. Po powrocie do domu okazało się, że gąbka jest w jednym miejscu pęknięta. Po kilu rozmowach na Instagramie wiem, że nie tylko ja miałam z tym problem. Niestety - po fakcie -doczytałam, że te marmurkowe są wadliwe pod tym względem, że szybko pękają. Polak mądry po szkodzie, jednak te gąbeczki są tak milutkie, że raczej z nich nie zrezygnuję. No chyba, że pojawi się coś nowego.

W zamówieniu razem z gąbeczkami, do koszyka trafił również żel do brwi od Essence Make Me Brow. W kolorze blond, z racji tego, że kosmetyk ten był docelowo skierowany do mojej siostry. Nie narzeka na niego, bardzo ładnie rozczesuje brwi, a kolor jest niemalże niedostrzegalny - wiem, bo sama spróbowałam nałożyć go na moje stosunkowo ciemne brwi.


Balsam do ciała od Kallosa, to niewypał. Razem z siostrą myślałyśmy, że będzie on przepięknie pachniał - dokładnie tak jak maski do włosów. Niestety przepełniony jest on sztucznością i tak naprawdę nie wyczuwam w nim jakiegokolwiek zapachu.


Możecie wierzyć lub nie, ale nie miałam jeszcze słynnego olejku Isana do mycia pędzli i gąbeczek. Jakoś zawsze radziłam sobie mydłem i wodą, jednak po zakupie Blend it, doszłam do wniosku, że czas spróbować i tego specyfiku. Myślę, że na temat tego olejku również będę chciała powiedzieć więcej w oddzielnym wpisie. Bo przyszykowałam dla niego bardzo trudny test - gąbeczkę z Aliexpress, którą nie można doczyścić niczym!

Udało mi się również dostać stacjonarnie korektor z Catrice w odcieniu 005. Wcześniej używałam 010, jednak był on dla mnie za ciemny. Właściwości tego korektora znam nie od dziś - mam tylko nadzieję, że kolor mnie nie rozczaruje.


Od marki Eveline otrzymałam ich produkty do testów. Nie będę tutaj rozpisywać się nad poszczególnymi kosmetykami, gdyż planuję oddzielny post, gdzie na sobie będę pokazywać poszczególne produkty.


Moja wishlista jest już w połowie spełniona (nie wiesz o co chodzi? zapraszam do TEGO posta). W posiadaniu mam już paletkę cieni MUR Chocolate Elixir oraz paletkę z Sephory z pudrami do konturowania twarzy.


O nich również pojawi się oddzielny wpis, gdy już w całości spełnię swoje zimowe postanowienia zakupowe.

Od lewej: Opal, po prawej: cat eye w odcieniach granatu, zdjęcia pochodzą ze strony VascoNails 


Moja kolekcja lakierów hybrydowych wzbogaciła się o nowe kolory. Tym razem o efekt kociego oka w przepięknym błękitnym odcieniu oraz o lakier z serii Platinum w odcieniu opal. Już mam kilka pomysłów na stylizację paznokci! Tylko jak na złość, złamałam jeden ;(

Jak widzicie kosmetycznie to tyle. Kilka kosmetyków mogłoby nie być w moim spisie, jednak kupiłam je pod wpływem impulsu. Powtórzę to co wspominałam w wishliście kosmetycznej: jestem idealnym klientem, kupuję wszystko co ma w sobie słowo "promocja".

W styczniu wzbogaciłam się również o kilka nowych ubrań i dodatków.


Brakowało mi torebki, bo te które miałam były przeogromne. Wiecie - w torbie położnej znaleźć można wszystko. Dlatego zdecydowałam się na model z Mohito, troszkę mniejszą torebkę, która mieści w sobie format A4. Urzekły mnie w niej te bladoróżowe kropki oraz pompon. Tak, jestem sroką.


W Mohito skusiłam się również na koszulę. Od kilku miesięcy chodziła za mną klasyczna biała koszula w jakiś wzór. Ta ma wzór słodyczy. Wybrałam rozmiar 36, bojąc się że 34 będzie za małe. Jednak ze spokojem mogłam wziąć rozmiar mniejszy gdyż nie jest to żaden rozmiar fit. Jednak taka delikatnie za duża również wygląda rewelacyjnie.

W H&M skusiłam się na kobaltowy sweter cięty z kimona. Początkowo nie czułam się w nim najlepiej- gdyż nie jestem przyzwyczajona do takiego kroju - jednak ostatecznie sweter został ze mną i naprawdę bardzo często go noszę. Poza tym uwielbiam ten kolor. Jest rewelacyjny.


Skusiłam się również na sławne kolczyki, które chyba można widzieć już wszędzie. Ja swoje kupiłam na allegro za nieco ponad 7 złotych. Raczej nie są to kolczyki na co dzień, bo ja w takich się nie czuję, jednak bardzo mi się podobają.
źródło zdjęcia: allegro

Ostatnią rzeczą jaką kupiłam jest stolik w stylu industrialnym. Jako, że zmieniłam meble w pokoju, zabrakło miejsca na mój ulubiony stolik i musiałam poszukać czegoś mniejszego. Wybór padł właśnie na ten model. Kupiłam go dzisiaj, stąd pewnie do końca stycznia nie będę mieć go u siebie w pokoju. Gdy dojdzie - koniecznie pochwalę się tym zakupem ;)

I to byłby koniec styczniowych zakupów. Mam nadzieję, że w lutym będzie ich zdecydowanie mniej, gdyż wprowadzam swój plan oszczędnościowy w życie ;)

A jak to jest u Was z zakupami? Liczycie ile wydajecie w miesiącu na swoje "widzimisię"?


Eveline Slim Extreme 4D Professional

Eveline Slim Extreme 4D Professional


W ostatnim czasie upalne wieczory dają wszystkim w kość - przynajmniej w tej części Polski, gdzie ja mieszkam. Idealnym rozwiązaniem jest wtedy zastosowanie kosmetyku, który posiada właściwości chłodzące. Lubicie takie? Bo ja uwielbiam! O wiele bardziej niż produkty,które mają za zadanie rozgrzewać!
Dzięki akcji testowania z wizaż.pl miałam okazję poznać produkt od Eveline, który przeznaczony jest do body wrappingu.

Co to jest body wrapping?
Body wrapping (czy też body wrap) to zabieg wyszczuplający składający się z dwóch zasadniczych etapów. Podczas pierwszego na skórę nakłada się kosmetyki pielęgnacyjne o działaniu modelującym, ujędrniającym lub antycellulitowym. Natomiast druga część tego zabiegu kosmetycznego polega na owinięciu całego ciała folią spożywczą. Body wrapping umożliwia spalanie tłuszczu i uzyskanie szczupłej sylwetki. Najlepiej połączyć zabiegi body wrapping z ćwiczeniami i dietą odchudzającą, żeby skutecznie walczyć z tzw. skórką  pomarańczową.
Produkt od Eveline można stosować samodzielnie bądź wzbogacony o folię. Ja testowałam oby dwie wersji i zaraz opowiem wam o swoich odczuciach przed i po :) Najpierw co nieco o samym kosmetyku.



Co producent pisze o tym kosmetyku Slim Extreme 4D Professional maska antycellulitowa?
REMODELUJĄCA MASKA ANTYCELLULITOWA to silnie skoncentrowany preparat wyszczuplający, intensywnie ujędrniający i skutecznie likwidujący cellulit. Szczególnie polecany dla osób z nadwagą i odchudzających się, u których skóra jest mało elastyczna, przesuszona, ze skłonnością do wiotczenia.
SILNIE SKONCENTROWANE SKŁADNIKI AKTYWNE: HD BODYFIT™ to składnik aktywny nowej generacji nazywany „rzeźbiarzem” kształtów. Natychmiast usuwa nadmiar płynów i toksyny nagromadzone w komórkach, skutecznie zwalczając wszystkie typy cellulitu i intensywnie ujedrniając skórę.
PRO-SVELTYL zapobiega magazynowaniu tłuszczu w tkankach oraz skutecznie zmniejsza rozmiary komórek tłuszczowych, spektakularnie wysmukla sylwetkę i silnie ujędrnia skórę.
ALGI MORSKIE Corallina Officinalis przyspieszają regenerację komórek oraz zapobiegają wiotczeniu skóry.
PHYTOSONIC™ działa na komórki tłuszczowe z siłą ultradźwięków. Znacząco zmniejsza grubość tkanki tłuszczowej nawet w tak problematycznych okolicach jak uda, pośladki i brzuch. WITAMINA B3 (NIACYNAMID) stymuluje syntezę kolagenu i ceramidów w skórze, przywracając skórze gładkość i elastyczność. WYCIĄG Z CENTELLA ASIATICA, w połączeniu z chłodzącym MENTOLEM, poprawia mikrokrażenie, pomaga łagodzić obrzęki.

Produkt przeznaczony jest do pozbycia się skórki pomarańczowej. Osobiście wychodzę z założenia, że aby pozbyć się jej konieczne jest wdrożenie ćwiczeń fizycznych , dobrego peelingu oraz kosmetyku silnie ujędrniającego - o co ciężko na rynku. Samym kosmetykiem nie pozbędziemy się tego problemu - niestety :)


Maska jest bardzo zbita w swojej konsystencji. Bardzo dobrze rozprowadza się po ciele. Nie wchłania się od razu, ale jeśli owiniecie wybrane partie folią spożywczą nie będzie to nie sprawia to żadnego dyskomfortu. Zapach? Przyjemny. Mentolowy. Bardzo rześki. Produkt nawet kolorem nawiązuje do opakowania i całego designu serii - jest w kolorze pastelowej mięty.Jeśli zwracacie uwagę na takie szczegóły to powinnyście być zadowolone.Ja osobiście lubię pochylić się nad takimi "bzdurkami".
Opakowanie to standardowe opakowanie: odkręcane pudełeczko. Do posmarowania nóg wystarczy naprawdę niewielka ilość produktu. Przez co jest bardzo wydajny.

Jak już wspominałam wcześniej stosowałam ten produkt na dwa sposoby:

SAMODZIELNIE
Nakładałam produkt na wybrane partie ciała - w moim przypadku był to brzuch oraz uda - jak zwykły balsam. Używałam wtedy dosłownie odrobinę produktu na posmarowanie całego ciała. Efekt chłodzenia pojawiał się po chwili. A wzmacniał się po przykryciu. Było to naprawdę intensywne chłodzenie, które utrzymywało się około 20 minut. Pierwszy raz spotkałam się z tak długim chłodzeniem. Efekt? Po około 4 zabiegach skóra była wygładzona, ekstremalnie nawilżona, jędrniejsza. Naprawdę wyglądała bardzo dobrze! Zaskoczyło mnie to, ponieważ nawet bardzo nawilżającym balsamem trudno osiągnąć u mnie tak dobry efekt na skórze.


BODY WRAPPING
Na wybrane partie nakładałam grubszą warstwę kosmetyku. Owijałam się folią kosmetyczną i kładłam się pod kołdrę. Efekt chłodzenia był zdecydowanie dłuższy. Tak owinięta leżałam około 45 minut. Jak owijać się folią? Radzę zacząć tam, gdzie nie nakładało się kosmetyku, np. niżej i kierować się ku górze.Owinięcie ciała folią powoduje to, że produkt lepiej się wchłania i jego działanie jest po prostu intensywniejsze. Kosmetyk nie wysycha, powoduje lekki drenaż limfatyczny. Dodatkowo powoduje pobudzenie krążenia krwi oraz limfy.
Ujędrnienie po stosowaniu body wrappingu jest ogromne! Naprawdę byłam zdziwiona, że można osiągnąć taki efekt w warunkach domowych. Dodatkowo uczucie nawilżenia było odczuwalne dzień po wykonaniu zabiegu - pokażcie mi kosmetyk, który czujecie po użyciu go poprzedniego dnia wieczorem. No właśnie...ciężko :)
Ja stosowałam takie kuracje wrappingowe co 3 dni - wiadomo, trzeba mieć na to czas. 45 minut piechotą nie chodzi :) Ważne jest, że po ściągnięciu folii nie zmywamy produktu z ciała. Nadmiar kosmetyku po prostu sam się wchłonie.


Podsumowując, kosmetyk zarówno samodzielnie jak i folią powoduje naprawdę genialne nawilżenie i ujędrnienie ciała. Jednak jest to efekt kiedy regularnie używa się tego kosmetyku.Po odstawieniu go wszystko wraca do "normy".
Body wrapping jest fajnym rozwiązaniem np. przed jakimś wyjazdem,gdzie "zwykły" balsam utrzyma efekt uzyskany przez kosmetyk Eveliune. Czy wrócę do niego? Nie wiem czy moja natura "testowacza" pozwoli mi na to. Jednak Wam z całego serca polecam ten kosmetyk.Kosztuje naprawdę niewiele (23,99 bez promocji), a działa cuda :)

Znacie takie kosmetyki? Lubicie w nich efekt chłodzenia czy rozgrzewania? 

wybaczcie moją mniejszą aktywność na blogu - przygotowuję się do obrony i dni przeciekają mi przez palce - mam nadzieję, że niedługo ulegnie to zmianie i będę dla was regularnie pisać :)
Copyright © 2014 Lifestyle by Miritirllo , Blogger