Fitomed| Mój krem do cery trądzikowej N12| żel do cery tłustej

Fitomed| Mój krem do cery trądzikowej N12| żel do cery tłustej


Mój krem nr 12 to produkt przeznaczony do cery tłustej i trądzikowej. Mogłabym rzec, że to idealny produkt dla mnie. Właśnie taki typ cery posiadam. W ostatniej serii trądzikowej pokazywałam wam dwa produkty do walki z trądzikiem, które sprawdzały się genialnie. Jednak po przygodzie ze słońcem, moja cera zareagowała tak jak zwykle - jeszcze większym przetłuszczaniem oraz pojawieniem się niedoskonałości. Jak z nieba spadł mi ten duet.

Krem zamknięty jest w plastikowym, ale solidnym, pudełku. Zabezpieczony jest folią ochronną. Kosmetyk ma lekką, pół wodnistą konsystencję. Jednak jest ona na tyle przyjemna, że mogłabym smarować się nim co chwilę. Pachnie bardzo intensywnie ziołami. To jednak logiczne, bo w końcu to produkt ziołowy. Naturalny. Jak dla mnie jest on zbyt intensywny. Troszkę uciążliwy.
Składniki: świeży napar ziołowy z bratka, nagietka i lukrecji, olej z czarnuszki siewnej, olejek z drzewka herbacianego.
Producent obiecuje:
opiera się na obecnym w kremie wyciągu wodnym z ziół (80%) tradycyjnie stosowanych w fitoterapii cery trądzikowej i właściwościach antyseptycznych olejku z drzewka herbacianego. Krem nawilża, zmiękcza skórę, łagodzi istniejące zmiany. Dodatek oleju z czarnuszki siewnej stabilizuje barierę lipidową naskórka.


Moja opinia:
Krem używałam zarówno rano jak i wieczorem. Bardzo szybko się wchłania, nie pozostawiając na skórze filmu. Dla mnie to bardzo ważne, gdyż nie przepadam za tym uczuciem. Poza tym teraz,m kiedy używam podkładu mineralnego, mogę po aplikacji kremu dosłownie za moment nałożyć pudrowy podkład i nie martwić się tym, że stanie się z nim coś złego np. że się zroluje. Mam wrażenie, że delikatnie matuje skórę. Ale nie jest to efekt pełnego matu - nigdy nie osiągnęłam takiego efektu żadnym kremem. Od tego produktu nie oczekiwałam tego. Przebarwienia stały się mniej widoczne. Złagodniały. Odczuwałam również bardzo dobre i mocne nawilżenie. Niestety po trzech tygodniach stosowania tego kremu dzień w dzień skóra uodporniła się na niego. Powstające zmiany nie reagowały na jego właściwości, nawilżenie utrzymywało się raczej na średnim poziomie. Być może gdybym stosowała ten krem na przemian z jakimś innym jego działanie byłoby cały czas na takim samym poziomie.
Myślę jednak, że stosowany co jakiś czas może pozytywnie wpłynąć na kondycję cery trądzikowej.
Krem kosztuje 25 zł/50 ml. Można go kupić na stronie producenta



Żel zamknięty jest w poręcznym opakowaniu, zamykanym na tak zwany "klik". Zapach jest zupełnie inny niż w opisywanym wyżej kremie. Przyjemny, świeży. Ziołowy, owszem jednak nie jest tak duszący i uciążliwy jak ten w kremie. Konsystencja nie jest ani za rzadka ani za gęsta - idealna. Bardzo słabo się pieni, jednak jest to podyktowane jego naturalnym składem. Jeśli jesteście zwolenniczkami piany w oczyszczaniu twarzy, to będziecie zawiedzione.
Składniki: Aqua, Herbal Extract: Saponaria Officinalis Root, Salvia Officinalis Extract, CalendulaOfficinalis, Coco-Betaine, Sodium Cocoyl Isethionate, Glycerin, Lauryl Glucoside, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Trilaureth-4 Phosphate, Ethylhexylglycerin, Parfum, Sodium Chloride
Składniki aktywne wyciąg z korzenia mydlnicy lekarskiej, liścia szałwii, koszyczka nagietka.
Producent obiecuje:
Żel ziołowy do mycia twarzy „Mydlnica lekarska” adresowany jest do osób z cerą tłustą i trądzikową wrażliwą. Dzięki obecności wyciągu z ziół o działaniu oczyszczającym i antybakteryjnym dobrze myje skórę, odblokowuje pory i delikatnie je ściąga, zapobiegając szybkiemu przetłuszczaniu się skóry. Kosmetyk zmniejsza skłonność do łojotoku i do powstawania wykwitów oraz sprawia, że skóra się nie błyszczy. 

Moja opinia:
Żel bardzo dobrze oczyszcza skórę. Nie powoduje podrażnienia oraz przesuszenia. Moja cera bardzo szybko, po umyciu, staje się ponownie tłusta. Mam wrażenie, że ten żel powoduje powolniejsze przetłuszczanie się jej szczególnie w strefie T. Efekt zmatowienia jest naprawdę widoczny. Żel przeznaczony jest dla cery tłustej, jednak na stronie producenta posiadaczki cer suchych znajdą i dla siebie odpowiedni produkt. Wydajność jest naprawdę bardzo duża. Stosuję ten duet od początku lipca i powiem tak: krem pierwszy dobił dna, a żel służył mi kilka dni dłużej. Jeśli chodzi o zmywanie makijażu to z tym radzi sobie równie dobrze: wodoodporne maskary nie są mu straszne!
Jak na tak niską ceną oraz bardzo dobry skład myślę, że warto spróbować naturalnych zamienników kosmetyków stacjonarnie dostępnych w drogeriach. Skóra będzie wdzięczna.
Żel kosztuje 10,50/200ml. Można go kupić na stronie producenta.

Podsumowując:
Krem działa bardzo dobrze, jednak skóra uodparnia się na jego działanie kiedy stosowany jest solo. W duecie z innym kremem działa genialnie i myślę, że chętnie wrócę do tego kosmetyku. Jeśli chodzi o żel - genialny. Dla osób z cerą tłustą bardzo serdecznie go polecam.
Oba te produkty można kupić na stronie www.fitoteka.pl



Jestem ciekawa czy znacie te produkty - co o nich sądzicie? Może stosowałyście jakieś inne kosmetyki tej firmy?
Love your body| Peeling kawowy|

Love your body| Peeling kawowy|

Peeling kawowy jest kolejnym hitem blogosfery. Czyż nie? Ja bardzo go lubię i cenię jego właściwości. Jest tani - w momencie kiedy wykonujemy go samemu w domu, gdyż w internecie można znaleźć wiele peelingów wykonanych z kawy.Dzisiaj chciałabym przedstawić wam tańszą alternatywę znanego peelingu Body Boom.


Firma Love Your Body wypuściła na rynek trzy wariaty peelingu kawowego. Pierwszy to 100% kawa, o zapachu kokosa oraz o zapachu truskawki. W każdej wersji znajduje się ziarno kawy Robusta, olej macadamia, olej arganowy, kakao, cukier, sól morska oraz witamina E. Oprócz właściwości złuszczających peeling dzięki obecności olei naturalnie nawilża ciało.

Skład:
Coffea Robusta Seed Powder, Sucrose, Sodium Chloride, Theobroma Cacao Seed Powder, Elaeis Guineensis Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Parfum
Dlaczego tak bardzo zachwalam skład, kiedy nie powiedziałam jeszcze słowa o działaniu tego peelingu?
Kawa Robusta to specyficzny rodzaj kawy - zawiera w sobie do 4% kofeiny, przez co ma pozytywny wpływ na skórę. To właśnie kofeina pobudza spalanie tłuszczów, metabolizm jednocześnie poprawiając krążenie. Wszystko to wpływa na pozbycie się cellulitu.

Jednak żaden kosmetyk nie spowoduje, że cellulit sam zniknie. Na to składają się 3 elementy: dieta, sport i kosmetyki!


Dodatkowe "zdzieraki", czyli cukier oraz sól powodują wzbogacenie skóry w miko- i makroelementy.
Peeling zamknięty jest w stu gramowym opakowaniu. W dłoni wygląda na bardzo mały, jednak wewnątrz jest to tak zbity produkt, że  jest go naprawdę bardzo dużo. Peeling znajduję się w papierowym, typowym dla peelingów, opakowaniu. Osobiście nie przepadam za takim rozwiązaniem.


Moja opinia:
Peeling ma zbitą konsystencję. W "dotyku" jest to najbardziej olejowy peeling jaki miałam okazję przetestować. Bardzo dobrze nasiąknął poszczególnymi produktami, przez co można używać go na sucho. Świetnie się wtedy sprawdza. Aby peeling był bardziej przyczepny można aplikować go na wilgotną skórę. Stosowałam te swa sposoby i za każdym razem kosmetyk spełniał swoje zadanie: złuszczał i nawilżał.
Po spłukaniu ziaren kawy, soli oraz cukru z ciała pozostaje na skórze olejowy film. Po wytarciu ręcznikiem on schodzi, jednak uczucie dogłębnego nawilżenia pozostaje. Efekty? Bardzo mocno nawilżona skóra. Za sprawą aż trzech różnych form "zdzieraków" skóra bardzo szybko staję się wygładzona. Miękka. Nie wystąpiło u mnie uczucie podrażnienia, zaczerwienienia ani inna reakcja niepożądana.

Zapach peelingu długo unosi się w powietrzu oraz długo utrzymuje się na skórze. Wersja kokosowa to przyjemny zapach batonika Bounty. A kawa to kawa :)
Peelingi są dostępne na stronie producenta oraz od niedawna w Superpharm. Ja już poczyniłam zapasy (często można spotkać ten peeling w promocji) i zdążyłam obdarować tym peelingiem znajomych.

Znacie peelingi kawowe? Lubicie? 

Flower Fusion VIOLET Orginis|British Rose The Body Shop| różowo mi?

Flower Fusion VIOLET Orginis|British Rose The Body Shop| różowo mi?

Niedawno, na Instagramie, pokazywałam Wam moją różową pielęgnację (i różowe okulary :D).Dzisiaj chciałabym wyrazić swoją opinię na temat tych kosmetyków. Testowanie ich było proste, przyjemne i...szybkie. Ostatnio mam pecha do kosmetyków i wykańczam je w zaskakująco szybkim tempie - chyba instagramowe denko z sierpnia będzie naprawdę spore.
Jakie są najlepsze prezenty? Od siebie dla siebie to wiadomo. Dlatego kierując się tą zasadą postanowiłam kupić sobie za pozytywny wynik obrony pracy licencjackiej dwa sławne w internecie produkty: fiołkową maskę w płachcie od Origins oraz krem do rąk od The Body Shop w wersji British Rose.

Flower Fusion Violet - Orginis

Mam wrażenie, że kosmetyki tej firmy zyskały już miano kultowych. Dlatego podążając tropem blogowych hitów nie mogłam odpuścić sobie wizyty w sklepie stacjonarnym Origins w Poznaniu i nie skusić się małe co nieco. 
Zdecydowałam się na maskę w płachcie mając nadzieję, że ostatnie "niedogadywanie" się z tymi produktami będzie zażegnane.
Ostatnio firma Origins wypuściła na rynek 6 masek w płachcie. Wszystkie inspirowane są kwiatami i wszystkie są w 100% naturalne. Płachta maski to 100% włókno bambusa oraz wosk kwiatowy. Wosk kwiatowy powstaje w procesje destylacji oleju eterycznego.
Do wyboru mamy aż 6 masek: fiołkową (odżywcza), pomarańczową (nadająca promienności), malinową (odświeżająca), lawendową (kojącą), jaśminową (łagodzącą) i różaną (nawilżającą). Każda z masek ma swoje przypisane zadanie, podałam je w nawiasie oraz jest nawilżająca. Najsilniej nawilża maska różana, więc jeśli potrzebujecie duużej dawki nawilżenia polecam sięgnąć po tę opcję. Przeznaczona jest ona do cery bardzo suchej oraz wrażliwej.

Moja opinia:
Testowałam maskę fiołkową. Z tego co zdążyłam zorientować się w sklepie, jest ona najchętniej kupowaną wersją. Płat maski jest bardzo mocno nasączony płynem. Co ciekawe tylko płat jest nasączony kosmetykiem, w opakowaniu nie zbiera się nadmiar płynu. Wspominam o tym, gdyż zdażyło mi się, że na dnie opakowania osadzał się płyn, który później ciężko było mi wykorzystać. Płachta (czy też płat bambusowy) jest bardzo przyjemny w dotyku. Idealnie przycięty do rozmiarów twarzy – jednak wydaje mi się, że jest ona mniejsza niż azjatyckie maski. Dla mnie to świetnie – zawsze standardowe maski w płachcie są na mnie za duże. Maska ma przyjemny, prawie niewyczuwalny zapach. Na twarzy trzymałam ją około 30 minut. Po raz pierwszy poznałam efekt "suchej" płachty! Wierzcie mi, ale nigdy (nawet przy azjatyckich maskach) nie było mi dane poznać opisywanego na blogach efektu suchej maski. Cały płyn po raz pierwszy został wchłonięty w miejscach, które najbardziej potrzebowały nawilżenia. W przypadku mojej twrzy było to czoło, policzki oraz broda. W czasie obecności maseczki na twarzy, nie działo się z nią nic niepokojącego: twarz nie piekła, szczypała. W zasadzie stała się moją drugą, lepszą, skórą. Po ściągnieu cera była przyjemnie gładka, nawilżona. Miałam ochotę cały czas ją dotykać. Efekt nawilżenia, który nie był wzmocniony działaniem żadnego kremu nawilżającego, utrzymywał się przez cały dzień (maseczkę robiłam rano, około godziny 9).
Czy do niej wrócę? Z pewnością będę chciała przetestować wszystkie warianty. Jak na razie fiołkowa wersja mnie oczarowała i sprawiła, że mam ochotę na trwały powrót do masek w płachcie.
Cena jednej sztuki to 22 zł. Jeśli nie macie możliwości kupienia jej stacjonarnie, na wyłączność dostępna jest w Sephorze.

W The Body Shop skusiłam się na dwa kremy do rąk: różany British Rose oraz mango. 
O wersji różanej producent pisze tak (informacji o produkcie nie ma na opakowaniu, prezentowane pochodzą ze strony producenta):
Nawilżający krem do rąk o lekkiej konsystencji i przyjemnym, różanym zapachu. Dba o skórę dłoni oraz paznokci. Dzięki lekkiej formule szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustej warstwy na skórze. Odżywia i wygładza dłonie na długi czas. Zawiera regenerujące masło shea oraz olej marula.


Moja opinia:
Krem zamknięty jest w bardzo poręcznym opakowaniu. Idealnym do kieszeni torebki. Odkręcany, a nie na zatrzask (czy też, klik - spotkałam się z różnym nazewnictwem tego zamykania). Jakoś w wypadku tego kremu nie przeszkadza mi to. Krem rzeczywiście ma bardzo lekką, ale stałą konsystencję. Po roztarciu go w dłoniach czuć przyjemne uczucie rozwodnienia - tak jakby wcierało się w dłonie płyn dezynfekcyjny. Uczucie mokrych dłoni znika po chwili pozostawiając dłonie nawilżone. Zapach po wydobyciu się z opakowania jest cudnie różany. Na dłoniach pachnie bardzo sztucznie, chemicznie. Zupełnie tak jakby ktoś zmieszał różę z dość nieprzyjemnie pachnącymi męskimi perfumami. Utrzymuje się długo na dłoniach. Napisałam, że krem nawilża dłonie - owszem, jednak jest to nawilżenie kilkunastominutowe.  Niestety, ale aplikacja kremu powoduje to, że dłonie po około 20 minutach "wołają" o kolejną porcję nawilżenia. Jeśli chodzi o plusy to zauważyłam, że stosowanie kremu powoduje rozjaśnienie skóry dłoni oraz paznokci. Krem przy codziennym stosowaniu wystarczył w moim przypadku na pięć dni.
Czy kupię ponownie? Nie wiem. Kremy (zarówno ten mango) kupiłam w promocji -50% w sklepie The Body Shop w Poznaniu.  Wydaje mi się, że to fajny gadżet, który dobrze wygląda na biurku czy w kosmetyczce.

Jestem ciekawa czy miałyście te produkty – co o nich sądzicie?





Alma K naturalna gąbka z kremem myjącym

Alma K naturalna gąbka z kremem myjącym



Znacie takie produkty, które z wyglądu, opisu i zachwalań mają być hitem i kosztują przeraźliwie dużo, jak na rzecz z danej kategorii kosmetycznej? Na pewno mogłybyście wymienić kilkanaście takich produktów. Ja również. I dzisiaj będzie o takim właśnie hicie.
Z firmą AlmaK spotkałam się po raz pierwszy na Meet Beauty. Przepiękne, minimalistyczne opakowania i genialny zapach - świeży, rześki, długo utrzymujący się na skórze. Wszystko to zaczęło przekonywać mnie do tej firmy.
Po bardzo miłej rozmowie z przedstawicielką firmy i zapoznaniu się z całą gamą kosmetyków AlmaK w mojej głowie była tylko jedna myśl: chcę tę gąbkę. Pomimo tego, że kosztuje ona 40 zł i nie wiadomo na ile będzie skuteczna. Chcę i koniec.
Jednak po zakończeniu Meet Beauty moja chęć posiadania tego gadżetu minęła.
Na całe szczęście w Hebe w mojej miejscowości można dostać od ręki te produkty. Udałam się tam, aby kupić pełnowymiarowe opakowanie kremu do rąk, który zdziałał na moich dłoniach cuda. I wtedy stał się cud.
Gąbka. Na wyciągnięcie ręki. Wystarczy włożyć ja do koszyka.

Co pisze o tej gąbce producent? 
Innowacyjna gąbka 2 w 1 nasycona minerałami z Morza Martwego oraz naturalnymi olejkami, m. in. ze słodkich migdałów i pestek winogron. Zapewnia delikatny efekt oczyszczający i nawilżający skórę, a jednocześnie jest przyjazna środowisku.
Produkt wielokrotnego użytku

Zapach
Zapach niczym nie odbiega od kremu. Cała seria HYDRATE pachnie tak samo. Świeżo.  Osobiście zapach ten kojarzy mi się z mydłem - lubię takie mdłe zapachy, dlatego jestem nim zauroczona. Bardzo długo utrzymuje się na skórze, wszystko dookoła pachnie tym kosmetykiem. Zapewnia coś, czego szukam w żelach. Lubię jak pomieszczenie, w którym się znajduję pachnie mną po kąpieli (czy to jest jakieś dziwne? :D). Mam wrażenie, że jest to przedłużeniem relaksu z kąpieli.


Konsystencja
Gąbka jeszcze przed użyciem jest bardzo twarda i zbita. Obawiałam się, że podczas używania będzie cały czas taka. Przy pierwszym kontakcie z wodą mięknie, ale nie na tyle aby być mięciutką szmatką do kąpieli :)
Uwaga: Gąbka może stałaby się "bardziej miękka" gdyby podczas kontaktu z wodą mocniej się nią ściskało - ja tego nie robiłam, bo zdawałam sobie sprawę, że zawiera w sobie drogocenny krem myjący. Nie chciałam go zużywać tylko dlatego, że nie odpowiada mi twardość gąbki.


Działanie
Odkryj działanie głęboko oczyszczających minerałów Morza Martwego oraz naturalnych olejków i ekstraktów roślinnych, które nadadzą skórze jedwabistą gładkość i perfekcyjny blask.
Skóra po użyciu jest bardzo mocno odświeżona. Jak już wspominałam milion razy - pachnie genialnie. Jest nawilżona, przyjemna w dotyku. Wydaje mi się, że przez twardość gąbki naturalnie poddana peelingowi - przez co jest jedwabiście gładka. Ja nie miałam potrzeby stosowania po takiej kąpieli balsamu.

Wspominany w poście kilkakrotnie krem do rąk - jest cudowny, wersja pełnowymiarowa w Hebe kosztuje 49,90. Jednak naprawdę warto w niego zainwestować :)

Użytkowanie
Zwilż gąbkę ciepłą wodą i delikatnie masuj skórę ciała kolistymi ruchami. Dokładnie spłucz. Aby wysuszyć gąbkę, powieś ją za rączkę.
W zestawie znajduję się rączka z przyssawką, przez co mokrą gąbkę można powiesić w łazience - na wannie, kafelkach. Gdziekolwiek chcecie.
Gąbkę moczyłam bardzo oszczędnie - chciałam mieć tę gąbkę na długo, cieszyć się jej właściwościami 2w1. Stosowałam ją tylko pod prysznicem. Wytwarzałam pianę poprzez delikatne pocieranie ciała gąbką, odkładałam ją w suche miejsce, a następnie dłonią rozprowadzałam powstałą pianę po całym ciele. Po kąpieli odwieszałam gąbkę na załączony wieszaczek.
Wybaczcie za zasypuję was takimi szczegółami, ale chcę abyście w 100% wiedziały jak ją stosowałam. 


Opinia:
W warunkach łazienki i temperatur jakie obecnie panują na dworze gąbka wysycha tylko z jednej strony - od strony zewnętrznej. Od strony wewnętrznej (tej skierowanej do strony powierzchni kafelek czy wanny) niestety jest cały czas mokra. Przy pierwszym użyciu gąbka pieni się bardzo intensywnienie i naprawdę nie potrzeba nie wiadomo ile trzeć aby umyć się w mgnieniu oka. Ja bardzo oszczędnie stosowałam swoją gąbkę. Jak dla mnie 39,90 to naprawdę dużo jak za taki kosmetyczny gadżet, dlatego chciałam aby była ze mną jak najdłużej aby w 100% wykorzystać jej potencjał. 
Miałam ją 6 dni - 6 krótkich kąpieli pod prysznicem. Bardzo starannie dbałam o to, żeby wysychała, żeby nie używać jej zbyt intensywnie. Niestety...nawet nie wiecie jak bardzo mnie zawiodło to, kiedy 6 dnia weszłam pod prysznic i w momencie kontaktu gąbki ze skórą nie zadziało się totalnie nic. Oczywiście zaobserwowałam z każdym myciem zmniejszanie się ilości wytwarzanej piany, jednak nie spodziewałam się, że zapas kremu wyczerpie się tak szybko.
Podczas rozmowy z przedstawicielką firmy usłyszałam zapewnienia, że wytrzymuje ona kilka miesięcy. Aby potwierdzić ten fakt napisałam maila do firmy AlmaK, jednak nie dostałam jeszcze na niego odpowiedzi. Z rozmów instagramowych wiem, że nie przesłyszałam się i inne obecne tam dziewczyny też dostały taką informację.
Czy czuję się oszukana? Tak, bo dałam za ten produkt nie małe pieniądze. Mogłam dołożyć 10 zł i mieć genialny krem (z tej samej serii), a tak - jestem 39,90 na minusie.
Czy sięgnę po ten produkt ponownie? Nie. Jednak nie skreślam marki, bo wiem, że działanie tych produktów jest bardzo dobre. 
Niesmak niestety pozostaje.

Jestem ciekawa czy któraś z Was skusiła się na tę gąbkę. Jakie są Wasze wrażenia i opinie? Może tylko mi skończyła się ona po 6 dniach?

 
Pielęgnacja włosów

Pielęgnacja włosów


Kiedyś pielęgnacja włosów dawała mi wiele radości. Jednak bycie monotematycznym w dziedzinie pielęgnacji przestało mnie kręcić i postanowiłam rozszerzyć swoją działalność :) A teraz tak już na poważnie. Nazywałam siebie włosomaniaczką i włosomaniaczką się czułam,pomimo tego że moje włosy wyglądały tragicznie. Ale przecież żadna z moich koleżanek nigdy nie stosowała olejowania czy balsamowania.
Dzisiaj inaczej podchodzę do tej pielęgnacji. Już nie nakładam wszystkiego na hura. Raczej zastanawiam się i trzymam sprawdzonych rozwiązań.
Jeśli śledzicie mnie na instagramie (a jeśli tego jeszcze nie robicie to wystarczy kliknąć TUTAJ) to możecie zauważyć, że w mojej całej pielęgnacji pojawiło się dużo kosmetyków naturalnych. W kwestii włosów również. Dzisiaj w mini recenzjach przedstawię wam moją pielęgnację włosów sprzed kilku tygodni, a na końcu podsumuję co się w niej zmieniło i dlaczego.

charakterystyka moich włosów
suche, zniszczone z tendencją do puszenia się i kruszenia, falowane , wysokoporowate, szorskie i pozbawione blasku


Vianek, szampon nawilżający do włosów suchych i normalnych
producent o tym produkcie pisze właśnie tak:  delikatny szampon do mycia włosów suchych i normalnych marki Sylveco łagodnie oczyszcza, nie podrażniając skóry głowy. Zawiera kompleks składników o działaniu nawilżającym i ochronnym (m.in. glicerynę, panthenol, proteiny owsa), a także cenny olej z kiełków pszenicy, który regeneruje łuski włosów. Ekstrakt z korzenia mniszka odżywia i zatrzymuje wilgoć, dzięki czemu włosy po umyciu są gładkie, lśniące i elastyczne.
skład:Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Glycerin, Taraxacum Officinale Root Extract, Panthenol, Glyceryl Laurate, Triticum Vulgare Germ Oil, Hydrolyzed Oats, Lactic Acid, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Glyceryl Oleate, Parfum, Sodium Benzoate.
moje obserwacje:
Szampon, ze względu na skład,słabo się pieni. Jednak trzeba go dokładać, żeby chociaż troszkę się spienił - po nałożeniu od razu na włosy trudno go rozprowadzić. Jest bardzo "tępy" we współpracy. Pozostawia włosy splątane - bez odżywki się nie obejdzie. Przez to, że trzeba go dokładać, żeby w ogóle rozprowadzić na włosach, jego wydajność jest bardzo niska. Niestety powoduje u mnie większe puszenie się włosów i elektryzowanie się ich. Podejrzewam, że to przez to, że w składzie zawiera proteiny. Zapach przyjemny, długo utrzymuje się na włosach. 
Co na plus w tym szamponie? Przede wszystkim skład i zapach. Jeśli wasze włosy lubią proteiny - warto po niego sięgnąć.


Biolaven szampon do włosów o działaniu  wzmacniająco-wygładzającym
Szampon przeznaczony jest do każdego rodzaju włosów. Bardzo dobrze rozprowadza się po włosach. Średnio się pieni, jednak wystarczająco aby umyć włosy. Plącze moje włosy i powoduje ich przesuszenie. Bez odżywki się nie obędzie.  Dodatkowo obciąża włosy u nasady. Wydajność określiłabym jako średnią. Zapach jest specyficzny - niby lawendowy, ale taki jakby sztuczny.
Co na plus? Skład.

Aussie Miracle Nourish odżywka
Bardzo spoista konsystencja. Nie spływa z włosów. Przyjemny zapach - mi kojarzy się z mentolem. Chociaż pewnie to eukaliptus :) I na tym bym skończyła? To co ta odżywka zrobiła na moich włosach to jakieś nieporozumienie. Wielka, tłusta plama z tyłu głowy,która nie chciała zejść niczym  - a próbowałam naprawdę wielu oczyszczających szamponów,  po kilka myć z rzędu. Dopiero czterokrotne mycie Head&Shoulders dało sobie z nią radę.
Możecie sobie teraz wyobrazić jak wyglądają moje włosy po takiej kuracji oczyszczającej - dokładnie, siano.


Loreal dwufazowy eliksir Total Repiar
Producent zapewnia, że:
Pierwsza ekspresowa i pielęgnacyjna odżywka do włosów w sprayu o podwójnym działaniu, wzbogacona pro-keratyną i serum pielęgnująco-nabłyszczającym dla podwójnego działania:
- natychmiastowe scalenie rozdwojonych końcówek oraz odbudowa włókna włosa.
- łatwe rozczesywanie, intensywny połysk, ochrona przed puszeniem.
Potwierdzone rezultaty: scalenie rozdwojonych końcówek – w dowolnym miejscu i czasie. Włosy stają się zadbane, mają piękny połysk i ochronę przed puszeniem.
 Moja opinia: nie znam produktu, który scaliłby końcówki. Moje - na całe szczęście- nie rozdwajają się tak szybko, ale tylko dlatego, że wykruszają się w zastraszającym tempie. Jednak jest to jedna z niewielu odżywek, dzięki której moje włosy się nie puszą. Spryskuję nią włosy po umyciu oraz przez czesaniem. Czy włosy wyglądają lepiej i są  jakoś odbudowane? Nie zauważyłam tego. Jednak jako odżywka przeciw puszeniu się sprawdza się bardzo dobrze.

Tak wyglądała moja pielęgnacja kilka tygodni temu. Niestety w tym wypadku eksperyment z naturalnymi produktami okazał się niewypałem. Dlatego powróciłam do swojej dawnej pielęgnacji: szampon+odżywka Kallos w wersji kreatynowej.
Jednak cały czas szukam odżywki czy też maski, która poprawi stan włosów - przede wszystkim nawilży je i nada lekkości. Bo ta szorstkość włosów zaczyna mnie wkurzać. Musicie wiedzieć, że mam manie ciągłego odgarniania włosów - czy to do tyłu, czy za ucho :D

WŁOSOMANIACZKI, może coś polecicie?

LilyLolo: PODKŁAD + FLAWLESS MATTE=DUET IDEALNY?

LilyLolo: PODKŁAD + FLAWLESS MATTE=DUET IDEALNY?


Podkłady bardzo często kojarzą się z czymś ciężkim, brudzącym oraz pozostawiającym na twarzy nieprzyjemną warstwę. Latem, gdy dochodzą wysokie temperatury i pomieszczenia bez klimatyzacji, cera pod taką warstwą przeżywa małe piekło. A gdy jeszcze przypudrujemy je warstwą pudru matującego?
Dzisiaj chciałabym opowiedzieć o mojej letniej relacji z dwoma kosmetykami. Podkładem i pudrem mineralnym od Lily Lolo.
Produkty mineralne były dla mnie totalną abstrakcją. Owszem miałam kilka podejść do tego typu kosmetyków jednak nie satysfakcjonowały mnie one. Byłam przyzwyczajona do tego, że moja niedoskonała cera nie jest w 100% przykryta. Że widać każdy pryszcz i każde przebarwienie po nim. Oznaczało to, że skoro ja to widzę to każdy inny też będzie tę niedoskonałość widział.
Czas mijał, a stan mojej skóry się poprawiał. Postanowiłam dać kolejną szansę - tym razem produktom od LilyLolo.
Wybór na stronie dystrybutora jest ogromy - ja z pomocą pani Aleksandry wybrałam kolor idealny. To jest chyba pierwszy raz kiedy wiem, że trafiłam z odcieniem i nie muszę martwić się czy przypadkiem coś mi się nie odcina na szyi. 

Czego oczekiwałam od kosmetyków mineralnych?
Właściwie to sama nie wiem. To tak naprawdę mój pierwszy raz z taką formą. Nie miałam jakiś wysokich wymagań. Głównie zależało mi na tym, żeby odciążyć cerę i nie tworzyć na niej efektu maski. Obawiałam się natomiast tego, że nałożenie pudrowego podkładu i pudru matującego spowoduje, że twarz będzie wyglądać sztucznie pudrowo. Na szczęście nic takiego się nie stało!



Co mówi producent o podkładzie?
Drobno zmielony podkład mineralny z naturalnym filtrem o faktorze SPF 15. Nakładaj go cienkimi warstwami, by uzyskać pożądany efekt krycia. W skład naszych podkładów wchodzą wyłącznie naturalne składniki dzięki czemu skóra jest odpowiednio pielęgnowana, a wypryski i skazy skórne stają się mniej widoczne. Podkłady mineralne Lily Lolo cechuje gładka i jedwabista konsystencja. 

Skład produktu:
Mica (Mika), Zinc Oxide (Tlenek cynku), Titanium Dioxide (Dwutlenek tytanu), Iron Oxides (Tlenki żelaza), Ultramarine Blue (Ultramaryna)
Skład produktu jest naprawdę krótki przez co będzie odpowiedni do każdego rodzaju cery. Nawet tej najbardziej problematycznej. Dobry skład produktu, w tym wypadku podkładu, może nawet redukować te zmiany.

Opakowanie, konsystencja i aplikacja:
Wygląda naprawdę elegancko. Nie omieszkałabym rzec, że nawet troszkę luksusowo. Pomimo tego, że opakowanie jest z plastiku, wykonane jest bardzo solidnie. Mi zazwyczaj wszystko leci z rąk, więc w tym przypadku zarówno podkład jak i puder kilkanaście razy miały bliższe spotkanie z podłogą i wyszły z tego bez szwanku :)
Bardzo dobrym rozwiązaniem jest to, że po wydobyciu z opakowania odpowiedniej dla nas ilości produktu możemy go szczelnie zamknąć, gdyż to wewnętrzne wieczko jest obrotowe. Mamy pewność, że nic z pudełka nie wyspie.
Konsystencja zdecydowanie pudrowa. Gładka i jedwabista - zgodnie z obietnicami producenta. Obydwa produkty bez problemu rozprowadza się na twarzy.
Jeśli chodzi o nakładanie produktu to zdecydowanie polecam do tego pędzel typu Super Kabuki. Robiłam przedziwne eksperymenty i tylko ten pędzel dawał najlepsze efekty po nałożeniu. Dzięki nim nie było jakichkolwiek prześwitów, niedociągnięć czy plam. Pędzel sam w sobie jest przyjemny: mięciutki, idealnie leży w dłoni. Wykonany jest z syntetycznego włosia. 


Mój odcień idealny to China Doll. Jest to produkt  o bardzo jasnym odcieniu ze zbalansowanym kolorytem dla jasnej i bardzo jasnej karnacji. Posiada naturalny filtr przeciwsłoneczny SPF 15. Mam świadomość tego, że bardzo ciężko kupuje się podkłady przez internet. Jednak moim zdaniem ściąga, która znajduje się na stronie dystrybutora bardzo ułatwia tę decyzję.

Zresztą zobaczcie sami:

Grafika pochodzi ze strony costasy.pl

Działanie (o ile w przypadku podkładu można powiedzieć coś o jego działaniu ; )):
Podkład idealnie stapia się ze skórą. Podkład sam w sobie zapewnia mat, a gdy dołączy się do tego puder matujący również od LilyLolo to jest to mat murowany. Moja cera potrafi wyprodukować naprawdę ogromną i niezmierzoną ilość sebum. W przypadku tych produktów przez kilka godzin trzymana jest ona w ryzach. 
Jeśli chodzi o krycie to tak jak już wspominałam na początku: jeśli macie dużo do ukrycia i jesteście przyzwyczajone do ciężkich podkładów będziecie zawiedzione. Krycie można budować - oznacza to, że każda kolejna warstwa sprawi, że to co chcecie ukryć będzie mniej widoczne. 
Podkład jak i puder nie ważą nie na twarzy, bardzo dobrze się na niej trzymają i równomiernie schodzą z niej.
Wytrzymałość na twarzy? Po kilku godzinach nadal jest widoczny. W bardziej upalne dni potrzebuje przypudrowania, ale to chyba jak każdy inny podkład. Co ważne, nie podkreśla porów. Jest niemalże niewyczuwalny na twarzy, przez co noszenie makijażu jest czystą przyjemnością.
Podkład jak i puder - pomimo tego, że są pudrowe - współpracują z kosmetykami kremowymi. Nie wiem jak u was, ale mi zdecydowanie lepiej wychodzi konturowanie "na mokro". Obawiałam się, że kosmetyki te nie będą się ze sobą dogadywać, ale nic takiego nie miało miejsca.


Okej, ale cały czas mówię o podkładzie - czas chyba na słówko o pudrze.

Puder Flawless Matte jest kosmetykiem o zabójczo prostym składzie: kaolin i mika. Oba te składniki pochłaniają sebum, przez co zastosowanie ich razem tworzy duet idealny. Tak jak już wyżej wspomniałam puder świetnie współpracuje z kosmetykami mineralnymi, sypkimi jak i płynnymi. Jego działanie jest zawsze takie samo - świetne. Puder nie waży się, w bardziej upalne dni wymaga kolejnej warstwy. Nie zapycha oraz nie przesusza skóry. Lepiej nakładać go cienką warstwą - ze względu na swój biały kolor, nałożenie grubachnej warstwy może dość mocno wybielić skórę.
Wydajność zarówno podkładu oraz pudru jest zabójcza. Używam go codziennie, regularnie przez ponad miesiąc a jego nie ubywa. Przy tradycyjnym podkładzie pewnie kończyłabym już tubkę i szykowała się do otwarcia kolejnej. 


Podsumowując: jestem zakochana w produktach mineralnych! Mam ochotę na więcej - bo oprócz podkładów i pudrów na rynku dostępne są już pomadki, błyszczyki, kredki...czego tylko zapragniecie w wersji mineralnej - zdecydowanie lepszej dla skóry. Z całą pewnością będę wracać do tych dwóch (a w zasadzie to trzech, bo przecież jeszcze jest pędzel!) produktów.

Całą ofertę kosmetyczną znajdziecie na stronie costasy.pl


Jestem bardzo ciekawa czy miałyście te kosmetyki: co o nich sądzicie, jak się u was sprawdzały?

Fakt iż otrzymałam te produkty w ramach współpracy nie wpłynął na moja ocenę.
Eveline Slim Extreme 4D Professional

Eveline Slim Extreme 4D Professional


W ostatnim czasie upalne wieczory dają wszystkim w kość - przynajmniej w tej części Polski, gdzie ja mieszkam. Idealnym rozwiązaniem jest wtedy zastosowanie kosmetyku, który posiada właściwości chłodzące. Lubicie takie? Bo ja uwielbiam! O wiele bardziej niż produkty,które mają za zadanie rozgrzewać!
Dzięki akcji testowania z wizaż.pl miałam okazję poznać produkt od Eveline, który przeznaczony jest do body wrappingu.

Co to jest body wrapping?
Body wrapping (czy też body wrap) to zabieg wyszczuplający składający się z dwóch zasadniczych etapów. Podczas pierwszego na skórę nakłada się kosmetyki pielęgnacyjne o działaniu modelującym, ujędrniającym lub antycellulitowym. Natomiast druga część tego zabiegu kosmetycznego polega na owinięciu całego ciała folią spożywczą. Body wrapping umożliwia spalanie tłuszczu i uzyskanie szczupłej sylwetki. Najlepiej połączyć zabiegi body wrapping z ćwiczeniami i dietą odchudzającą, żeby skutecznie walczyć z tzw. skórką  pomarańczową.
Produkt od Eveline można stosować samodzielnie bądź wzbogacony o folię. Ja testowałam oby dwie wersji i zaraz opowiem wam o swoich odczuciach przed i po :) Najpierw co nieco o samym kosmetyku.



Co producent pisze o tym kosmetyku Slim Extreme 4D Professional maska antycellulitowa?
REMODELUJĄCA MASKA ANTYCELLULITOWA to silnie skoncentrowany preparat wyszczuplający, intensywnie ujędrniający i skutecznie likwidujący cellulit. Szczególnie polecany dla osób z nadwagą i odchudzających się, u których skóra jest mało elastyczna, przesuszona, ze skłonnością do wiotczenia.
SILNIE SKONCENTROWANE SKŁADNIKI AKTYWNE: HD BODYFIT™ to składnik aktywny nowej generacji nazywany „rzeźbiarzem” kształtów. Natychmiast usuwa nadmiar płynów i toksyny nagromadzone w komórkach, skutecznie zwalczając wszystkie typy cellulitu i intensywnie ujedrniając skórę.
PRO-SVELTYL zapobiega magazynowaniu tłuszczu w tkankach oraz skutecznie zmniejsza rozmiary komórek tłuszczowych, spektakularnie wysmukla sylwetkę i silnie ujędrnia skórę.
ALGI MORSKIE Corallina Officinalis przyspieszają regenerację komórek oraz zapobiegają wiotczeniu skóry.
PHYTOSONIC™ działa na komórki tłuszczowe z siłą ultradźwięków. Znacząco zmniejsza grubość tkanki tłuszczowej nawet w tak problematycznych okolicach jak uda, pośladki i brzuch. WITAMINA B3 (NIACYNAMID) stymuluje syntezę kolagenu i ceramidów w skórze, przywracając skórze gładkość i elastyczność. WYCIĄG Z CENTELLA ASIATICA, w połączeniu z chłodzącym MENTOLEM, poprawia mikrokrażenie, pomaga łagodzić obrzęki.

Produkt przeznaczony jest do pozbycia się skórki pomarańczowej. Osobiście wychodzę z założenia, że aby pozbyć się jej konieczne jest wdrożenie ćwiczeń fizycznych , dobrego peelingu oraz kosmetyku silnie ujędrniającego - o co ciężko na rynku. Samym kosmetykiem nie pozbędziemy się tego problemu - niestety :)


Maska jest bardzo zbita w swojej konsystencji. Bardzo dobrze rozprowadza się po ciele. Nie wchłania się od razu, ale jeśli owiniecie wybrane partie folią spożywczą nie będzie to nie sprawia to żadnego dyskomfortu. Zapach? Przyjemny. Mentolowy. Bardzo rześki. Produkt nawet kolorem nawiązuje do opakowania i całego designu serii - jest w kolorze pastelowej mięty.Jeśli zwracacie uwagę na takie szczegóły to powinnyście być zadowolone.Ja osobiście lubię pochylić się nad takimi "bzdurkami".
Opakowanie to standardowe opakowanie: odkręcane pudełeczko. Do posmarowania nóg wystarczy naprawdę niewielka ilość produktu. Przez co jest bardzo wydajny.

Jak już wspominałam wcześniej stosowałam ten produkt na dwa sposoby:

SAMODZIELNIE
Nakładałam produkt na wybrane partie ciała - w moim przypadku był to brzuch oraz uda - jak zwykły balsam. Używałam wtedy dosłownie odrobinę produktu na posmarowanie całego ciała. Efekt chłodzenia pojawiał się po chwili. A wzmacniał się po przykryciu. Było to naprawdę intensywne chłodzenie, które utrzymywało się około 20 minut. Pierwszy raz spotkałam się z tak długim chłodzeniem. Efekt? Po około 4 zabiegach skóra była wygładzona, ekstremalnie nawilżona, jędrniejsza. Naprawdę wyglądała bardzo dobrze! Zaskoczyło mnie to, ponieważ nawet bardzo nawilżającym balsamem trudno osiągnąć u mnie tak dobry efekt na skórze.


BODY WRAPPING
Na wybrane partie nakładałam grubszą warstwę kosmetyku. Owijałam się folią kosmetyczną i kładłam się pod kołdrę. Efekt chłodzenia był zdecydowanie dłuższy. Tak owinięta leżałam około 45 minut. Jak owijać się folią? Radzę zacząć tam, gdzie nie nakładało się kosmetyku, np. niżej i kierować się ku górze.Owinięcie ciała folią powoduje to, że produkt lepiej się wchłania i jego działanie jest po prostu intensywniejsze. Kosmetyk nie wysycha, powoduje lekki drenaż limfatyczny. Dodatkowo powoduje pobudzenie krążenia krwi oraz limfy.
Ujędrnienie po stosowaniu body wrappingu jest ogromne! Naprawdę byłam zdziwiona, że można osiągnąć taki efekt w warunkach domowych. Dodatkowo uczucie nawilżenia było odczuwalne dzień po wykonaniu zabiegu - pokażcie mi kosmetyk, który czujecie po użyciu go poprzedniego dnia wieczorem. No właśnie...ciężko :)
Ja stosowałam takie kuracje wrappingowe co 3 dni - wiadomo, trzeba mieć na to czas. 45 minut piechotą nie chodzi :) Ważne jest, że po ściągnięciu folii nie zmywamy produktu z ciała. Nadmiar kosmetyku po prostu sam się wchłonie.


Podsumowując, kosmetyk zarówno samodzielnie jak i folią powoduje naprawdę genialne nawilżenie i ujędrnienie ciała. Jednak jest to efekt kiedy regularnie używa się tego kosmetyku.Po odstawieniu go wszystko wraca do "normy".
Body wrapping jest fajnym rozwiązaniem np. przed jakimś wyjazdem,gdzie "zwykły" balsam utrzyma efekt uzyskany przez kosmetyk Eveliune. Czy wrócę do niego? Nie wiem czy moja natura "testowacza" pozwoli mi na to. Jednak Wam z całego serca polecam ten kosmetyk.Kosztuje naprawdę niewiele (23,99 bez promocji), a działa cuda :)

Znacie takie kosmetyki? Lubicie w nich efekt chłodzenia czy rozgrzewania? 

wybaczcie moją mniejszą aktywność na blogu - przygotowuję się do obrony i dni przeciekają mi przez palce - mam nadzieję, że niedługo ulegnie to zmianie i będę dla was regularnie pisać :)
Niszcz Pryszcz - raz a dobrze

Niszcz Pryszcz - raz a dobrze


Kilka tygodni temu na instagramie pokazywałam, że zaczynam testować zestaw Niszcz pryszcz  ziołowy płyn oczyszczająco-normalizujący + Niszcz pryszcz krem na dzień firmy Kosmetyki Dla. Nadszedł czas, żeby co nieco opowiedzieć o tych produktach. Na wstępie może, w skrócie przedstawię historię mojej twarzy.

Walczę z trądzikiem już 12 lat w swoim życiu przetestowałam naprawdę szeroką gamę kosmetyków skierowanych właśnie na takie problemy skórne. Z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że trądzik nie jest tylko chorobą skóry. Siedzi również w głowie. Często spotykam się z opinią ludzi, że osoby posiadające trądzik nie powinny zakrywać go ciężkim makijażem. Okej - zgadzam się z tym, to tylko pogarsza sprawę. Ale osobie zmagającą się z tą chorobą makijaż daje spokój. Przestaje mieć wrażenie, że ciągle ktoś na nią patrzy i obgaduje jej problem. Ja też tak miałam. Możecie się domyślić, że moja samoocena również była zaniżona. Długi czas musiał upłynąć, żebym wychodziła do ludzi bez makijażu. Teraz - nawet gdy tych wyprysków pojawia się sporo na mojej twarzy - nie mam z tym problemu. Dlaczego napisałam,że trądzik również siedzi w głowie? Bo gdy przestałam maniakalnie się nim zadręczać, stał się mniej widoczny. Istnieją badania naukowe, które mówią o tym, że dieta ma również duży wpływ na stan naszej cery. W badaniach tych wymieniane są jako najbardziej 'trądzikotwórcze' czekolada,jajka czy ostre przyprawy.

Jednak...do rzeczy:


Oba produkty mieszczą się w dwóch bardzo poręcznych opakowaniach. Idealnie leża w dłoni, a dodatkowo ich wielkość pozwala na swobodne zapakowanie ich do kosmetyczki. Naprawdę nie zajmują wiele miejsca! Za co ogromy plus, bo jak wiecie w mojej kosmetyczce jest czasami za dużo rzeczy i cieszę się, kiedy są mniejsze, bo mogę jeszcze więcej do niej upchnąć.

Krem na dzień znajduje się w opakowaniu typu air-less. Pompka dozuje odpowiednią ilość kremu, która starcza na pokrycie całej twarzy. Lubię takie rozwiązania. Wydają mi się bardziej higieniczne, niż tradycyjne słoiczki. W opakowaniu znajduje się 30g kremu. Przez to, że pompka jest tak miarodajna, wydajność tego produktu jest naprawdę wysoka.
Konsystencja kremu też nie jest byle jaka. Jest on naprawdę gęsty. Jednak nałożony na twarz jest bardzo lekki. Nie przetłuszcza skóry oraz jej nie obciąża. Idealnie nadaje się pod makijaż. Zauważyłam, że delikatnie matuje twarz.

Jednak co z obietnicą zniszczenia pryszcza?

Krem z pewnością:
niweluje wypryski - są bledsze, szybciej się goją
odblokowuje pory - przez co w pierwszym okresie użytkowania kremu na twarzy pojawiły się niespodziewane zaskórniki. Ale to co się zatkało, musiało się odetkać. A jedyną drogą do opróżnienia pora jest niestety niedoskonałość na twarzy.
nawilża i łagodzi - jak już wspominałam wcześniej krem wpływa na zmniejszenie czerwoności pryszcza. Wszelkie ślady po nich również szybciej znikają z twarzy. Krem pozostawia twarz nawilżoną.
chroni przed promieniowaniem UV - w składzie znajduje się filtr fizyczny. I pomimo jego obecności krem nie bieli twarzy


Co wchodzi w składzie tego kremu?
Świeży odwar z wierzby- naturalne źródło salicylanów, które regulują proces złuszczania naskórka i ułatwiają dynamiczne wnikanie substancji aktywnych, odpowiedzialnych za utrzymanie odpowiedniego stopnia nawilżenia.
Świeży napar z krwawnika - naturalne źródło azulenu, choliny, soli mineralnych głównie cynku- ma działanie przeciwzapalne, gojące oraz wybielające.
AHA – reguluje proces keratynizacji, udrażnia ujścia mieszków włosowych, przez co w efekcie zmniejsza ryzyko powstawania zaskórników, wspomaga wybielanie śladów potrądzikowych
Glinka kaolinowa -działa jak bibułka wyciągając z porów nadmiar sebum i zanieczyszczeń.
Olej jojoba - lekki, nie pozostawia tłustego filmu na skórze, nie zatyka porów. Wzmacnia struktury cementu międzykomórkowego, co w efekcie zapobiega wysuszaniu skóry
Olej z ogórecznika- naturalne źródło kwasu gamma-linolenowego, którego brak powoduje zaburzenie procesu rogowacenia naskórka. Nie zatyka porów.
D - pantenol, alantoina - zmniejszają stan zapalny, przyspieszają gojenie podrażnionych części skóry.

Niszcz pryszcz ziołowy płyn oczyszczająco-normalizujący przeznaczony jest do cery mieszanej, tłustej, z trądzikiem łojotokowym pojawiającym się niezależnie od wieku. Zadaniem tego płynu jest umycie twarzy, bez użycia wody.
W składzie-  zioła, które bardzo mocno wpływają na woń kosmetyku. Zapach ten wyczuwalny jest chwilę po aplikacji. Z czym on mi się kojarzy? Z syropem na kaszel - zarówno z wyglądu (płyn ma kolor brunatny) jak i zapachu.
Płyn ten przeznaczony jest również do zmywania makijażu wodoodpornego. Produkt bardzo dobrze radzi sobie z usunięciem makijażu. W przypadku mocniejszego, wystarczy chwilkę dłużej przytrzymać wacik przy twarzy i wszystko schodzi ze skóry. Jedynym minusem jaki zauważyłam w przypadku takiego stosowania płynu jest to, że jest średnio wydajny.
Ekstrakty zawarte w płynie miały za zadanie:
  • dokładnie oczyścić skórę
  • zwęzić pory
  • normalizować wydzielanie sebum
  • nawilżać
  • usuwać makijaż wodoodporny
  • łagodzić podrażniane
  • zmywa makijaż wodoodporny


Rzeczywiście skóra po przetarciu była zmatowiona. Lekko ściągnięta, a pory mniej widoczne. 
Obydwa produkty bardzo dobrze spisywały się na mojej twarzy. Z naturalnymi produktami nigdy nie byłam za pan brat, jednak te sprawdziły się wyjątkowo dobrze. Fajnie, że polskie marki tworzą tak dobre jakościowo produkty, w niewielkich cenach.


Jeśli posiadacie twarz z niedoskonałościami, to koniecznie wypróbujcie te produkty. Ja bardzo chętnie wrócę do nich - codzienna pielęgnacja dzięki nim była czystą przyjemnością. Oba znajdziecie na stronie www.kosmetykidla.pl I tak jak wspominałam już wcześniej krem kupicie tam za 29,90zł/30ml, a płyn za 27,90zł/180g. Jeśli nie jesteście fankami zakupów on-line, kosmetyki możecie kupić stacjonarnie w Rossmannie czy Hebe - cała lista sklepów stacjonarnych znajduje się oczywiście na podanej wyżej stronie internetowej.


Znacie te kosmetyki? Jaka jest wasza opinia o nich?
A może chcecie, żebym opisała wam swoją "walkę" z trądzikiem?

Abronne: pure, safe, beneficial?

Abronne: pure, safe, beneficial?


Arbonne - oznacza "piękne drzewo" i pochodzi od nazwy małej wioski w Szwajcarii.

Nie wiem czy znacie firmę Arbonne. Ja pierwszy raz usłyszałam o niej od przedstawicielki tej firmy w Polsce, podczas targów Beauty Days. Jak na jeden raz tych informacji było tyle, że cięzko było je spamiętać. Jednak po kilku testach - dość krótkich, bo jednorazowych, jednak dających pewien obraz na tę markę postanowiłam co nieco opowiedzieć Wam o kosmetykach.
Marka Arbonne powstała w Szwajcarii w 1975 roku.  Jej twórcą był Petter Morck. Cieszy się ona uznaniem w USA, Wielkiej Brytanii, Kanadzie czy Australii. Do Polski firma zawitała w 2014 roku. Arbonne przynosi obecnie około 500 milionów dolarów zysku w skali roku i zrzesza ponad 200 000 Niezależnych Konsultantów. Według informacji jakie dowiedziałam się od przedstawicielki w Polsce liczba konsultantów w Polsce podawana jest w tysiącach. Według mnie ta firma to taki ekskluzywny Avon czy Oriflame.



Arbonne posiada w swojej ofercie produkty do pielęgnacji skóry i włosów, kosmetyki kolorowe oraz suplementy diety.  Cytując z ich informatora:
[...] Nasze produkty zawierają składniki pochodzenia roślinnego, są zdrowe i inspirowane przez naturę. [...] Nasze produkty opracowujemy bez użycia składników pochodzenia zwierzęcego lub ubocznych produktów zwierzęcych|sztucznych aromatów|sztucznych słodzików|olejów mineralnych|parabenów|wazeliny|ftalanów| SLES|SLS|sztucznych barwników|talku|trkloasnu|TEA [...]
Bardzo sympatyczna konsultantka oprócz prezentacji produktów nieskutecznie namawiała mnie i inne bloggerki obecne podczas tej rozmowy do zabawy w cały ten biznes.Ja nie lubię bawić się w takie rzeczy, pomimo że miałyśmy obiecywane złote góry ; ) Po rozmowie telefonicznej kilka tygodni po spotkaniu na targach, otrzymałam próbki oraz egzemplarze o Arbonne: ich kosmetykach oraz warunkach współpracowania z nimi.

Próbek otrzymałam sporo:



1) Odlewka peelingu RESCUE&RENEW SCRUB - DETOX SCRCUB GOMMAGE DETOXIFIANT
Co mogę powiedzieć o tym produkcie? Jest to peeling solny, bardzo zbity, o dużych kryształkach soli. O intensywnym zapachu grejpfruta. Jak dowiedziałam się z katalogu produktów na ten zapach składa się olejek ze skórki grejpfruta, olejek ze skórki mandarynki, olejek ze skórki pomarańczy. Niestety nie miałam pełnego składu tego produktu. W katalogu wymienione są tylko kluczowe produkty, do których w tym przypadku zaliczono: wyciąg z korzenia kurkumy, wyciąg z mniszka lekarskiego, wyciąg z korzenia imbiru. Po małym śledztwie w internecie znalazłam skład na ich amerykańskiej stronie:
Skład: sól morska, olej z nasion krokosza barwierskiego, olejek eteryczny z grejpfruta, krzemionka, Olej z nasion słonecznika, francuska glinka zielona Montmorillonite, Olejek neroli, olejek awokado, olej abisyński, olejek z marakui, olej marula, olejek eteryczny z kolendry, ekstrakt z kurkumy, ekstrakt z mniszka pospolitego, ekstrakt z imbiru, witamina E, Octan tokoferylu, Fenoksyetanol*, Trimethyl-3-cyclohexene-1-methanethiol, Limonen, Linalol

*Składnik dozwolony do stosowania w kosmetykach w ograniczonym stężeniu. Znajduje się na liście substancji konserwujących dozwolonych do stosowania z ograniczeniami w produktach kosmetycznych. Jego dopuszczalne maksymalne stężenie w gotowym produkcie to 1,0%

Co mogę powiedzieć o tym produkcie? Genialny peeling - lubię jak takie produkty posiadają konkretne zdzieracze. Przez naprawdę dużą ilość olei peeling genialnie nawilża - do tego stopnia, że następnego dnia rano czułam się tak jakbym przed chwilą nałożyła balsam. Pomimo tego, że kryształki soli są naprawdę ogromne to peeling złuszcza zanieczyszczenia i martwy naskórek delikatnie z powierzchni ciała. 
Za 453 g należy zapłacić 212zł



2) Tusz do rzęs It's a long story - jak śledzicie mnie na Instagramie (a jeśli nie to serdecznie zapraszam, link TUTAJ) to w projekcie denko (które realizowane jest tylko poprzez tą aplikację) mogłyście dowiedzieć się co nieco o tym tuszu. Ma genialny zapach. Bardzo wygodną szczoteczkę, ładnie rozczesuje rzęsy. Jednak nie powala. Delikatnie osypuje się w ciągu dnia. Mam wrażenie, że z upływem czasu ubywa go na rzęsach.
Cena:  129zł



3) Tubki produktów pochodzących z linii RE9 Advanced® w skład, których wchodzi:


- Kremowy żel oczyszczający do twarzy, cena: 171 zł
skład:  Aqua/Water/Eau, Sodium Cocoyl Isethionate, Sodium Lauryl Sulfoacetate, Stearic Acid, Sodium Chloride, Sodium Sulfate, Sodium Methyl 2 Sulfolaurate, Stearyl Alcohol, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Sodium C14-16 Olefin Sulfonate, Disodium 2-Sulfolaurate, Glyceryl Undecylenate, Steareth-4, Glycol Distearate, Xanthan Gum, Panthenol, Glycerin, Ophiopogon Japonicus Root Extract, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Nasturtium Officinale Extract, Trifolium Pratense (Clover) Flower Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Callus Culture Extract, Laminaria Digitata Extract, Ethylhexylglycerin, Magnesium Ascorbyl Phosphate, Phytic Acid, Gluconolactone, Calcium Gluconate, Sodium Carbonate, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Sodium Benzoate, Glutaral.

- Tonik regenerujący, cena: 152 
skład:  Aqua/Water/Eau, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Water, Glycerin, Isoceteth-20, Propanediol, Sodium PCA, Ethylhexylglycerin, Niacinamide, Xanthan Gum, Betula Alba Leaf Extract, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Hypericum Perforatum Extract, Nasturtium Officinale Extract, Panax Ginseng Root Extract, Trifolium Pratense (Clover) Flower Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Callus Culture Extract, Agastache Mexicana Flower/Leaf/Stem Extract, Laminaria Digitata Extract, Magnesium Ascorbyl Phosphate, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Gluconolactone, Calcium Gluconate, Citric Acid, Benzoic Acid, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate.
- Serum intensywnie regenerujące, cena: 247 
skład:: Aqua/Water/Eau, Cyclopentasiloxane, Polymethyl Methacrylate, Glycerin,Polyacrylate Crosspolymer-6, Cyclohexasiloxane, Silica, Polyglyceryl-3 Laurate, Caprylic/Capric Triglyceride, Saccharum Officinarum (Sugarcane) Extract, Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Lactic Acid, Sodium Lactate, Salicylic Acid, Xanthan Gum, Xylitylglucoside, Dimethiconol, Anhydroxylitol, Niacinamide, Xylitol, Allantoin, Ethylhexylglycerin, Panthenol, Glucose, Sodium PCA, Adenosine, Palmitoyl Dipeptide-5 Diaminobutyroyl Hydroxythreonine, Palmitoyl Dipeptide-5 Diaminohydroxybutyrate, Palmitoyl Tripeptide-38, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Hippophae Rhamnoides Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Callus Culture Extract, Fagus Sylvatica Bud Extract, Laminaria Digitata Extract, Pueraria Lobata Root Extract, Betula Alba Leaf Extract, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Hypericum Perforatum Extract, Lavandula Stoechas Extract, Nasturtium Officinale Extract, Panax Ginseng Root Extract, Trifolium Pratense (Clover) Flower Extract, Tetrahexyldecyl Ascorbate, Magnesium Ascorbyl Phosphate, Tocopherol, Phytic Acid, Hydroxypropyl Cyclodextrin, Gluconolactone, Calcium Gluconate, Citric Acid, Sodium Hydroxide, Aminomethyl Propanediol, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Sorbic Acid, Benzoic Acid, Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxides (CI 77491).
- Korygujący krem pod oczy,cena: 230 
skład: Aqua/Water/Eau, Glycerin, Octyldodecyl Neopentanoate, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Squalane, Camellia Oleifera Seed Oil, Decyl Oleate, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Carbomer, Xanthan Gum, Palmitic Acid, Stearic Acid, Myristic Acid, Ceteareth-20, Sorbitan Stearate, Dunaliella Salina Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Callus Culture Extract, Betula Alba Leaf Extract, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Hypericum Perforatum Extract, Nasturtium Officinale Extract, Panax Ginseng Root Extract, Trifolium Pratense (Clover) Flower Extract, Laminaria Digitata Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Glyceryl Distearate, Caprylyl Glycol, Glyceryl Stearate, Pentylene Glycol, Dimethicone, Tetrahexyldecyl Ascorbate, 4-t-Butylcyclohexanol, Panthenol, Caffeine, Niacinamide, Adenosine, Ethylhexylglycerin, Palmitoyl Tripeptide-5, Sodium Hyaluronate, Pantolactone, Gallyl Glucoside, Propyl Gallate, Epigallocatechin Gallatyl Glucoside, Caprylhydroxamic Acid, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Gluconolactone, Calcium Gluconate, Tromethamine, Citric Acid, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid, Mica, Titanium Dioxide (CI 77891).
- Krem regenerujący na dzień z SPF 20, cena: 258 
water, polysorbate 20, C12-15 alkyl benzoate, coco-caprylate, glycerin, stearyl alcohol, methyl glucose sesquistearate, glyceryl stearate SE, stearic acid, saccharide isomerate, dimethicone, citrus aurantium dulcis (orange) peel oil, borago officinalis seed oil, laminaria digitata extract, trifolium pratense (clover) flower extract, rosmarinus officinalis (rosemary) leaf extract, nasturtium officinale extract, hypericum perforatum extract, cucumis sativus (cucumber) fruit extract, chamomilla recutita (matricaria) flower extract, betula alba leaf extract, pueraria lobate root extract, helianthus annuus (sunflower) seed oil, retinyl palmitate, ascorbyl palmitate, magnesium ascorbyl phosphate, tocopheryl acetate, tocopherol, panthenol, lecithin, caprylic/capric triglyceride, polyacrylate-13, polyisobutene, palmitoyl tripeptide-1, palmitoyl tetrapeptide-7, carbomer, dehydroxanthan gum, sodium PCA, polyamino sugar condensate, urea, bisabolol, trisodium phosphate, stearamine, phytic acid, thioctic acid, salicylic acid, butylene glycol, caprylyl glycol, caprylhydroxamic acid.
- Krem regenerujący na dzień, dodatkowe nawilżenie, SPF 20, cena: 258
skład: water, glycerin, octyldodecyl neopentanoate, dimethicone, potassium cetyl phosphate, VP/eicosene copolymer, cetearyl alcohol, cocoyl proline, isopropyl isostearate, glyceryl distearate, hippophae rhamnoides oil, citrus aurantium dulcis (orange) peel oil, persea gratissima (avocado) oil, borago officinalis seed oil, olea europaea (olive) oil unsaponifiables, fagus sylvatica bud extract, pueraria lobata root extract, lavandula stoechas extract, laminaria digitata extract, cucumis sativus (cucumber) fruit extract, hypericum perforatum extract, nasturtium officinale extract, panax ginseng root extract, trifolium pratense (clover) flower extract, betula alba leaf extract, aloe barbadensis leaf juice, glycine soja (soybean) protein, valine, glycine, butylene glycol, tocopherol, tocopheryl acetate, retinyl palmitate, ascorbyl palmitate, tetrahexyldecyl ascorbate, hydrogenated lecithin, lecithin, glyceryl stearate, carbomer, polysorbate 20, palmitoyl tripeptide-1, palmitoyl tetrapeptide-7, panthenol, stearamine, urea, polyamino sugar condensate, sodium PCA, sorbitan stearate, squalane, phytosterols, C12-15 alkyl benzoate, sodium lauroyl methyl isethionate, disodium cocoamphodiacetate, sodium dextran sulfate, acrylates/C10-30 alkyl acrylate crosspolymer, phytic acid, aminomethyl propanol, caprylyl glycol, caprylic/capric triglyceride, caprylhydroxamic acid, sodium hyaluronate, gluconolactone, sodium dehydroacetate, sodium benzoate, calcium gluconate.

- Krem regenerujący na noc, cena: 353zł
skład: Aqua/Water/Eau, Glycerin, Dimethicone, Isononyl Isononanoate, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Niacinamide, Stearyl Alcohol, Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Oryza Sativa (Rice) Starch, Tapioca Starch, Cetearyl Glucoside, Carbomer, Myristyl Laurate, Lecithin, Xanthan Gum, Caprylic/Capric Triglyceride, Myristyl Myristate, Ethylhexylglycerin, Sodium PCA, Adenosine, Carnosine, Sodium Hyaluronate, Palmitoyl Dipeptide-5 Diaminobutyroyl Hydroxythreonine, Palmitoyl Dipeptide-5 Diaminohydroxybutyrate, Palmitoyl Tripeptide-38, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Hippophae Rhamnoides Oil, Fagus Sylvatica Bud Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Callus Culture Extract, Laminaria Digitata Extract, Pueraria Lobata Root Extract, Lavandula Stoechas Extract, Betula Alba Leaf Extract, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Hypericum Perforatum Extract, Nasturtium Officinale Extract, Panax Ginseng Root Extract, Trifolium Pratense (Clover) Flower Extract, Silybum Marianum Fruit Extract, Tetrahexyldecyl Ascorbate, Magnesium Ascorbyl Phosphate, Tocopherol, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Hydroxypropyl Cyclodextrin, Gluconolactone, Citric Acid, Calcium Gluconate, Aminomethyl Propanol, Aminomethyl Propanediol, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Benzoic Acid, Sodium Benzoate, Sorbic Acid, Cetrimonium Chloride.




Wybaczcie, że zaśmieciłam ten post składami, ale...serio? Czy tak wyglądają składy kosmetyków, które szczycą się tym, że są "czyste, bezpieczne i korzystne"? I kosztują fortunę. Nałożyłam te kremy na twarz. Żałuję. Takiego wysypu nie miałam już dawno. Bolące, ropne zmiany głęboko pod skórą. I miliony zaskórników.
Dostałam również próbki podkładów w różnych odcieniach. Był to podkład: Kryjący podkład w płynie SPF 15. Nie odważyłam się nałożyć go na twarz.
Mam mieszane uczucia jeśli chodzi o tę firmę. Naprawdę genialny peeling i totalna katastrofa. Regenerujący krem na noc zawiera 88 składników - nie chciało już mi się sprawdzać czy są one naturalne czy nie. Jednak są na rynku produkty naturalne, o krótkich składach. W internecie można znaleźć kilkanaście wątków na forach internetowych, mówiących o tym, że Arbonne to ściema. 

Produkty można kupować za pośrednictwem ich strony internetowej. Podejrzewam, że konsultancji nie mają lekko - przecież społeczeństwo polskie jest coraz bardziej świadome jeśli chodzi o kosmetyki. 




Znacie tę firmę? A może jesteście Niezależnym Konsultantem Abronne? Chętnie poznam wasze opinie w tym temacie!
Copyright © 2014 Lifestyle, beauty, food by Miritirllo , Blogger