Pink Boxing 2, co znalazło się w mojej paczce?

Pink Boxing 2, co znalazło się w mojej paczce?

Jakiś czas temu zgłosiłam się na blogu I love dots do akcji Pinkt Boxing 2. Pink Boxing to wymiana pudełek z kosmetykami. Minimalna kwota, która powinna dotyczyć pudełka, to 50 zł. Ale wiadomo, że w naszych zbiorach są kosmetyki, których nigdy nie użyjemy, a komuś innemu mogą służyć. Więc w paczce mojej i mojej paczuszkowej partnerki znalazły się i takie kosmetyki, przez co wartość pudełka z pewnością przekroczyła tę minimanlną kwotę. O tym co znalzało się w mojej paczce dla Terii mogłyście przeczytać niedawno w jej poście podsumowującym tę akcję.
Czas na mnie :)

Długo zbierałam się z podłogi po tym co zobaczyłam w środku! Większość z tych produktów chciałam przetestować, jednak słowem nie wspomniałam o tym Terii. Czyżbym była aż tak przewidywalna? 

Co znalazło się w środku?


Maski, maseczki, maseczunie 
Kkobugi Mask Sheet
Fanką Pokemonów nigdy nie byłam, ale mam ochotę przetestować maski w płachcie, które są seriami limitowanymi. Paczka z takimi maskami już leci do mnie z Korei, jednak zabrakło w niej Pokemonów
Holika, holika Shea Butter
Możecie wierzyć lub nie, ale przy ostatnich zakupach w Kontigo miałam tę i maskę mango w koszyku, jednak ostatecznie z nich zrezygnowałam. Jednak - jak widać - jest mi dane przetestować te maseczkę.
Swanicoco Dr. Syul
Szczerze mówiąc pierwszy raz słyszę o tej masce. Jestem ciekawa tego jak się spisze. Część z Was wie, że miałam kryzys jeśli chodzi o maski w płachcie i dość długo ich nie używałam. Obecnie (a może dzięki cudownej masce w płachcie od Origins) chętnie po nie sięgam w przypadku jakiś ważnych wyjść.
próbka maseczki Caolin Premium Hot&Cool Pore Pack Duo
Pierwszy raz o tej maseczce usłyszałam, o ile się nie myle, od labellamakeup. Oczywiście, że ją chcę. Mam nadzieję, że ta próbka pomoże mi zdecydować czy jest sens wydać 120 zł na maseczkę.
Sanase apricot mask
Kolejna firma, której w ogóle nie kojarzę. Może, któraś z was stosowała tę maseczkę? Co o niej sądzicie?



Holika, holika żel aloesowy
Mój ulubiony i ukochany żel. Wiele razy to powtarzałam, ale zrobię to raz jeszcze. Kosmetyk ten stosowany jest u mnie w domu tak samo popularnie jak krem Nivea.
Marion, kuracja z olejkiem arganowym dla każdego rodzaju włosów
Planuję zmianę pielęgnacji włosów, więc olejek z pewnością się przyda. Nie miałam go, bo zawsze w moje dłonie wpadało coś innego. 
Marion, 60 sekundowa maseczka z olejkiem arganowym
Tę maseczkę przetestuję pewnie jeszcze dzisiaj. Bardzo zaciekawiła mnie jej formuła oraz 60sekundowe działanie. Oczywiście znając moje włosomaniacze przyzwyczajenie potrzymam ją odrobinę dłużej.

Bell, Liquid Strobing 01
Szczerze mówiąc w pierwszej chwili przestraszyłam się, że to błyszczyk. Jednak okazało się, że to płynny rozświetlacz. Podoba mi się jego delikatny efekt, który pozostawia na skórze.
Bell, Lipstick mat w kolorze Pure Peach
Pomadka ma fajną konsystencję. Nieoczywistą, żelową. Brudnawy odcień różu bardzo przypadł mi do gustu.



Marion, Glutoretka do mycia
Nawet nie zdajecie sobie sprawy jakie to jest fajne! Na pierwszy rzut oka, bo jeszcze nie romansowałam z tym produktem w wannie. Gadżeciarskie serce jest w pełni usatysfakcjonowane. 
Żele do mycia w bajkowych opakowaniach
Ehh, gadżeciarskie serce rośnie :D



Termissa balsam ujędrniająco antycellulitowy na basie wody termalnej z Podhala
Brzmi ciekawie, jednak mam cały czas w użyciu 2 balsamy antycellulitowe w kolejne, więc troszkę czasu mnie i śniegu spadnie zanim sięgnę po ten kosmetyk.
Yope, herbata mięta - krem do rąk
Kolejna rzecz, którą bardzo chciałam mieć. Jednak nigdy głośno nie powiedziałam, że to chcę. Myślę, że Terii czytanie w myślach ma opanowane do perfekcji.
Tony Moly Tomatox Mask
Czy to nie wygląda słodko? Maska od pewnego czasu była na mojej wish-liście. I jak widać, mogę już ten produkt z niej skreślić. Cudownie!




Organic Shop - peeling cukrowy
Otrzymałam peeling w wersji czekoladowej. Bardzo lubię tą firmę. Produkty są tanie, wydajne i naprawdę bardzo dobrze działają. Więc drobne pęknięcie podczas transportu nie zepsuje mi przyjemności stosowania tego peelingu.
Dermedic, płyn miceralny 
Też trochę ucierpiał podczas podróży jednak jest to taka rzecz, która bardzo szybko zużyję.



Pędzle
Moje gadzeciarskie serce na widok tych pedzli wyskoczylo z klatki piersiowej. Dosłownie. Są tak piękne,że aż żal ich używać 😂
Jestem bardzo zadowolona z zawartości paczki jaką otrzymałam w ramach Pink Boxing 2. Z pewnością zgłoszę się do kolejnej edycji, jeśli taka będzie organizowana.


Wpadło wam coś w oko?
Luksusowe piękno od Pierre Rene: Maskara 3w1 super curly

Luksusowe piękno od Pierre Rene: Maskara 3w1 super curly



Nie wiem jak wy, ale ja mam naturę sroki. Kocham wszystko co się świeci,błyszczy i bardzo często jest tandetne. Lubię otaczać się takimi rzeczami, a wniebowzięta jestem kiedy takie opakowania mają kosmetyki. Wyglądają wtedy na luksusowe, drogie a w rzeczywistości są one ze średniej czy czasami z najniższej półki cenowej.
Tusz do rzęs 3w1 super curly właśnie takie opakowanie posiada.Złoto i czerń to klasyka i według mnie bardzo dobre,eleganckie, połączenie kolorystyczne. Samo opakowanie wykonane jest z mocnego plastiku - o ile jesteście ze mną na blogu trochę dłużej, to wiecie, że często zwracam uwagę na trwałość opakowania. Z moich dłoni zawsze wszystko magicznie wypada (szczególnie cola w McDonaldzie, może to znak, że nie powinnam jej pić?). Ten tusz pomimo kilu bliższych spotkań z podłogą, nadal ma całe opakowanie. A używam go od 25 lipca!
Co mówi producent o tym kosmetyku?
Podkręcający tusz do rzęs z nowej generacji specjalnie wyprofilowaną szczoteczką zapewniającą łatwą i precyzyjną aplikację oraz skuteczne podkręcenie rzęs.
Innowacyjna formuła z nylonem maksymalnie pogrubia rzęsy. Zawarte w formule substancje nawilżające oraz witaminy dbają o kondycję, elastyczność i lśnienie włosków. Hypoalergiczna, testowana oftalmologicznie.
Sposób aplikacji: trzymaj wygiętą w łuk szczoteczkę w taki sposób, aby poruszać nią po łuku Twoich rzęs w celu ich podkręcenia, następnie wypukłą stroną maluj rzęsy ruchem "zig-zag", w celu ich pogrubienia.
Powtórz czynność dla mocniejszego efektu.



Moja opinia o tym produkcie:
Tak jak już wspominałam maskara zamknięta jest w stylowym opakowaniu. Bardzo mi się to podoba. Część, którą trzymamy podczas malowania rzęs, jest gruba,ale nie przeszkadza to w aplikacji produktu. Dobrze leży w dłoni.
Szczoteczka jest gruba bardzo fajnie wyprofilowana. Osobiście szukam takiego profilu w maskarach. Jednak wolę silikonowe szczoteczki. Jakoś łatwiej i dokładniej mi się z nią pracuje. Mam wrażenie,że przez grubość (a szczota jest naprawdę duża) nie dociera ona do wszystkich rzęs. A pomalowanie dolnych graniczy z cudem!
Tusz - jakkolwiek to nie zabrzmi - jest bardzo mokry. Długo schnie przez co nie obejdzie się bez czyszczenia powiek. Trochę jest to denerwujące, szczególnie rano kiedy się spieszę i tusz nakładam "na odwal". Pomimo moich starań aby nałożyć tusz równomiernie na rzęsach zawsze znajdą się takie niedomalowane i sklejone. Szkoda,bo bardzo podoba mi się czerń. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie - to jest ten rodzaj czerni :D Plusem zdecydowanie jest to, że pomimo używania go od lipca jest on nadal tak samo mokry, więc z pewnością posłuży dłużej niż tańsze tusze.
Po wielu testach w różnych warunkach temperaturowych i pogodowych tusz spisywał się świetnie. Nie osypywał się, nie tworzył tzw. pandy. Bardzo byłam zadowolona z jego trwałości. ALE...pod koniec dnia powoduje bardzo silne pieczenie oczu. Po wykluczeniu szeregu kosmetyków, które nakładam w okolicę oczu jednoznacznie stwierdziłam, że to właśnie maskara powoduje takie nieprzyjemne doznania.


Demakijaż.
Tusz bardzo łatwo schodzi z rzęs. Zmywa się każdym przetestowanym przeze mnie płynem dwufazowym. Nie wymaga tarcia. W warunkach wilgotnych (morze,jezioro i basem [tak, zapomniałam zmyć rzęs przed wejściem do basenu :D]) trzymał się nienagannie.

Efekt:
Rzęsy są wydłużone. Jednak podkręcenia nie zauważyłam. Czerń tuszu mnie satysfakcjonuje. Jednak pieczenie wyklucza ponowny zakup tego tuszu.

Znacie ten tusz? Jaki jest wasz ulubiony?
Siedmiu wspaniałych od Biolove - armia żelów pod prysznic

Siedmiu wspaniałych od Biolove - armia żelów pod prysznic


Biolove to polska marka produkująca naturalne kosmetyki do pielęgnacji ciała. Produkty te można znaleźć wyłącznie w Kontigo - stacjonarnie lub przy pomocy strony internetowej. Bardzo często pojawiają się one w promocji. I ja, kilkanaście tygodni temu, skorzystałam z takiej promocji.
Markę Biolove poznałam dzięki blogom. Natrafiałam na coraz lepsze opinie o tych kosmetykach i o ile macie charakter blogerki urodowej, to zrozumiecie ten stan. Chciałam to przetestować. Doświadczyć tego cudownego uczucia, o którym czytałam w bardzo dużej ilości opinii. 
W ramach promocji, dość dużej, na żele pod prysznic we wspomnianej drogerii postanowiłam uzupełnić swój zapas. Zamówiłam siedem. Siedem zupełnie różnych żeli pod prysznic. Zużywam takie produkty w bardzo dużej ilości, więc zużycie ich nie było dla mnie problemem. 
I tak, podczas dzisiejszej kąpieli, otworzyłam już ostatnie opakowanie tego kosmetyku. Mam swoje przemyślenia, którymi chciałabym się z wami podzielić.
Do mojego koszyka wpadło co prawa siedem sztuk, jednak niektóre zapachy - z racji szybkiego wykupienia zapasów drogerii - powtórzyły się. Wybrałam:


- malinę
- jagodę
- grapefruit w ilości podwojonej
- smoczy owoc w ilości podwojonej 
- gruszkę

Każdy z tych produktów jest na swój sposób wyjątkowy. Kosmetyki te nie zawierają w swoim składzie SLS, PEG, silikonów, parabenów, barwników. Jednak łączy je kilka rzeczy. W konsystencji wszystkie te produkty są gęste. W momencie nalewania ich bezpośrednio do wanny pozostawiają na jej dnie śliską powłokę,świadczącą o tym, że nie rozpuszcza się on w 100%. Są bez koloru, więc jeśli macie "lekką" rękę do wlewania żelu to bardzo szybko możecie go zużyć, bo nie widać ile się go leje. Szczególnie jeśli tak jak ja robicie pięć rzeczy na raz, czyli wlewacie żel jednocześnie szukając maseczki na twarz oraz wyciągając ręcznik z szafki. Żel posiada 250 ml, więc jak na żel - mało,wydaje mi się że standardowo mają po 500 ml (albo tylko ja po takie sięgam :d). Zamknięte są w solidnej, plastikowej butelce na zatrzask. Co ważne kosmetyk ten posiada zabezpieczenie, więc mamy pewność, że nikt wcześniej nie wąchał tego kosmetyku. Szczególnie, gdy kupowany jest w drogerii stacjonarnej. Zaczyna pienić się w bardzo dużej ilości wody. Stosowany bezpośrednio na ciało sprawia bardziej wrażenie olejku niż żelu pod prysznic. Jest przez to, w swojej właściwości, produktem nawilżającym. Nie jest to nawilżenie 100%, po którym nie trzeba użyć balsamu - jednak jest ono wyczuwalne.

W krótkich recenzjach opiszę każdy z zapachów:

Soczysta malina
Jeśli chodzi o zapach to nie jest to taka czysta malinka zerwana prosto z krzaczka. Jest to słodki zapach, przypominający bardziej malinową mambę niż owoc. Jednak jest to zapach przyjemnie otulający ciało podczas kąpieli. Tylko podczas kąpieli, gdyż kompletnie nie utrzymuje się on na ciele.

Leśna jagoda
Jagoda zdecydowanie bardziej przypomina zapach owocu. Kompozycja słodko-kwaśna, delikatna, nienachalna. Idealna do użycia po męczącym dniu leżenia na plaży. Zdecydowanie najbardziej żałowałam tego, że ten żel tak szybko się skończył. Zapach ponownie nie utrzymywał się na ciele po kąpieli.

Rześki grapefruit
Całkiem przez przypadek zdecydowałam się na zakup dwóch wersji zapachowych właśnie tej opcji. Po ciężkim dniu w pracy, czy też na poranne przebudzenie żel ten jest genialny. Cudownie odświeża nie tylko ciało, ale i umysł. Powoduje pobudzenie i chęć do dalszego działania. Nie był to sztuczny zapach. Naturalny aromat cytrusów sprawił mi wiele radości.

Tajemniczy smoczy owoc
Dla mnie to zapach-zagadka. Słodki niczym jagoda, delikatny, niebanalny. Jeden trafił do xxx terrii xxx z bloga Kolorowy Świat Terii, a drugi zużyłam ja. Pomimo swojej tajemniczości nutki nie oczywistości nie zachwycił mnie.

Letnia gruszka
Gruszka to mieszanka zapachu owocu oraz zapachu chemii. Pierwszy raz w kosmetykach spotkałam się z tym zapachem. Był ładny, ale sztuczność była w nim wyczuwalna. Zużyłam go, jednak bez zapachowych rewelacji.

Tak jak już wspominałam kosmetyki Biolove znajdziecie w Kontigo. W ich asortymencie można znaleźć kremy do rąk, kule do kąpieli oraz musy do ciała. Wszystkie naturalne i przyjazne dla ciała. Cena jednego żelu, bez promocji, 14,99/250 ml. Czy warto? Myślę, że warto polować na promocje i wtedy skusić się na dany produkt. Ja z pewnością wrócę do wersji grapefruitowej oraz jagodowej - właśnie te dwa zapachy najbardziej zapadły mi w pamięć. Co prawda kusi mnie zapach Brownie z pomarańczą, ale obawiam się sztucznego zapachu czekolady - czegoś, co obok czekolady w ogóle nie leżało.
Z tego co kiedyś czytałam producentem Biolove jest osoba, która produkuje Nacomi i Bioamare. Jeśli to prawda to asortyment tych firm jest bardzo podobny. Jednak jeśli ktoś coś więcej wie na ten temat to proszę wypowiedzcie się, gdyż nie jest to informacja gdzieś głębiej sprawdzana przeze mnie :)


Jestem ciekawa czy znacie kosmetyki Biolove - co polecacie do przetestowania? 

Copyright © 2014 Lifestyle by Miritirllo , Blogger